You are currently browsing the category archive for the ‘poezja’ category.

W odwiedziny

Ach cóż się Pani stało?
Zaplątała się Pani w krzak róży dzikiej
Prawda jakiś przeciąg

Pozwoli Pani że pomogę,
idę w tym samym kierunku.
Tak, do mnie też wnuki przyjdą,
pewnie przyniosą kwiaty.

Proszę podać rękę,
Słońce już wschodzi, musimy się spieszyć
Jaki tłum dzisiaj idzie, nic nie widać
Słońce nas prześwietli, olśni

Proszę Pani proszę tędy
Ja jeszcze pamiętam drogę,
zmarłem w zeszłym roku.
Tam na wzgórzu, za lasem cmentarz

Jaki tłum dzisiaj, wszyscy idą,
żeby tylko wiatr nas nie rozwiał
zanim dojdziemy do swoich grobów..

Żywiec, 1.11.2012
jak-dzieci.jpg
Wielkanoc Klimka

Wielkanoc trwa w najlepszą noc.
A ja zasnę. Dobranoc!
Koc zasuwam
Wesołych Świat życzę Wam!

Wstaję i pędem do stolika gnam
jej wstałem sam!
Biorę trąbkę na niej gram
Ram ta tam!
Wszyscy się budzą!
Czemu na trąbce gram?
Zdradzę Wam:
Bo to przecież Wielkanoc!

Biorę koszyk w ręce
Pakuję baranka, flagę
Ubrać zajączka pomogę
A jeszcze bułeczka,
kromeczka,
a do środka szyneczka
i jajo, nie to Jaja
Jedną namalowałem ja
i hop do kościoła!

Bez redakcji.
Autor: Klimek Kurz, lat 9

kawalek-szczescia-pasek

Cholesterol
No i stało sie mój drogi trzpiocie.
Nastał czas całkiem już złowrogi.
Kłuli, potem głos zabrała nauka,
i orzekła: masz w tętnicach złogi.

Jak tu żyć? Jak skonać z godnością?
Jak tu uczcić przodków twych zwyczaje?
Kiedy lekarz mówi srogo: dieta!
Czym ja królik co się trawą naje?

Scena w sklepie: rozum ustom broni
wypowiedzieć czego dusza pragnie.
Martwym wzrokiem szukasz czegoś w koło.
Kusi wszystko na co oko padnie!

Tu wędzony boczek zakazany.
Tam szyneczka co nozdrza łaskocze.
Ach! bezwstydne steki pełnokrwiste…
Ach! na hakach kiełbasek warkocze…

Skromnie spytasz, „a ten serek chudy?
Ten kształt co tak krągłością zachwyca?”
A bezwzględna sprzedawczyni powie
„Proszę pana! To jest polędwica!”

konik-pasek.jpg
Nec spe nec metu

 
 

Miałeś!
Miałeś!
Jeszcze wczoraj!
Miałeś wczoraj wielki plan.

Dzisiaj!
Dzisiaj
Nic już nie masz,
oprócz tych na dupie ran.

Jak puste sa nadzieje,
Jak szybko mija czas.
Pan Bóg się z planów śmieje.
Nieważne o co grasz!

Wczoraj!
Wczoraj!
Jeszcze wczoraj!
Słońce w dłoni, życia król.

Dzisiaj!
Dzisiaj!
Co zostało?
Tylko tępy duszy ból.

Już lepiej skacz na oślep.
Już lepiej śmiej się w twarz.
Ni strachu ni nadziei!
Nieważne  o co grasz!

Autor wiersza proponuje

melorecytować go tego oto utworu.

galeryjlka.jpg

 

Okazuje sie że ludzi odczuwają zażenowanie kiedy spotykają się z amatorską sztuką. Sztuką niekoniecznie głęboką, opartą na latach kształcenia i gruntownej wiedzy. Właściwie można by wzruszyć ramionami i powiedzieć – tak bywa. Osoby które nie lubią takiej sztuki – po prostu niech jej nie szukają. Ci którzy ją znaleźli i ich ta sztuka bulwersuje podobni są trochę do ludzi podglądających przez dziurkę od klucza bezeceństwa, którzy zgorszeni i zdegustowani nie mogą oderwać wzroku, rozpowiadają całą rzecz w koło a ja tym wpisem włączam sie do dyskusji. Scena godna niemal komedii Goldoniego.

