You are currently browsing the category archive for the ‘gospodarka’ category.

 

Zaba+w+blocie1.jpg

 

    Jedzie, jedzie sobie samochód, kierowany sztuczną inteligencją AI. Jedzie sobie, jedzie i w swojej sztucznej duszy pogwizduje, bo pogoda piękna, droga sucha, każdy kierowca lubi muzykę podczas jazdy. W środku siedzi sobie tata z synami, jadą na ryby albo na wycieczkę w góry. Tymczasem chodnikiem idzie mamusia z małym dzieciątkiem.

    Nagle trrrach! Pęka opona! Albo nie, AI się zamyślił. O czym? O elektrycznej owcy się zamyślił AI i go to pochłonęło. Albo nie. AI w środku miał drobny bug. Albo nie, nie miało buga, sytuacja na drodze po prostu była tak wyjątkowa, że AI nie umiała właściwie w tej jednej sytuacji, w tej jednej na miliard, zareagować jak należy. I mamy poślizg. AI gorączkowo sensorami omiata otoczenie, jeszcze 3 milisekundy i albo tata z synami nigdy już nie dojada na ryby albo mamusia z dzieciątkiem zostanie wgnieciona w ścinane. Co robić?

    To co powyżej opisałem, to tak zwany trolley problem, zagadnienie abstrakcyjne z dziedziny etyki, które gwałtownie kilka lat temu uzyskało wpierw z powodów publicystycznych a obecnie z coraz bardziej praktycznych, pewną uwagę. Co prawda sam problem może nie jest bardzo praktyczny – zanim samochód kierowany AI wpadnie w poślizg, musi dojść do całej masy zdarzeń, których wykluczaniem zajmą się inżynierowie w pierwszym rządzie: a więc samochód taki nie będzie łamał przepisów, będzie miał zawsze właściwy bieg wchodząc w zakręt, będzie miał optymalną mieszankę i moc chwilową silnika, będzie zawsze miał dostosowaną prędkość do warunków jazdy, włączone światła, sprawne migacze i tysiąc innych okoliczności będzie w stanie optymalnym zanim dojdzie raz na miliard razy, do zbiegu okoliczności który umożliwi powstanie poślizgu i potencjalnie wypadku drogowego. Inżynierowie w pierwszej kolejności rozwiążą te problemy techniczne związane z optymalnym sposobem kierowania autem, a problemy etyczne z rodzaju nierozwiązywalnych dylematów typu trolley problems będą rzadkimi przypadkami. Jednak…
     W historyjce powyżej końcu AI wybrał którąś z obu złych, alternatyw. Ktoś zginął. Kto?

    Producenci samochodów nie mają tu żadnego wyboru. Już dziś, kiedy samochody AI są dosyć egzotycznym mimo wszystko wynalazkiem, nowinką techniczną, już dziś ich wybór jest określony. Samochód taki będzie zawsze i bezwzględnie chronił pasażerów a nie pieszych czy innych uczestników ruchu drogowego. Nikt i nigdy nie dokona innego wyboru, bo to pasażerowie a nie pieszy sa klientami firm produkujących auta. Nawet bez AI można by sobie wyobrazić całkiem zwykły samochód, Fiat 126P wyposażony w radar z przodu, który, kiedy stwierdzi że przed maską znajduje się człowiek, kieruje samochód 90 stopni w bok, bez względu nam to co tam jest – ściana, słup, czy inne auto. Nikt jednak nigdy takiego rozwiązania nie wprowadził, bo jak to? Kierowca mógłby doznać urazów, a nawet zginąć w takim wypadku, kosztem pieszego? Kto kupiłby taki samochód? Nawet obowiązkowych alkomatów nie udało sie wprowadzić, a Korwin-Mikke symbolicznie spalił się oblewając się benzyną (i to kilka razy!) w proteście przeciwko używaniu pasów podczas jazdy. Tak samo jest w wypadku samochodów kierowanych przez AI. Producenci aut, tak naprawdę nie mają tu żadnego wyboru, tym bardziej że tego typu auta, przynajmniej na początku, będą raczej luksusem, będą dedykowane na rynek premium, rynek bogatych ludzi.

    Co Ci ludzie kupią w pakiecie? Supernowoczesny design, piękny kolor maski, luksusowe wyposażenie i superkomputer pod maska, ale także AI wraz z zapewnieniem że będzie ich ona chronić, oraz odpowiednią licencję zabraniająca deasemblacji kodu AI oraz modyfikowania w sposób nieautoryzowany jej działania. Zupełnie jak właściciel ( są tacy co tak o sobie myślą! )  Windows ;-)
     Czy kierowca może odpowiadać za to że samochód AI go chronił? To nie jest jego decyzja! Jeśli zatem zginęła mama z dzieciątkiem a tata z synami przeżyli wypadek z początku wpisu, to nie sa niczemu winni. „Hola!” – krzyknie tu jednak prokurator Ziober – „mamusia z dzieciątkiem była znajomą mojego sąsiada! ABW – dawać mi tu AI na warsztat.” a na boku dodaje – „Dajcie mi AI a paragraf sam znajdę!” I tu zaczyna sie bardzo zabawna sprawa. Kierowca nie może odpowiadać za poczynania AI zainstalowanej w aucie, bowiem on jest tylko kompletnie nieświadomym użytkownikiem właściwie już nie rzeczy – samochodu, a usługi, usługi wożenia go autem przez oprogramowanie zgodnie z postanowieniami licencji producenta. Czy zatem winny jest producent? Kto to wie? Prokurator Ziobro już, już pochyla sie nad maską samochodu, AI w środku aż zwija się w sobie, uruchamiając garbage collector by zwolnić choć kilka megabajtów. W lewej ręce Ziobra błyszczy klucz dynamometryczny w prawej olejarka – czy będzie wymuszał zeznania za pomocą polewania lodowatym olejem po filtrach ściskanych kluczem? Wtem rozlega się gromkie „Stop!” – do akcji wkracza prawnik koncernu samochodowego: „Ziobrze – nie wolno Ci gmerać pod maską, zaś straszenie AI jest działaniem szkodliwym dla interesów Korporacji” tu prawnik doda – „partia sama przecież popierała CETA, SRETA, PYTA i CIPA – a wszystkie te umowy sygnowane przez rząd USA (USA!) chronią własność intelektualna i każą Ci zdać się na analizy eksperckie do których prawo, z uwagi na tajemnice kodu oprogramowania, ma tylko producent urządzenia i osobisty ojciec AI” – po czym kładąc rękę na masce oszalałej ze strachu AI czule doda szeptem – „ććć, ććć już dobrze moja maleńka, dziadek adwokat jest przy tobie!
      Jak to zatem będzie? Bo mamuśka przeżyła ale dzieciątko ginęło i co teraz? Czy AI ma być skazana na przepięcie na krześle elektrycznym? Kpiny. Pozostaje odszkodowanie. Mamuśce zapłacimy – za dziecko – w zależności od 4.3 $ do kilku milionów dolarów w zależności od przebiegu śledztwa, kraju i warunków ugody prawnej.
     Dokonajmy częściowego podsumowania: kierowca nie odpowiada za błąd AI, błąd trzeba dowieść, AI nie da sie ukarać prawnie np. karą śmierci czy więzienia, czyli jedynym, potencjalnym skutkiem kiedy już ktoś zdoła wygrać z koncernem w sądzie, będzie odszkodowanie czy ugoda prawna. Należy zatem sądzić ze kwoty te będą częścią pakietu który będzie wliczany w koszt auta, lub będzie częścią procedury homologacyjnej i będzie musiał być rezerwowany przez koncerny samochodowe na wypadek ponoszenia odpowiedzialności. Potencjalnej. W której od teoretycznej odpowiedzialności, poprzez sztuczki prawne do wypłat może być daleka droga. I w której kluczowym elementem będą zespoły eksperckie analizujące poprawność kodu, który nie będzie dostępny publicznie. Słabo to wygląda…
     Jeśli zatem dziś kupuje się samochód i jego wyposażenie, w przyszłości będzie się kupowało samochód, jego wyposażenie i ubezpieczenie powodujące de facto zwolnienie z odpowiedzialności prawnej za szkody wyrządzone z użyciem usługi związanej z kierowcą AI. I będzie to coraz powszechniejsza sytuacja, tak jak coraz powszechniejsze będzie użycie AI w życiu codziennym – w pociągach, samochodach, samolotach, w komputerach, w medycynie, w obsłudze masowej. Kto widzi w tym początek idylli niech może dla próby zechce skontaktować się z serwisem Google jak ma problem ;-) Większe szanse będzie miał jak będzie pisał na Berdyczów…

    No i teraz jakiś mądrala powie: „Ale, ale! Przecież AI jest lepsza niż ludzie w tych zadaniach w których udaje się już ja zastosować. Myli się mniej. I nawet jeśli na początku będzie mylić się w 1% przypadków, to w dłuższej perspektywie…” Czy w ubiegłych stuleciach ktoś nie narzekał: parowóz będzie jechał nawet gdy na drodze stanie człowiek, podczas gdy wóz konny, stanie, bo koń nie rozjedzie człowieka nawet jak woźnica pijany… Po pierwsze zwrot „w dłuższej perspektywie”: rozwiązania wprowadza się już dziś, a nie w dłuższej perspektywie. Nalezy o tym pamiętać. Wolałbym by ta perspektywa poprawy działania to było kilka godzin a nie kilka lat. Ale co chyba ważniejsze wołałbym by producent AI ponosił odpowiedzialność, tak jak obecnie producent auta ponosi odpowiedzialność za błędy techniczno/projektowe w jego układzie hamulcowym. Na rynku oprogramowania bynajmniej nie jest to standard! To właściwie nieznane rozwiązanie prawne! A prognozy sa pesymistyczne w tym zakresie – analizy stwierdzają że w przyszłości większość firm będzie zorganizowanych jak firmy produkujące oprogramowanie. I tak będzie tez wyglądała w coraz większym zakresie praca ludzka – będzie tak czy inaczej coraz bardziej podobna do pracy programisty. Czy rozwiązania prawne tez będą coraz bardziej podobne? To wizja prawdziwej dystopii…
     Niedawno okazało się, że to co bierzemy za cud techniki ma całkiem wyraźne ograniczenia, zaś zdumiewająco proste i zdawałoby się niewinne zmiany, potrafią obecnej AI i to tej spod znaku najlepszych, całkowicie popsuć działanie. Na drodze będzie to wyglądać jakby raz na milion godzin jazdy AI popełniała błąd. I nie jest to błąd wynikający z przypadku, a z samej istoty ograniczeń w jej działaniu. Świat jest po prostu zbyt złożony by objąć go istniejącą technologią w pełni. Człowiek także się myli. I ponosi za to odpowiedzialność. Czy producenci będą te informację ujawniać, poprawiać działanie systemów i płacić? Czy też postąpią jak Volgsvagen w sprawie emisji spalin?

    Czy to jest wpis o głupocie AI? O tym że AI to ZŁO? Czy jestem AI Luddystą? Broń boże. Ten wpis jest o tym, że ludzie podejmując swoje decyzje – że nie będzie kasjera tylko AI, że nie będzie kierowcy tylko AI, że nie będzie ochroniarza tylko karabin maszynowy sterowany przez AI, będą w coraz większym stopniu brać pod uwagę nie tylko fakt że AI pracuje 24 na dobę bez praw pracowniczych, szybciej, taniej i często efektywniej. Będą brali pod uwagę, także i to że jej błędy nie będą w prosty i oczywisty sposób prowadzić do bezpośredniej odpowiedzialności karnej czy być może finansowej, osoby korzystającej z działania AI.
     Jakże wygodnym mechanizmem jest zrzucanie winy za wszelkie machloje na „wolny rynek tak chciał”. Za chwilę będziemy słyszeć: „AI popełniła błąd, ale ludzie także je czynią, nic nowego” Tyle że ludzie ponoszą odpowiedzialność, a AI – słusznie – nie. Producenci AI robią wszystko by i im się upiekło. Stąd wróże w tej dystopii czasy kiedy wszystko działa lepiej, prościej, bezpieczniej i piękniej, w 99% wypadków a w pozostałym 1% – nic nie można z tym zrobić, a ten komu urwało rękę, cóż, ma pecha. 1% w czasach supermasowej i kompletnie homogenicznej obsługi to nie jest mało…

wyciag.jpg     Średniowieczny podróżnik przemierza, na grzbiecie wielbłąda, Jedwabny Szlak. Wiezie cenne perkale, jedwabie i korzenne przyprawy do domu swego ojca – znanego kupca w Wenecji. Na jego drodze czają sie rozliczne niebezpieczeństwa, zbójcy, magowie władający dżinami, diabeł kuszący go nieczystym ciałem sprzedajnych kobiet, ale najstraszliwsze z nich to pustynia. Aby ją przebyć, nie wystarczy czyste sumienie, odwaga i dobre zwierzęta. Trzeba czegoś więcej. Trzeba mądrości. I zapasów wody. Na wielu odcinkach podróż przebiega od oazy do oazy, i jeśli w drodze pomiędzy nimi wody braknie, podróżnik nie da rady zawrócić, ani nie dojdzie do koniecznego dla uzupełnienia zapasów źródła. trzeba więc obserwować słońce, chmury, ptaki i skały. Mieć zaufanego przewodnika i racjonować zapasy. Przebędzie pustynie tylko ten, kto będzie miał dostatecznie dużo pełnych bukłaków i tykw, wypełnionych życiodajnym płynem. Komu bukłaki pękną, zginie. Życie podróżnika zależy od wody i tego czy zdoła na trasie podróży utrzymać w dobrej kondycji zwierzęta. Przejść da rady tylko karawana. Pojedynczy człowiek nie zdoła poprowadzić dosyć wielbłądów, nie uniknie ryzyka. Istnieje pewien minimalny rozmiar wielkości grupy podróżników – może jest to dziesięciu? może dwudziestu? Mniej ludzi nie zdoła pokonać pustyni…

    Ludzkość rozwija sie na planecie Ziemia od jakichś pół miliona lat. Opanowaliśmy wiele niszy, a kluczowym dla tego faktu, obok rozmaitych cech gatunkowych, jest oczywiście zdolność podróżowania. Czym byłyby nasze zdolności gdybyśmy egzystowali przypisani do miejsca jak drzewa? Dlaczego tak łatwo się nam podróżuje? Och, trywialna odpowiedź, ale bynajmniej nie mniej przez to prawdziwa jest taka: bo przejście z miejsca A do miejsca B nie wymaga nadmiernego wysiłku jeśli miejsca A i B są nieodległe. By przejść kilka metrów wystarczy zrobić kilka kroków. A każdą długą drogę lądową można podzielić na mniejsze kawałki i przejść etapami. Góry można ominąć, rzeki przepłynąć. Da sie żyć. Inaczej jest z podbojem kosmosu. Aby wystrzelić sztucznego satelitę, należy nadać mu pierwszą prędkość kosmiczną wynosząca około 7.9 kilometra na sekundę. Każde ciało które będzie miało prędkość mniejszą ( mówimy o ruchu bezwładnościowym, bez stałego napędu. ) wystrzelone – spadnie z powrotem na powierzchnię Ziemi. Stąd znacznie łatwiej dopłynąć nawet i do Ameryki niż wzlecieć na orbitę. Do Ameryki można płynąć powoli, na orbitę – trzeba szybko. Konieczne jest pokonanie bariery potencjału ziemskiego pola grawitacyjnego, a dopóki nie dysponuje sie technologią pozwalającą ją pokonać, wszelkie działania są bezskuteczne. nie pomoże ci dwa razy większa armata. Nie pomoże Ci legion biskupów modlących się o błogosławieństwo. I nie pomoże Ci dłuższy namysł. Chcesz polecieć – musisz mieć prędkość większa niż prędkość progowa.

Chcemy zamienić pewną ilość wody w parę. Stawiamy garnek na piecu i czekamy. No tak, jak poczekamy długo – wda wyparuje, my jednak jesteśmy niecierpliwi, chcemy by woda wyparowała jak najszybciej. Oczywiście musimy zacząć ją podgrzewać. Woda wrze. Paruje intensywnie. Aby ją odparować musimy jej dostarczyć pewnej ilości ciepła. Jeśli nie dostarczymy tej pewnej – progowej – ilości energii – woda nie wyparuje w całości. Ile energii jest konieczne – określa ciepło parowania wody ( stała przy zadanej temperaturze i ciśnieniu). Aby odparować 1 kg wody musimy dostarczyć około 2 257  kJ utrzymując wodę w temperaturze 100 stopni Celsjusza. Jeśli tej energii nie dostarczymy – to pomijając inne procesy ( np. powolne parowanie wynikające z naturalnej dyfuzji miedzy ośrodkiem gazowym a ciekłym) woda nie wyparuje.

Powyższe i wiele innych zjawisk mają pewien uniwersalny element – który nazywa sie efektem progowym. W bardzo wielu sytuacjach, aby jakieś zjawisko fizyczne ( lot kosmiczny, przełączenie w tranzystorze, zapłon gwiazdy ) bądź proces techniczny ( spalanie, wypiek, wybuch ) mogło mieć miejsce, rozpocząć działanie, konieczne jest pokonanie pewnej bariery. Pochodzenie tej bariery bywa rozmaite, odgrywa ona rozmaite role. W technice czasami bariery są pożytecznym zjawiskiem, na przykład umożliwiającym sterowanie ( włączanie i wyłączanie) danym procesem. W większości wszakże wypadków, wydaje sie że bariera konieczna do pokonania, by uzyskać pożądany efekt, jest zjawiskiem niepożądanym. Ileż łatwiejsze byłoby życie gdyby zjawiska zawsze były liniowe, a zwiększenie wysiłków zawsze przynosiłoby proporcjonalne zwiększenie efektów. Niestety tak nie jest. W większości wypadków jest zgoła odwrotnie – zanim nie pokonamy jakiejś bariery, efekt wydaje się być zgoła nieobecny, a nasze, nieraz kosztowne, starania, nie przynoszą żadnych użytecznych efektów. Bariery fizyczne i techniczne są zwykle wewnętrzną cechą procesów, niemożliwą, lub szalenie trudną do usunięcia lub ominięcia. To właśnie owe fizyczne bariery odpowiadają np. za brak kontrolowanej fuzji termojądrowej ( w tym wypadku jest to bariera odpychania kulombowskiego jąder atomowych ) czy brak tanich podróży w kosmos ( p. wyżej).

Wszakże obok barier fizycznych, istnieją  odbijają sie na naszym życiu  także inne bariery: niepełnosprawni zmagają sie z idiotycznie zaprojektowanymi elementami urbanistycznymi, członkowie mniejszości z ksenofobią i uprzedzeniami, granice awansu kobiet wyznaczane sa częściej przez role partykularne opinie co do społecznych niż przez realne kwalifikacje itp. Istnieją oczywiście starania nakierowane na przeciwdziałanie takim sytuacjom, i niektóre z nich przynoszą efekty! Właściwie to w odniesieniu do ostatnich kilku spraw, można by powiedzieć, że każda bariera – dotycząca niepełnosprawnych, mniejszości czy kobiet, a także rozliczne bariery ekonomiczne i gospodarcze, zwykle sa mniej lub łatwiej ale zawsze możliwe do pokonania jeśli postawimy sobie ich pokonanie za cel. Czasami zmiany sa śmiesznie wprost łatwe do wprowadzenia, a trywialne rozwiązanie nie dosyć ze istnieje to wymaga nieraz niewiele więcej niż odrobiny dobrej woli!

Wiele się mówi w Polsce, o wspomaganiu przedsiębiorczości. Wszakże od wielu, wielu lat, utrzymuje sie w Polsce istnienie bariery która z oczywistych powodów powinna zostać zniesiona. Mowa oczywiście o tzw. minimalnej składce na ZUS. Trudno o drugą rzecz bardziej szkodliwą dla przedsiębiorczości, a jednocześnie o bardziej kretyńską konstrukcję ekonomiczna. Oto na rynku przedsiębiorczości minimalna składką na ZUS jest właśnie progiem jaki musi pokonać przedsiębiorstwo ( a mówimy w tej skali zwykle o mikrofirmie złożonej z jednego pracodawcy, prowadzącego własną działalność gospodarczą). Człowiek taki stoi przed dylematem – rozruch firmy to same koszty, zysków nie ma albo sa zgoła mikroskopijne, I tak przez rok, dwa lata. W tym czasie podatki płaci sie proporcjonalnie do zysku, ale ZUS, w określonej i niemałej wysokości. Zakładając że człowiek taki nie jest krewnym bogatego człowieka ( nie mamy wówczas do czynienia z mikrofirmą ale z przybudówka większego kapitału), wybór jest tylko taki: zamykamy/poniechamy działalność gospodarczą albo działaby w szarej strefie oszukując państwo i nie płacąc podatków wcale.

Tymczasem rozwiązanie jest banalnie proste. Firmy które generują zbyt mały zysk, lub nie generują zysku wcale powinny zostać zwolnione z opłat w kwocie minimalnej składki na ZUS. Należy koniecznie usunąć efekt progowy. W jego miejsce należy wprowadzić stosowną składkę linową, o wysokości zależnej od zysku i tak dobranej by w wypadku osiągnięcia kwoty minimalnej dochodów odpowiadała minimalnej składce na ZUS. Po prostu zamiast progu – należy interpolować zmienny podatek tak by płacony był od pewnych minimalnych kwot zysku, a uzyskiwał wartość minimalnej składki na ZUS tam gdzie mowa o dochodach gwarantujących po opodatkowaniu – płacę minimalną. Zmiany takie mają same zalety:

  1. dotknięciem czarodziejskiej różdżki okazałoby sie że opłaca sie rejestrować niskodochodową działalność gospodarczą. Kto nie kupi spokoju i bezpieczeństwa od kontroli fiskalnej, jeśli będzie go to kosztowało tylko pewien procent zysku, powiedzmy 20 – 50 PLN miesięcznie?
  2. lepiej mieć bardzo niskie składki i prawo do bardzo niskiej emerytury, niż nie mieć składek i emerytury wcale. Dla ZUS także byłoby lepiej mieć większe – pomimo ze z drobnych kwot – wpływy niż nie mieć ich w ogóle!
  3. można czasowo odstąpić od ściągania składek na ZUS dla kwot poniżej opłacalności ściągania ( kwota ta mogłaby być zmienna i zależna od warunków ściągalności, zdolności organizacyjnych ZUS itp.). Urzędników nam nie brak – nie chodzi o to by dołożyć im roboty przy ściąganiu 1 PLN miesięcznie. Wszakże pomimo że można odpuścić takim przedsiębiorcom symboliczne składki – będą oni zarejestrowani. państwo będzie wiedzieć o ich działalności, będą oni objęci nadzorem gospodarczym ich działalność będzie sie cywilizować.
  4. kim sa tacy niskodochodowi przedsiębiorcy? To zwykle okresowo działający pracownicy na rynku budowlanym, ogrodniczym, ale także młodzież usiłująca żyć z korepetycji, prac w ogródkach, i własnych pomysłów. Zwłaszcza ci ostatni mogliby na takich zmianach zyskać, a niejeden z nich to bogaty w innowacyjne pomysły młody człowiek bez kapitału i dochodów! Ci ludzie obecnie działając w szarej strefie są podatni na oszustwa ze strony najmujących ich pracodawców, kredytodawców itp.. System pozbawiony progu dla niejednego z nich mógłby stać się początkiem poważniejszej działalności gospodarczej – nie wiemy może miałoby to dobroczynne skutki. System w którym muszą oni zaczynać po balcerowiczowsku – od oszustwa – jest systemowym tolerowaniem patologii.

Na koniec kąśliwa uwaga – kto nie chce niech nie czyta: dlaczego tego typu próg egzystuje a nikt z szacownych profesorów na stanowiskach ministrów  finansów nie zamierza problemu rozwiązywać. Odpowiedzi są jak zwykle dwie: (1) ministrowie to głupcy bez szerszych horyzontów intelektualnych. Po prostu pomimo całej swojej paplaniny są to ludzie kiepsko wykształceni, nierozumiejący matematyki, prymitywy, prostaki. Całe życie  szukają okazji do kariery i uzyskawszy ją skupiają sie na pobieraniu jak największych pensji i budowaniu dalszych awansów, analiza tego co dotyczy gospodarki przekracza ich zdolności rozumu. Posunięcia prawne kto©e forsują są zwykle projektami lobbystów, a ci reprezentują zwykle wielki prywatny biznes.  Odpowiedź ta jest niewątpliwie bardziej prawdopodobna. Odpowiedź (2) ministrowie finansów są powiązani z rozmaitymi instytucjami które korzystają z takiej sytuacji. Korzyść ta ma charakter np. mniejszej konkurencji,  utrzymywaniu w podległości ekonomicznej sporej części pracowników najemnych, w stanie bliskim spodziewanej penalizacji itp. metody kontroli społecznej. Odpowiedź ta jest mniej prawdopodobna, jak każda teoria zakradająca celowe działanie w miejscu zwykłe głupoty, wszakże i tu coś jest na rzeczy. Jak wiadomo podstawowym zmartwieniem przedsiębiorców w Polsce jest brak jeszcze tańszej siły roboczej – jakikolwiek spadek bezrobocia poniżej 10% skutkuje natychmiastową zmasowaną reakcją na prawa pracownicze i groźby otwarcia granic dla pracowników np. z Ukrainy.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 256 obserwujących.

%d blogerów lubi to: