Brzeg.jpg

    Na wschodzie Ukrainy – referendum. Rząd Ukrainy – rozpacza. UE, USA, a zwłaszcza Polska – nie uznają legalności tych działań. Przypomina mi się taka scena z jakiegoś (amerykańskiego) dramatu sądowego – bodaj z „Ludzi honoru” z Tomem Cruise, w której Demi Moore, grająca mniej doświadczonego adwokata wojskowego, zrywa sie przed sądem ze słowami: „Wysoki sądzie, zgłaszam Stanowczy Protest”. Cruise ją uspokaja, a potem w zaciszu gabinetu napieprza sie z zwrotu „Stanowczy Protest!” Albo się protestuje albo nie. Albo protest jest skuteczny, albo jest pustym gestem. Stanowczość niewiele ma tu do rzeczy – a wobec działań UE i USA jest ów przysłówek bodaj najstraszliwszym elementem podjętych działań. Doprawdy, zwykły protest Putin mógłby zignorować, ale Stanowczy Protest z pewnością nim wstrząśnie.

    Abstrahując od kwestii „legalne, czy nie” oceniam że mamy do czynienia z jakimś procesem demokratycznym, o być może ograniczonych prawnie prerogatywach, zapewne animowanym z zewnątrz. Zbuntowane obszary odwołują sie do mocarstwa ( Rosja), obszary niezbuntowane starają sie utrzymać kraj w całości, co jak widać wyraźnie – jest dla nich w zasadzie niewykonalne. Historia zna pewnie wiele przypadków takiego separatyzmu, wiadomo też mniej więcej kto jest pionkiem a kto grającym, gdzie szachownica leży i jaki jest cel gry. Ci którzy są doświadczeni w polityce i realizują politykę własnych interesów – czekają kto na Ukrainie zagarnie władze – Rosja czy Oligarchowie. Brak natychmiastowej interwencji atomowej świadczy po prostu o wyczekiwaniu na ostateczny rozwój sytuacji, zaś brak jednoznacznej pomocy np. militarnej dla rządu Ukrainy wskazuje tylko na jego niską wiarygodność w oczach świata. Nikt  ( oczywiście poza Radkiem Sikorskim! ) nie chce mieć wspólnej fotografii z Jaceniukiem, bo trudno ocenić kim się on okaże za kilka miesięcy – mężem opatrznościowym Ukrainy, agentem CIA, akwizytorem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, więźniem Putina, akolita jakiegoś faszysty o nieczystym sumieniu? Nawet USA dbają o to by wymiana opinii rozgrywała się na poziomie kamerdynerów. Ot, kto ma własne zdanie – ten milczy. Kto gardłuje – najpewniej robi to w imieniu milczących….

    Problemy jakie widzę sa dwa, sposób ich rozwiązania może mieć wielkie znaczenie dla dynamiki wydarzeń:

  1. Z punktu widzenia Ukrainy/Rosji – Należy zadać sobie pytanie: jaki jest pomysł na życie tych „separatystów”? Sprawowanie władzy we współczesnym świecie, u bram Europy, wymaga jakiegoś kompromisu, konsensusu. czy Ukraina może być państwem niedemokratycznym? Wiadomo że przynależąc do Rosji, dzisiejsi separatyści będą uczestniczyli w jej losie. Może być to współdzielenie upadku Rosji, co bardzo mało prawdopodobne, przynajmniej w skali kilku dziesięcioleci. Może być to zwykłe dzielenie losu olbrzymiego organizmu gospodarczego, terytorialnego i politycznego. Z wszystkimi jego wadami ( autorytaryzm) i zaletami ( znane otoczenie w którym czują się bezpiecznie). Trudno sie dziwić ludziom zamieszkującym te obszary że woleliby sentymentalnie trwanie układu z Rosją niż niewiadomą pojawiającą sie w razie wejścia do UE. Złodzieje sa wszędzie tacy sami, prości ludzie widać mają sentyment do dawnych czasów. Co ma do zaproponowania Ukraina? Ustawy o ograniczeniu użycia języka rosyjskiego? Będzie mieli na Ukrainie równoprawną mniejszość rosyjską? Czy będą