Generalnie sądzę że decydują tu zwyczajnie tzw. horyzonty, obycie i przyzwoitość. Są ludzie pozbawieni samokrytycyzmu, ignoranci bez potrzeby zdobywania wiedzy ale za to z parciem do ludzi ( czasy Wolności sprawiły że wszyscy oni wyszli z domów i zdominowali całe życie społeczne w Polsce – wystarczy otworzyć telewizor – tzw. celebryci to głównie oni). Sa wszakże także ludzie niedouczeni, z małych miasteczek, wiosek, jak ja, którym sie wydaje że jak przetłumaczyli Carmina Burana to sięgnęli szczytów intelektualnej perwersji a na więcej ich zwyczajnie nie stać ( w szczególności nie chcą lub nie mogą poświęcić tygodni czy miesięcy na naukę języka i pogłębienie wiedzy). Z poezją nie mam wiele wspólnego wszakże trochę więcej mam wspólnego z rysunkiem i malunkiem, są dla mnie zdecydowanie łatwiejszą formą wyrazu i rozrywki ( zarówno jako konsument jak i jako hm… twórca?) i w tym obszarze wyrażę swoje zdanie.
Po pierwsze jestem zdecydowanie przeciwko elitaryzmowi. Każdy ma prawo do reki wziąć pędzel albo ołówek i zrobić kopie Giocondy. Dzieło owo będzie jego własnym wytworem, zaś nieunikniona niezgodność z oryginałem ( nie mówimy o fałszerzach!) będzie objawem bądź braku techniki, bądź wynikiem indywidualnego procesu twórczego. Taka działalność jest wartościowa. Wielcy mistrzowie rysunku, artyści, nie wyskakują z głowy Atenie, tworzą sie w pracy i bólach. Pogardzany dziś i powszechnie potępiany plagiat, rozumiany nie tyle jako przypisanie sobie czyjegoś dzieła, ale zaczerpnięcie czyjejś idei, pomysłu, historycznie jest podstawową metodą nauki a na dodatek wręcz standardową metoda twórczą w malarstwie. Standardową metodą nauki malarstwa jest kopiowanie obrazów mistrzów. Przy tym malarze zawsze powielali swoje dzieła zarówno własne co nazywamy autoplagiatem ( niektórzy potrafili malować ten sam obraz w dziesiątkach kopi czy wersji, z rozmaitych powodów, od czysto zarobkowych do realizacji czysto wewnętrznych i artystycznych potrzeb) jak cudze. Należy także pamiętać że całe wieki historii malarstwa przebiegały pod znakiem miej lub bardziej formalistycznym – pewne postacie np. postać Chrystusa, przedstawiono zgodnie z pewnym kanonem, często powstałym w oparciu o szczególnie udaną pracę „dawnego” mistrza. Całą tak wielka dziedzina sztuki, czy rzemiosła, jak kto woli, jak pisanie ikon, w pewnym sensie polega na kopiowaniu tych samych idei wizerunku, co gwarantuje na przykład rozpoznawalność świętych. Na wielu działach widać także nawiązania, zapożyczenia, często złośliwe komentarze do dzieł innych malarzy. Smaczki takie są dziś poszukiwanym i interesującym trivium dla amatorów malarstwa. Nie przypadkiem Picasso powiedział że „Dobrzy artyści kopiują, wielcy kradną”..

