qn.jpg

    Jakiś czas temu miałem pewną wymianę  – ( nie doszliśmy oczywiście do porozumienia) z panem Tomaszem Herokiem, na jego arcyciekawym blogu Utylitymon. Dyskusja ta dotyczyła patriotyzmu. Autor, filozof, etyk, stoi na stanowisku iż patriotyzm stoi w konflikcie z etyką uniwersalną ( nie wiem co to jest ale dla ustalenia tematu dyskusji, możemy przyjąć ze chodzi o jakąś część wspólną wyznawanych, przez pewne grono ludzi, poglądów moralnych).

    Schemat rozumowania T.Heroka jest taki, że zestawia się dwie konfliktujące ze sobą postawy ( tu uniwersalizm etyczny i patriotyzm rozumiany jako swoisty egoizm grupowy) i z owego konfliktu wyciąga wniosek, że nie jest możliwe czy też celowe ich pogodzenie. Kochasz ludzi co mówią takim samym językiem co ty? To nie miłość, to dyskretna emanacja nienawiści do tych co mówią innymi językami. Bo ich nie kochasz. Kochasz swój kraj? To nie miłość, to ukryta forma nienawiści bo nie kochasz innych krajów. Oczywiście bardzo upraszam, może nawet w prostacki sposób, to co T.Herok na ten temat napisał.  No ale w istocie, sprowadzając rzecz do absurdu – jakoś tak, lub blisko, sprawy sie mają. To że czegos nie kochasz niesie konsekwencje, zgoła inne, niż gdybyś nie kochał niczego, albo jednakowo wszystko było by ci obojętne. W oryginalnej wypowiedzi Heroka padają argumenty o wojnie, przemocy, zabijaniu niewinnych, znane doskonale z historii. Tak, wszystkie te działania bywają motywowane patriotyzmem. Ludzie są gotowi w imię miłości do ojczyzny zabijać, palić i gwałcić. Są gotowi na ludobójstwo i kłamstwa. Nienawiść i poniżanie innych.

    Zatem skoro patriotyzm rodzi przemoc – czyż nie należy uznać ze patriotyzm to przeżytek, źródło nieszczęść i pogląd niemoralny? Z mojego doświadczenia wynika że całkiem spora grupa ludzi w Polsce, zwłaszcza inteligencji z dużych miast – tak właśnie uważa. „Urodziłem sie w Polsce przez przypadek, gdybym urodził sie w Niemczech, byłbym Niemcem. Czy nie jest głupotą uważać że taki przypadek ma jakieś głębsze znaczenie?” Czasami pada deklaracja: „Dla mnie nie jest ważne czy ktoś uważa sie za Polaka czy Holendra, tylko to czy uczciwie płaci podatki”. Czasem sie dodaje: „I to jest prawdziwy patriotyzm”.

    Wszakże taki sposób rozumowania, co do zasady zapewne poprawny, jest rażąco niekompletny. Jest to dokładnie taki pogląd na patriotyzm, jakiego by sobie życzyli ci którzy w jego imieniu wywołują przemoc i konflikty. Czy to jedyna opcja? Człowiek podejmując na co dzień decyzje staje przed wieloma kryteriami wyboru właściwego postępowania, zaś kryteria etyczne są zaledwie jednymi z wielu – być może najważniejsze, ale zarazem często najłatwiejsze. Po pierwsze na co dzień nasze postępowania poddane są rutynie. Wybieramy markę produktu, wybieramy sposób dojazdu do pracy, wybieramy język jakiego będziemy uczyć nasze dzieci i szkołę do której będą chodzić. Wybieramy tysiące rzeczy, i większość z nich jest całkowicie obojętna pod względem kryteriów etycznych, gdyż nie wykracza poza rutynowe czynności poprawne etyczne z założenia. Wybór szamponu do włosów na ogól nie ma wielkiego ciężaru  moralnego. Podobnie wybór miejsca w którym spędzamy wakacje. Nie każdy wybór codzienny ma aspekty egzystencjalny czy aksjologiczny. Cokolwiek jednak wybieramy, nawet jeśli czynimy to nieuważnie i bez większych dla siebie konsekwencji – coś wybrać musimy. Nie każdy z tych wyborów jest patriotycznie obojętny. Choćby wybór języka w jakim będziemy mówić z dziećmi w domu rodzinnym. Kwestia czy będzie to język polski czy angielski jest etycznie obojętna, jednak wyboru czasami należy dokonać. Nie jest także możliwe jego odroczenie do czasu aż dzieci same zadecydują. Wybór ten – trzymajmy sie przykładu z uczeniem języka dzieci – ma daleko idące konsekwencje. Mowa ojczysta jest czymś co potrafi ludziom którzy dawno jej nie słyszeli – wyciskać łzy z oczu. Można nie czuć sie obywatelem kraju, można nie być z narodowości Polakiem, można nawet nienawidzić miejsca z którego sie uciekło w obliczu jakiejś traumy i krzywdy. Z rzadka jednak nienawidzi sie mowy własnego dzieciństwa ( choć oczywiście i takie przypadki zapewne sie zdarzają). Na tym przykładzie ( i na setce innych by wspomnieć tylko kupowanie książek i marchewki) widać, ze wybory podyktowane patriotyzmem mogą być istotne, a etycznie całkowicie neutralne.

    Widać także, że problem nie polega na tym że człowiek wyborów owych nie dokonuje bo uważa że są niewłaściwe ( ten blog jest w j. polskim, czemu nie serbsko-chorwackim? Czyż nie powinno być nam obojętne w jakim języku piszemy i czytamy? Czegóż nie zmieniać go kilka razy tygodniowo? Co za różnica? Można tłumaczyć google translate. Absurd? Dlaczego? Najbardziej skutecznie byłoby pisać po chińsku – trafi sie do największego grona odbiorców. ) ale na tym, że coś wybrać musi, choćby sie dwoił i troił. Ludzie gdzieś mieszkają, a mało kto mieszka „wszędzie”. Ludzie żyją w jakiejś wspólnocie, a jest ona na ogół dosyć zlokalizowana. W którymś ze swoich dzienników Józef Hen opisuje co sądzi na temat pisarzy Polskich którzy wyemigrowali na zachód. Zwykle nie osiągali żadnej popularności za granicą, bo i nic nie mieli do powiedzenia ludziom w krajach w których mieszkali. Nie byli w stanie tworzyć inaczej niż np. dla Paryskiej Kultury gdzie mogli pisać o Polsce i być kolportowani jako bibuła do kraju. Wielu z nich deklarowało sie jako obywatele świata. Właściwie żaden z nich, będąc obywatelem świata z musu lub z wyboru, nie wniósł nic w owego świata kulturę…
     Wybory sa konieczne bo tak wygląda życie. Dokonuje się ich. Czy chcemy przyjąć to do wiadomości czy lepiej ukrywać, jak sądzę, głównie przed sobą, faktu ich istnienia? Nadając im walor incydentalności  – „przypadek sprawił że urodziłem sie Polakiem”. Unika w ten sposób pytań o znaczenie owego zdarzenia i jego konsekwencji do postawy życiowej i postępowania. Mieszkając w Warszawie, to możliwe. Pewnie podobnie w Paryżu. Pewnie podobnie w wielu miejscach świata. To nie jest odosobniona postawa. I każdy ma prawo do takiego oglądu rzeczywistości – kosmopolityzm uprawiany saute jest postawą, wyborem, jak każda inna. Czasami to snobizm, czasami poza. A czasami wybór. Czasami –  są ludzie którym łatwiej wierzyć że większość rzeczy w życiu jest przypadkiem który dla nie ma znaczenia, niż uznać wagę i zdeterminowanie swojego postępowania właśnie owymi przypadkami. Przyjąć ich znaczenie takimi jakim ono jest – skoroś sie urodził tu, to jesteś stąd. Przypadkiem – ale jesteś. Tak samo jak przypadkiem jest się Polakiem, tak samo przypadkiem nie jest się delfinem. Czy to znaczy że cierpimy genetycznie na nienawiść do delfinów?