prześladowania i deportacje? Czy jest jakaś rosyjska/ukraińska nazwa na apartheid? Jaceniuk mówi ostatnio o jakiejś formie samodzielności, samorządności, specjalnych przywilejach. Mówi w czyim imieniu? Parlamentu? Czy może już Ukraina jest zarządzana dekretami? Jak legalnie Jaceniuk zamierza owe obietnice zrealizować? Separatyści jakoś nie podrażają za tymi propozycjami – prawdę mówiąc świadczy to o ich zdrowym rozsądku, bowiem według mnie wiarygodność tego człowieka, a zarazem całego rządu Ukrainy – jest zerowa. W polskich mediach pojawia się oczywiście zalew komentarzy. Wiem co chcą powiedzieć na temat temat ludzie nastawieni anty rosyjsko, wiem co mówi Obama ustami Radka, wiem co by chcieli polscy kibole, wiem co by chciał Korwin-Mikke. Nie wiem co chce zrobić rząd Ukrainy. Wyrażanie poparcia w takiej sytuacji, niejako carte blanche,  to jest szalenie niebezpieczna sytuacja. Ten rząd właśnie wybrany i utrzymywany przez oligarchów uczestniczy w tym konflikcie, ma w ręce karty którymi usiłuje grać, ale z dotychczasowej gry wynika że nie ma zamiaru reformować Ukrainy, nie zadaje sobie trudu by zyskiwać poparcie wśród Ukraińców – przecież Rosjanie mieszkający na Ukrainie sa obywatelami Ukrainy! Czyżby Ukraińcem zostawało sie jedynie w wypadku posiadania udokumentowanego pochodzenia etnicznego do kilku pokoleń wstecz? Czy na pewno właśnie taką wizję Ukrainy zamierza popierać Radek Sikorski w imieniu moim i reszty Polaków? Wszystko to tonie w niedopowiedzeniach. Jasne jest natomiast że nowy rząd Ukrainy dosyć dobrze i szybko – wypróbował i adaptuje coraz to nowe metody wielkoskalowego, medialnego oszukiwania opinii publicznej na całym świecie, rozmaite zagrywki pijarowe, pokazywanie filmików, ukrywanie własnego politycznego stanowiska i koneksji.
  1. Z punktu widzenia Polski. Wojna to straszna rzecz. Nie będę przytaczał truizmów na ten temat. Podstawa polityki zagranicznej *każdego* kraju powinno być założenie o stabilizacji regionu w którym sie mieszka, oraz, jeśli rzecz jest nie do uniknięcia, o eksporcie konfliktów tak daleko jak to tylko możliwe. Jeśli amerykanie koniecznie muszą wywoływać konflikty z Rosją, koniecznie muszą stawiać wojsko w odległości mniejszej niż kilkadziesiąt kilometrów, koniecznie muszą instalować swoje wynalazki w rodzaju rakiet „obronnych” o znaczeniu ofensywnym, prosiłbym by postawili je gdzieś daleko. Popierajmy to USA jak tylko mocno sie da – niechże jednak prowadzi swoje wojenki na koszt polityczny i w sensie bezpieczeństwa – własny. Bardzo podoba mi sie deklaracja rządu Czech, który stwierdził że nie chce obcych wojsk NATO na swoim terenie ( zabawnym elementem newsa jest to, ze zdaniem TVN deklarację  taką wypowiedział zaledwie minister obrony, podczas gdy portal Chiński relacjonuje że jest to wypowiedź premiera). Skoro kraje jak USA chcą koniecznie wojsk NATO na granicy z Ukrainą – jest na to prosty sposób. Niech oni zapłacą a Polska wystawi swoje wojsko na ich koszt. Polacy to nie Francuzi, Brytole czy Jankesi, wojsko, nawet jeśli niekoniecznie nowoczesne – mamy bitne i zaangażowane. Wartość bojowa Amerykanina przeciw rosyjskiemu żołnierzowi jest zerowa, bowiem Rosjanie nie uznają przerwy na lunch podczas wojny. Podobnie jak Polacy. Skoro mamy wojskiem stabilizować sytuację – niechże będzie to Polskie wojsko – przecież to jest wojsko NATO. Czy jednak wojsko jest naprawdę potrzebne? Konflikt wcale nie ma przebiegu wojny gorącej z czołgami i ostrzałem, a jest to konflikt nowego rodzaju, brudny w którym zaangażowana jest ludność cywilna. Kto chce taki konflikt wygrać – musi dbać o wyborców. ja wiem że Polska ma tu bardzo niski potencjał – 3 miliony ludzi już wyjechało z tego kraju a pewnie kolejne 3 miliony od obecnej *zbankrutowanej* klasy politycznej o zerowej wiarygodności wolałoby nawet JKM co jest znakiem kompletnego rozkładu kraju. Panowie politycy – trzeba było myśleć 10 – 20 lat temu. Teraz macie już prawie te same problemy z Ukraińcy. Nikt Wam nie wierzy, a mniejszości ( jak śląska) wcale nie patrzą na Polskę jak na „dom nas wszystkich”. Bo i on nie jest już „nasz wszystkich” odkąd stał sie waszym folwarkiem… Dla Polski problem konfliktu na Ukrainie jest szalenie palący, a pomysł na jego „rozwiązanie” by dolać oliwy do ognia instalując atomówki w Zamościu i Lublinie jest śmieszny i żałosny zarazem. Polska, aby coś tu ugrać i utrzymać swoją pozycję, musi jak nigdy grać unisono z UE. To właśnie interes UE jest tu kluczowy i kluczowa jest perspektywa UE, a nie naszych pożal się boże „środowisk patriotycznych” które chętnie by wywoływały następne Powstania Warszawskie byle sie pokazać. Powinniśmy zabiegać by na Ukrainie dokonano demokratyzacji, by rozpisano i dotrzymując terminu i przeprowadzono wybory powszechne. I powinniśmy sie zmierzyć z myślą, że być może podział Ukrainy jest nie do uniknięcia. Nie wolno walczyć z faktami dokonanymi. Trzeba wyprzedzać posunięcia przeciwnika, przewidywać je. Rosja ma atuty w ręce, Polska nigdy ich nie przebije, a wypuszczenie jankeskiego ducha w naszych okolicach Europy skończy się ludobójstwem z niesłychanym okrucieństwem, bo Słowianie nie prowadzą wojny na niby, a Rosja ma silne poparcie na zachodzie wynikające z powiązań finansowych i gospodarczych. Z wolna przyjmujemy na siebie rolę pożytecznego głupka który w oczach świat udowodni – swoim zbitym tyłkiem – że dano Rosji srogi odpór. Pamiętajmy że np 97% sil okupacyjnych w Iraku stanowią najemnicy firm komercyjnych zarabiających na prowadzeniu wojny! To wielki biznes, który szuka okazji do zarobku. Działania elit politycznych w kraju sa takie, że zbliża sie chwila kiedy nie dosyć że będziemy mieli kontyngenty obcych wojsk na naszym terytorium, to jeszcze będziemy za to płacić! Cytat: „[Rasmussen]. Przypominał, że rosyjskie wydatki obronne rosły o ponad 10 procent każdego roku przez ostatnie 5 lat. W przeciwieństwie do tego wiele krajów europejskich należących do NATO zredukowało swoje wydatki obronne przez ostatnie 5 lat o ponad 20 procent, a niektóre nawet o 40 proc. – Cięcia były szczególnie głębokie tu w Europie Środkowo-Wschodniej. To nie do utrzymania. Teraz czas, by skończyć z cięciami i odwrócić trend – powiedział Rasmussen.”  To zdumiewająca sytuacja! Wygląda na to, że wołanie Polski o gwarancje bezpieczeństwa jest przez szefostwo NATO rozpatrywane jak kapryszenie gówniarza który nie oszczędza kieszonkowego a teraz chce lody! Czyli Polska, w sensie strategicznym, jest potrzebna NATO czy nie? Bo może nam sie nie opłaca ponosić tych kosztów? Będziemy Was bronić ale to wasz interes a nie nasz? A może ten kryzys juz dawno zażegnano a Radek uprawia po prostu działania propagandowe by te wojska NATO sie u nas znalazły? Bo taka jest geopolityka, fakty są już dokonane, nic się nie zmieni, tyle że trzeba tworzyć preteksty?