Po drugie mury miejskie w Krakowie pełne są landszaftów wytworzonych przez całkowicie profesjonalnych artystów z dyplomami. Gdyby przez pryzmat tej twórczości oceniać ich poziom artystyczny, należałoby zamknąć Krakowską ASP – ze wstydu. Gdyby przyjąć że ta twórczość jest wynikiem wyłącznie tanich gustów tzw. prymitywnego odbiorcy – wszystkie obrazy musiałyby iść jak świeże bułeczki. Nie idą. Prawda bowiem jest taka, że na 100 namalowanych obrazów, dobrych jest kilka. Na te kilka – realną wartość artystyczną ma jeden? Wartość rewolucjonizująca sztukę – jedne na dziesięciolecia. Dostępność materiałów malarskich, upowszechnienie możliwości twórczych – niejako upowszechnienie sztuki zarówno w odbiorze jak i w produkcji – bo przecież z produkcją mamy do czynienia – słowem – zwiększenie podaży – w istocie poprawiło poziom sztuki w koło. Tyle że dzieje sie to w drugim obiegu, internetowym samizdacie. Otaczamy sie przecież coraz ładniejszymi przedmiotami, jeśli ktoś chce może sobie stylowo urządzić mieszkanie, poprawił sie znacząco poziom ilustracji książkowych dla dzieci ( co wynika z zaniku disnejowskiej estetyki w obszarach ilustracji książkowej). Z wolna wyrasta nam rynek na grafikę koncepcyjną ( dla wytwórców gier, filmów tzw concept art ), na dobre logo, na ciekawe wzornictwo. Tylko że publikatory, media, nie rozpoznają jeszcze tego zjawiska, szukają go nie tam gdzie należy, nie pokazują zdolnych, młodych, nie nawiązują współpracy z amatorami którzy mogliby tym sposobem pokonać drogę od domowego mazania do profesjonalnych zleceń. Zjawiska którego bodaj najgłośniejszym wyrazem był sukces Tomasza Bagińskiego.  Żyjemy w kraju w którym rewolucja polega na skopiowaniu tego co wymyślili inni, bo to nie pociąga za sobą krytyki, jest bezmyślnym i bezpiecznym obszarem naśladownictwa. Nie niepokoi. Tak właśnie funkcjonują elity w Polsce. Tymczasem to właśnie utrata pozycji przez elity, a nie ich wyalienowanie – jest przyczyną tego ze rzeczy idą w lepszym kierunku, to właśnie anty-elitaryzm stał sie powodem rozkwitu zachodu, to egalitaryzm jest podstawową konstrukcją nowoczesnych społeczeństw, i to właśnie odwrót od egalitaryzmu, w postaci związku pieniędzy z polityką i romansem celebrytów z biznesem powinniśmy być najbardziej zaniepokojeni. W końcu wychwalana zewsząd klasa średnia ot mieszczanie, kupcy, ludzie pogardzani przez elity, jest podstawą liberalnej demokracji. I w końcu nie ma takiej dyktatury która by nie flirtowała z elitami, starając sie zwykle legitymizować przemoc toastami ze sławnymi reżyserami, aktorami, muzykami. Elitaryzm to zło, łatwe do zmanipulowania.
Inną zasadniczą sprawą jest nasz narodowy charakter ( rany! wiem, znowu o charakterze narodowym), skazujący każdego kto coś zrobi na krytykę. Skutkiem tego większość nic nie robi, a Polska wygląda jak wygląda. Cierpimy na nadmiar krytyków, a na niedomiar ludzi twórczych. Przypomina mi sie tu, na marginesie,  ponoć autentyczna sytuacja, jaka miała miejsce podobno w porcie Gdyńskim. Wnuczek z babcią zwiedzali okręty zakotwiczone na nadbrzeżu i gówniarz wpadł do wody. Na szczęście pełniący wachtę marynarz, skoczył za nim natychmiast, uratował dziecko i przy pomocy gapiów wydostał sie na brzeg razem z małym. Babcia która oczywiście odchodziła od zmysłów, wyściskała wnuczka po czym zwróciła sie do marynarza: „A gdzie berecik?”.