    Pewne sprawy w życiu, jak przynależność do kultury, wychowanie, język, sposób myślenia są zdeterminowane przez kody kulturowe środowisk w jakich sie przybywa. Zaprzeczanie patriotyzmowi w Polsce jest całkowicie powszechnym snobizmem, jest bardzo smutnym objawem, że całkiem spora cześć Polaków, po przemianach w 89 roku, przestała identyfikować się kultura i kodami kraju z jakiego wyrośli. A kraj ów, jest niebywałym w historii przypadkiem – zmarnowanych szans, wielkich osiągnięć ( wystarczy sobie uświadomić stan intelektualny tego kraju – o którego obywatelach pisał Montaigne że z całej Europy jedynie Polaka mógłby do serca przytulić – a co zmarnowano wraz z upadkiem państwa z winy elit i kontrreformacją z winy kościoła katolickiego). Wszyscy chorujemy – bo chore jest nasze społeczeństwo. A choroba owa ma postać fastfooda z makdonaldyzacją wspólnej świadomości. W ramach owej plastikowej kultury coraz większej liczbie ludzi wydaje się że nowoczesność jest bezkulturowa – podczas gdy jest to ledwie jeden z objawów ich własnego wykluczenia z kultury. Rodzaj bezdomności. I pomyłki, która miesza konsumpcje produktów przygotowanych w globalnym fastfoodzie z twórczym uczestnictwem w kulturze. Pomysłem wg. którego jedzenie pieczonych kurczaków z frytkami jest typowym daniem amerykańskim, a bagietka z hipermarketu jest iskierką Francji w Polsce. Oczywiście marketing tych produktów, całkiem podobnie jak marketing postaw obywatelskich w szalenie konsumpcyjnym społeczeństwie w jakim żyjemy, używa symboli narodowych. Używa ich nie dlatego że to czym kupczy – restaurator i polityk – jest eksportem lokalnych potraw czy sensownych postaw – ale dlatego że taki produkt – wymieszanie z poplątaniem plastikowego jedzenia i plastikowych idei – jest zyskowne dla każdego z nich. Człowiek który odczuwa francuską ekscytację spoczywając croissanta z plastikowej torebki kupionego w Żabce nie jest obieżyświatem kultur tylko ( żałosnym) konsumentem taniego i niezdrowego produktu. A gdzie są te prawdziwe francuskie smaki? Tam gdzie są pielęgnujący je Francuzi. Skoro pierogi ruskie mojej żony są tak odległe od swojej restauracyjnej wersji jak prawdziwe mięso od hamburgera z fastfooda, mam prawo przypuszczać, że podobnie jest z całą resztą produktów w stosunku do prawdziwych wytworów kultury. Fakt że ktoś wpina w stek chorągiewkę z amerykańską flaga, nie oznacza że jem prawdziwy świeży stek z normalnej krowy. Całkiem podobnie jest z patriotyzmem.

    Polska od wieków jest wyzywana pawiem i papugą narodów. Lubujemy sie w importowaniu obcych kulturowo wzorów, i samo w sobie nie stanowi to problemu. Łatwo jednak spostrzec, ze w Polsce najłatwiej wypromować muzykę w obcym języku, a fakt że ludzie nie rozumieją ( często miałkiego) tekstu piosenek które nucą, ma ważne w marketingu znaczenie. Tymczasem polska kultura ludowa może być nie mniej ciekawym, na wpół transowym, obszarem inspiracji jak powiedzmy muzyka irlandzka. Nie znam właściwie żadnego zespołu lansowanego  w mediach głównego nurtu ( czyli  Warszawskich) grającej muzykę inspirowaną polską kulturą ludową ( choć zarazem Harnasie Szymanowskiego były małą światową sensacją muzyczną, a w nurcie popu Grzegorz z Ciechowa, byl małym szokiem dla Warszawskich elit, podany strawnie dotarł na salony),  choć są takie które uparcie naśladują bliskich im Celtów ;-) czyli wymyślone wyobrażenie nikogo…

    Wielu współczesnych intelektualistów w Polsce, bo takich znam z mediów czy z autopsji, zwyczajnie nie wie po co jest patriotyzm. Nie czują go. Starają sie tak głęboko być wszechświatowi, Europejscy, Amerykańscy, jak na pawia i papugę narodów przystało, że nie mają pojęcia już kim są.Często utożsamiają patriotyzm wyłącznie z manipulacją polityczną, rodzajem działań podejmowanych w celu uzyskania wzwodu by wyrządzać przemoc.  Zarazem gdyby wrócili na wieś skąd w 75% pochodzą, zawdzięczając swoje awanse komunie, starowinki wytykałyby ich palcami i szeptały: „a kto to?”„a dy to Józek od Śliwków!”„nie może to być, on”” – „on!”„patrzcie jaki pon sie zrobił”. I to jest koszmar który im sie chyba sni po nocach. U ludzi z miasta, jakoś tak sie porobiło, muzyka ludowa to strasznie obciachowa cepelia. Jak to sie mówi – nie ma większego wieśniactwa. Łatwiej być kosmopolitą niż „Józkiem od Śliwków” którego ojciec orał boso o polu, a dziadek nie miał dworku. W tym dramacie – nie można być stąd – bo to oznacza – Siedlce, Orzechówkę, Świlczę, Świtałówkę, małe wsie, gdzie nic nigdy się nie stało. Trzeba być silnym i niezależnym człowiekiem w Polsce, by móc znieść z podniesionym czołem, że pochodzi sie z zapyziałej biedy w 2-gim pokoleniu, a awans społeczny zawdzięcza sie procesom które dziś są opisywane jako największa zbrodnia w dziejach Polski.

    Tymczasem patriotyzm jak sądzę, nie jest rozumową zgodą na przynależność do pewnej grupy, ale uczuciem. Stąd nie ma wielkiego sensu podejście rozumowe – jeśli nie dysponujesz stosowną ilością złudzeń wpojonych w dzieciństwie czy to na skutek wychowania, czy może ( co bardziej prawdopodobne i znacznie bardziej powszechne) na skutek przemyśleń i przeżyć owe złudzenia utraciłeś ( modne – przepracowałeś) – to obecnie na nic rachunki symboliczne – patriotyzmu nie znajdziesz. Całkiem podobnie jak w wypadku żony – małżeństwo z rozsądku może być bardzo, bardzo szczęśliwe – ja jednak preferuję namiętne katastrofy z miłości. Rzecz gustu. Można kochać i można nie kochać. Ileż to razy – jak nie można zdobyć obiektu westchnień, to sie go po czasie – nienawidzi. Brak zrozumienia tych, chyba prostych, spraw, widzę zwyczajnie – jako rozkład społeczeństwa Polskiego po 89 roku. To tak jakby spora grupa ludzi, ważnych społecznie bo wykształconych, przestała rozumieć co znaczy czuć. Inteligencja w Polsce zwyczajnie nie wie kim i skąd jest – bo i nie jest nikomu do niczego potrzebna, jest wyalienowana. Ani klasa średnia – tą stanowią na ogół prymitywy co sie dorobili – ani biedota, ani elity – bo tu brylują chamscy politycy i prymitywni celebryci. Wykorzeniona i po części wzgardzona, szuka swojego miejsca, a przez krótką chwilę wydawało sie jej że jej miejsce jest w Europie. Tak ogólnie. I faktycznie – niektórym udało sie znaleźć pracę na zmywaku w UK… Owszem – czasami jakaś zagraniczna firma dostrzega że powiedzmy można w Polsce kupić tanio inżynierów na kilogramy ( np. w Dell pracują na taśmie, co jest ewenementem na skalę światowa, zważywszy że za ich wykształcenie płaci reszta obywateli). Ale inżynierowie mają krótki termin przydatności do spożycia. Zastosowań dla humanistów zaś nie ma zbyt wielu. W sumie – nie dziwię sie minister Kudryckiej ( i ona o tym mówi tylko nikt jej nie rozumie! A ona to mówi wprost!) że robi co może by szkoły wyższe przyjęły profil zawodówek…

    W tym miejscu dyskusji pan T.Herok zasadnie zauważył że obok górnolotnych cech które przypisuję patriotyzmowi (uczucie, porównanie do miłości do kobiety) istnieje całkiem dolnolotna praktyka. Praktyka przemocy i niemoralnych poglądów, czasami niemal rasistowskich. Kto zresztą tego nie widział, zwłaszcza w Polsce, gdzie hasła anty-murzyńskie i antysemickie są wszędzie, chociaż ci co je piszą na ogół nie znają żadnego żyda, a z murzynów widzieli jedyne jakichś aktorów lub sportowców. Owszem, tak jest. Czy nie stawia to patriotyzmu dokładnie w tej samej pozycji jak: religii, racjonalizmu, filozofii, nauki, medycyny, polityki, wolnego rynku, handlu, produkcji rolnej, ekologii, walki z globalnym ociepleniem a nawet walki o prawa LGBT? W imię każdej z tych idei można ludzi wzburzyć do walki, i popełniano w historii w imię każdej z nich mordy, przemoc, szykany.

    Są ludzie którzy zarabiają na tym że inni lubią alkohol, na tym że sie modlą i na tym ze kochają ( tzw. walentynki to chyba jedno z najbardziej komercyjnych świąt). Nie oznacza to wszakże że miłość, lubienie wina i modlitwa są źródłem zła w człowieku. I tak samo z patriotyzmem – jeśli ktoś ma jego pozytywną wizję skupia sie nie na nienawiści i izolowaniu sie od innych, ale na wiedzy skąd pochodzi, szukaniu miejsc dokąd zmierza, na pielęgnowaniu rodzimych tradycji i języka ojczystego. Na rozumieniu swojej i swojego narodu historii. Na uznawaniu że inni mają prawo do swoich wyborów i swoich doświadczeń życiowych – jako członkowie innych zbiorowości, o innej kulturze i dziejach. Co roku w Żywcu dobywają się w ramach Tygodnia Kultury Beskidzkiej, Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne. W tym roku były to 51 spotkania, a ja chyba od 20 lat nie opuściłem żadnego z koncertów finałowych. Widziałem tancerzy z Rapa Nui, Turcji, Trynidadu Tobago, Ukrainy, Meksyku, Mongolii, Chin, Korei, Chorwacji, Serbii, Kosowa, Włoch, Hiszpanii, Rosji, Węgier, Finlandii, Francji, Holandii, Kraju Basków, Sycylii i wielu wielu innych regionów, bo zespoły owe prezentują na ogół nie państwa ale regiony. Kulturę w której sie wychowali i którą niosą w świat. Gdyby ci wszyscy którzy wycierają sobie gębę patriotyzmem, byli patriotami, umieliby tak tańczyć i śpiewać. Umieliby nieść to co dobre i wartościowe w kulturze Polski w świat. Bo patriotyzm to uczycie miłości do miejsca w którym żyjesz i do ludzi z którymi tam mieszkasz. A kochać kogoś lub coś, nie znaczy nienawidzić innych miejsc i ludzi.

   Fajnie się pisało, niestety polska Wikipedia stwierdza że: Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriates) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a także gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka. Patriotyzm oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnoty kulturowej oraz solidarności z własnym narodem i społecznością.” Jak widać dbanie o tradycję, język i kulturę to tylko „również” a nie główna treść definicji tego słowa dla, jeśli by wierzyć że Wikipedię tworzy reprezentatywna grupa, Polaków. Co najśmieszniejsze na tej karcie Wikipedii są u góry dwie ilustracje. Obie bzdurne w kontekście definicji słowa…Jak widać w wielu, wielu wypadkach Tomasz Herok ma rację…