WP_20141227_001

    Mnie zaś powiedział, że każdego przedpołudnia mam znów pracować u kadiego Timura. potem mogę robić, co mi sic żywnie podoba jednak me mogę jeździć na podboje i wyprawy. A wieczorami znów muszę się stawiać u beja. Duzo ze mną rozmawiał i cieszył się moją obecnością, dbał też bardziej o swoje trzy córki, był jak ktoś, komu Allah po długiej ślepocie zwraca wzrok: prawdziwie się odrodził.
     A ja cieszyłem się z kadiego Timura, lubiłem tego starca, jednak nienawidziłem sidżilu, nudnych umów sprzedaży i najmu. A było ich wiele. Nie tylko z powodu ludności miasta — przyczyniał się do tego sam kadi. Biedak miał bowiem tak niewielkie wynagrodzenie że wykorzystywał każdą okazję, by zebrać ładną sumkę ponad roczny dochód. Według prawa za kopiowanie umów należało mu się dwanaście akcze, lecz on przeważnie pobierał dwukrotność tej sumy, a ludzie płacili bo w przeciwnym razie Timur-baba miał nagle tak wiele innych spraw, że na próżno czekali na powstanie dokumentu, lub później bardzo źle kończyli z powodu złamania prawa w innej sytuacji. Pisemny wyrok kadiego, hudżdżet, kosztował trzydzieści dwa akcze, ale Timur pobierał za niego o wiele więcej, a ten, kto wygrał proces nie protestował, nie wiedząc, kiedy znów wplącze się w sprawę sądową.
     Biedny Timur-baba mógł oczekiwać pewnych wpływów od dizdara Alego, bo ten dzielił się z nim pieniędzmi pobranymi od cechu miejskich złodziei. Dizdar Ali załatwiał takie sprawy z cechmistrzem Urudżem, głównym złodziejem. Złodzieje mogli wykonywa¿ swój zawód w ramach pewnych przepisów, lecz musieli płacić podatki dizdarowi i mieli obowiązek niezwłocznego meldowania mu, jeśli dowiedzieli się o szpiegu, gdzieś szykował się bunt lub usłyszeli jakieś wieści od hajduków o planach Węgrów. W zamian za to członkowie cechu mogli okradać i oszukiwać przejeżdżających przez miasto obcych. Kiedy obrabowany kupiec udawał się do subaszego, naczelnika straży, ten tylko wzruszał ramionami; nie zna tych łotrów, trzeba było lepiej uważać na wielbłądy czy towary. Subaszy także dostawał procent z podatku złodziei, toteż tylko wtedy ścigał sprawcę, gdy obrabowany przejezdny zapłacił mu więcej od nich.
     Jeśli poszkodowany schwytał złodzieja z pomocą własnych sług i przyprowadził go do kadiego, dobry Timur wymierzał surowy wyrok zgodnie z prawem, lecz skazany zawsze jakimś sposobem uciekał, nim kara została wykonana. Złodzieje okradali też miejscową ludność, ale gorzko tego żałowali, jeśli ofiara mogła zapłacić kadiemu więcej, niż ich cech, albo gdy była ważną osobistością. Kradzież karano bowiem obcięciem ręki.

    „Złodziejom, mężczyznom czy niewiastom, obcinajcie ręce za ich przewinę. To jest przykładna kara Od Boga, która nikogo nie minie.” 5, 38

„Tureckie Lustro” Victor Horvath, tłum. Anna Butrym,

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2014