Świat docenia działalność twórczą, choćby niepełną, nieoryginalną, nie profesjonalną. Osobiście bardzo cenię np. klimat jaki panuje na portalu deviantart, bodaj największym tego typu portalu społecznościowym poświęconym sztuce. Zaskakująco dużo dobrych i profesjonalnych artystów publikuje swoje prace właśnie tam. Na bardzo poczytnym blogu linesandcolors.com prezentującym dzieła profesjonalnych artystów, co chwila pojawia sie odwołanie do deviantarta. Nie jest to wiec portal amatorski. Jednocześnie 90% prac tam prezentowanych to prace nieporadne, ułomne, z brakami. Tym niemniej krytyka typu „twój obrazek jest kiepski, lepiej zajmij sie robieniem butów” jakiej pełno na Polskich portalach o sztuce ( a sporo z nich odwiedziłem swego czasu) właściwie nie występuje. Osoba która by tak napisała, zostałaby oceniona jako „zakompleksiony burak”. Pełno natomiast słów otuchy, skierowanych do ludzi którzy sie uczą. Nawet namalowanie postaci z ulubionej kreskówki ( tzw. fanart) jest traktowane tam jako okazja do nauki, kompozycji, koloru, kreski. Ludzie którzy sie uczą potrzebują zachęty, pochwały. Potrzebują także krytyki. I o nią proszą!

Wydaje mi się że niesłusznie odsądzamy od czci i wiary grafomanów, nieudaczników, amatorów którzy nie wnoszą do historii sztuki przełomu i rewolucji, ale wnoszą ciekawość, chęć naśladownictwa, miłość i entuzjazm. Wyśmiewamy ich łatwo za ich potknięcia, nieznajomość rzeczy. Marsjasze wchodzą na appolińską dziedzinę nie od dziś i nie od dziś wiadomo że bez litości, kiedy wytknie się im już braki i gdy wszyscy już nie mają wątpliwości że nie zasługują na laur, obdziera sie ich ze skóry. Tymczasem to jest prawdziwa elita tego kraju – ludzie którzy czytają Rimbaud i to w oryginale, farbkami ze sklepu z artykułami szkolnymi kopiują Giocondę.  Ilu takich ludzi spotkasz w tramwaju? Wolałbyś czytelniku żeby w internecie były tylko blogi kibiców piłkarskich?

 

Esej jest odpowiedzią sprowokowaną tym wpisem Drakainy, na skądinąd fajnym jej blogu.

woda.jpg

My

 

Śmierć drobnymi krokami,
bosych stóp jak klawesynu klawisze,
zabija nasze marzenia, dusze i opętanie.
Płacz bierze się z oczu i łez.
Złość bierze się z wątroby,
żółci i złego trawienia.
Miłość bierze się z uśmiechu.
A my rodzimy się z miłości.
Jak świetliste komety.
Gaśnie po nas ślad.
I już nas nie ma.

Zima+slonce.jpg

Zima

 

Jak imię wielkiego nieszczęścia
wybrzmiał nasz czas.
Jak złamane nogi sarny.
Poza sobą trwanie.
Grzechot słów jak kamyki.
Gimnastyką wymijających spojrzeń.
Cicho jak płatki śniegu
odkładają sie wspomnienia.
Piękna byłaś zimą tego roku…
moj-ksiaze.jpg
    
    
Piosenka o spokojnym śnie
    
    
Cóż, mówią życie, nie teatr,
westchnął i wyjął spomiędzy
resztek chusteczki do nosa,
ostatni zwitek pieniędzy.

Robota była skończona,
ręce z łopaty omdlałe,
a anielica za barem,
piweczko lała wspaniałe.

I drugie po pierwszym było,
i trzecie, dalej nie liczmy,
Koledzy plecy klepali,
nastrój się stawał prześliczny.

Aż się pieniądze skończyły,
słońce mu grzało z wysoka,
do domu droga daleka,
rozgrzało piwo od środka.

Ciężko tak szło się w upale,
spieszyć się nie miał do kogo.
Przeszedł kroków z czterysta,
zrobiło się słodko, błogo.

Sweter zarzucił na głowę,
usiadł by odpocząć chwilę,
pod płotem, brudy i siny,
zapadł w sen w kurzu i pyle.

A drogą ludzie przechodzą,
dzieci ze szkoły, rodzice.
Nie bardzo jest co z nim zrobić,
spory to kłopot, widzicie.

Bo przecież pijak, to widać,
nie wart zachodu cudzego.
No ale grzeczny, robotny,
trudno powiedzieć co złego.

Śmierdzi od niego aż nos urywa! Poczwara taka obrzydliwa!
Rodzina czeka, i dzieci płaczą? A może nie?
Kto go tam wie!

A jemu koszmar się przyśnił:
kopać tak do śmierci musi,
I płacą coraz oszczędniej,
piwo zdrożało, a kusi.
A dalej sen wesolutki,
prawie jak w telewizorze:
w końcu się kiedyś nie zbudzi,
lub zbudzi się w niebie może?

A w niebie słodkie anieli,
z cud niebieskiego kranika,
naleją kufel wspaniały,
zagra góralska muzyka,
i wszyscy wkoło weseli,
i będą na głosy śpiewać!
I mimo że to za darmo,
nie będzie trzeba dolewać!

Miedzy snem jednym a drugim,
Pan Bóg się z nieba wychylił,
swoją prawicą łagodnie,
w krąg ptaki wszystkie uciszył,
i słońce z wolna usunął,
za krawędź świata naszego,
i z dala mu deszcze trzymał,
i sam go chronił od złego.

Bo z rana, na kacu czy bez,
grabarz do pracy wstać musi.
I nie ciekawi nikogo,
co w jego duszy go dusi.

Niech chociaż tyle uczynię,
dla niego, pomyślał Pan Bóg,
bo przecież dla mnie zrobiłby
wszystko, on, gdyby tylko mógł…

    
    
    
    

Mojemu sąsiadowi, o którym wątpię czy ma dostęp do internetu…

Zaba+w+blocie.jpg
    
    
Lepiej zostaw mnie
    
    
Lepiej zostaw mnie, nawet w piękny dzień,
prowokujesz złość, rzucasz mroźny cień.
Lepiej zostaw mnie, lepiej sobie idź.
Już nie umiem dziś z tobą razem być.
Nienawidzić się, wciąż traktować źle,
nie chcę dłużej już. Lepiej zostaw mnie

Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.
Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.

Nawet w zimny czas, gdy pogoda zła,
złudzeń moich żal, cała miłość ta,
niech uwiędnie w nas, niech zarośnie perz.
Zabierz swoje sny, i wspomnienia też,
wszystkie wspólne dni, cały wspólny kram,
sporów tysiąc dni, odkąd ja to znam?

Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.
Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.

Będą ciche dni, jeśli zostać chcesz,
szarpanina wciąż, znikną radość, śmiech.
Nie naprawisz nic, nie powróci znów,
zaufania czar, azyl z pięknych słów.
Wypaliły mnie, twojej złości żar,
uczuć ciągły głód, wciąż tajony żal.

Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.
Lepiej zostaw mnie. Lepiej zostaw mnie.

Lepiej zostaw mnie, nawet w słotny dzień,
poczuć ulgę chcę, jak by wyjąć cierń.
Nie zostawiaj nic, nawet wspomnień dni,
gdy całować mnie wciąż pragnęłaś i
mosty lepiej spal, innym miłość kraść,
idź jak tylko da się daleko iść.

Lepiej zostaw mnie, lepiej sobie idź…

    
    
    
    

Oczywisty plagiat z Brela, śpiewać do znudzenia materii, na melodię tego utworu.

graby.jpg
    
    
Pieśń głogu
    
    
Ach, co to za siła mną kołysze…
Wzrastam coraz mocniej,
przemierzam prezbiterium, arkady,
moja gałąź sama kieruje się w stronę gdzie płoniesz.
Jeszcze martwa.
Ach, pozwól mi! Nim świt nastanie,
przebyć tę drogę!

Gdy przebiję ziemię która cię skrywa,
rozkwitnę setką białych kwiatów.
W zieleni zapłonę biało do cna korzenia,
okryję twe ciało, oddechem owionę, wydamy owoce,
krwistoczerwone i cierpkie.
Ach wiem! Czeka nas oboje cierpienie,
rankiem przyjdą siepacze!

W te noce dopełnia się nasze przeznaczenie.
Wschody i zachody, zimy i lata,
przez witraże płonące wnętrza, ciągłe czekanie.
Wszystkie złudzenia co przeminęły. Korowody postaci.
Rycerz twój skonał Izoldo.
Twoja miłość, mój ból,
kwitnie.

    
    
    
    

Zakończenie historii Tristana i Izoldy.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 256 obserwujących.

%d blogerów lubi to: