KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

 

    Problem z rzeczywistością jest taki, że poznajemy ją za pomocą bardzo ułomnych narzędzi jakie wcale nie zostały do tego celu pomyślane. Nasze zakończenia nerwowe + moce umysłu nie sa wystarczające aby poznać wszystko i uwzględnić wszystko. Są wystarczające ledwie do tego aby złowić rybę i spłodzić potomstwo. Łowienie ryb wymaga czasem by zaglądać pod krzak, albo pod kamień, myśliwi którzy tak robią mają zwykle większe połowy. Stąd ciekawość bywa pożyteczna, a spora część zwierząt którym przyznalibyśmy miano „wyższych” czy inteligentnych, czyli głownie ptaków i ssaków, posiada ową cechę. Nauka dała nam wyobrażenie jak wielkie połacie rzeczywistości rozciągają sie poza granicami naszego postrzegania zarówno fizycznego jak i mentalnego.

    Dwoje ludzi dyskutując o nieco bardziej skomplikowanych kwestiach musi chcąc nie chcąc powołać do bycia masę zjawisk językowych: stół, krzesło, rozumiane jako powszechniki przecież nie istnieją. Podobnie elektron, foton czy przestrzeń fazowa . Pierwsze są idealizacją pewnych poznawalnych naocznie konkretnych obiektów, drogie sa rafinacją współwystępujących zjawisk które przyjemnie jest nam objaśniać powołując byty których innymi metodami, bezpośrednio, poznać nie sposób. Można sobie wyobrazić język w którym nie da sie wypowiadać sensownych zdań o obiektach ogólnych. Wtedy każda wypowiedź musiałaby się odnosić do konkretnej rzeczy. Właściwie to nie trzeba tego sobie wyobrażać, języki takie istnieją – większość praktycznych języków programowania ma tą cechę. Widać wyraźnie jak bardzo sztuczne te języki jawią się dla człowieka i jak wielkiej pracy trzeba dokonać by stworzyć w nich narzędzia pozwalające na nieco bardziej ogólne modelowanie. Z tego powodu nawet dziś, pomimo eksponencjalnego wzrostu ilości oprogramowania, łatwiej znaleźć takei które wyliczy własności podanego trójkąta, niż pomoże w dowodzie twierdzenia dotyczącego wszystkich trójkątów.

    W naszej naturze, gdzieś głęboko, wydaje się tkwić skłonność czy potrzeba operowania ogólnikami w sposób całkowicie różny od tego jaki wbudowujemy w języki sztuczne. Efektywność tego systemu, przynajmniej dla nas, dla ludzi, nie ulega wątpliwości. Cenimy tych którzy potrafią zgrabna ( i krótką! ) wypowiedzią ująć rzecz celnie. Wiele z poglądów na świat czy właściwe postępowanie zawdzięcza swoją popularności i uznanie w co najmniej  równym stopniu celności co atrakcyjnej formie językowej, operującej zrozumiała dozą ogólności. Płacimy jednak za to cenę. Dokładnie taką jaką zapłaciła Cantorowska Teoria Mnogości czy Logika Fregego. Pojawiają się antynomie, giętki umysł a jeszcze bardziej giętki język płodzi paradoksy. Jednak czy wszelkie poznanie nie wyrasta po części z dyskusji, z sofistyki, z rozrywki w mielenie ozorem? Jak łatwo znaleźć argumenty za czymkolwiek! Jak prosto przychodzi zwodzić innych, samemu nie będąc bynajmniej przekonanym. Wystarczy odrobina charyzmy, i odpowiednia doza cynizmu. Ludziom z największym trudem przychodzi budowanie ogólnej wiedzy o świecie. Spójność wiedzy i jej zgodność z pozostałymi dostępnymi teoriami poznania ma bardzo wielką wartość. Problem w tym, że także i te kryteria nie wystarczają aby rozstrzygać o prawdzie. Ani falsyfikowalność, ani spójność, ani użyteczność ani wszystkie te cechy razem nie sa wystarczające. Sprawia to, że:

Każdy system poznawczy wytworzony przez człowieka jest z natury systemem otwartym

    Obserwacja ta oczywiście ( jak każdy system otwarty;-) szereg wyjątków, a to w postaci na przykład rozmaitych hermetycznych poglądów wykluczających adaptację do zmieniającej się rzeczywistości. Postawy takie mają jednak to do siebie że zwykle sa rażąco nieskuteczne w objaśnianiu zmieniającej się rzeczywistości.

    Religia jest jednym z systemów poznawczych stworzonych przez człowieka. Innym, wielkim systemem jest nauka. Każdy z tych systemów odpowiada i odpowiadał na wielorakie potrzeby ludzkie: ciekawość, użyteczność ( religia także), żądza władzy, siła w czasie konfliktu, zdolność przeżycia. W zależności od aktualnego układu zdarzeń różnie rozkłada się akcenty, jednak w wypadku tych naprawdę wielkich systemów, w istocie zapewniane potrzeby są zawsze wielorakie. Religia i nauka w przeszłości wielekroć sobie przeczyły. Konflikt tych dwu systemów wynika z faktu, że oba sa systemami totalnymi. Oba w swoim rozmachu chcą wyjaśniać lub opisać całość a przynajmniej wpłynąć na tak wiele sfer działalności człowieka, że nie sposób aby nie pojawiły się pola sporne. W kulturze Europejskiej konflikt taki jest widoczny od tysiącleci. W przeszłości zawsze jednak udawało się uniknąć jawnej sprzeczności, co zwykle wymagało takiej czy innej zmiany metodologii, na ogół w religii, ale i w nauce ( np. rezygnacje z prób uzasadniania etyki genetyką – eugenika, darwinizm społeczny itp. – jest faktem że usiłowano takie „naukowe etyki” budować).

    Fakty jednak są takie, że czy się ktoś do tego przyznaje czy nie, nauka i religia sa w konflikcie. Konflikt ten jest zjawiskiem który ma miejsce zarówno w wymiarze społecznym ( konflikt ekonomii- konsumpcjonizmu wobec naukowej organizacji naszego życia handlowo-wytwórczego – a konflikt wartości którym sprzyja chrześcijaństwo jak prostota, ubóstwo, dobro bliźniego a nie zysk finansowy itp.) jak i w wymiarze jednostkowym (np. wybory do jakich zmuszone sa bezpłodne pary wobec stanowiska kościoła w sprawie in vitro). Tak więc uważam że konflikt taki jest faktem.

    Możliwe są różnorakie mechanizmy jego niwelacji, ominięcia, zlikwidowania, zwykle lokalnie i osadzone w danym problemie. Z faktu że nauka i religia sa konflikcie nie wynika, jakoby któraś z nich miała „absolutna rację” albo aby musiały być sprzeczne. Nie wynika z tego także aby koniecznym stało się wyeliminowanie drugiej. Nie wynika także jakoby któraś była lepsza ( praktyczniejsza, pewniejsza). Jak napisałem, każdy ludzki opis rzeczywistości zawiera w sobie 80% dowolności i 20% pewnej wiedzy. Te 80% dowolności sprawia, że możliwe jest posiadanie poglądów które są w pozornej sprzeczności, w sprzeczności metodologicznej, a nawet w jawnej sprzeczności jeśli potraktuje się je formalnie. Sprzeczność nie jest tym co eliminuje poglądy ludzkie z palety rozważań, podobnie jak w anegdocie o rozsądzaniu przez rabina 2 przeczących sobie stron sporu.

    Tak więc pisząc że nauka i religia są w pozycji konfliktu nie chcę zaznaczyć że którakolwiek jest gorsza od tej drugiej. By taki pogląd uznać, należałoby określić kryteria oceny. Lepsze w jakiej sytuacji? Lepsze dla kogo? Relatywizacja takiej oceny, nie znaczy że podanie takich kryteriów jest niemożliwe!  Pierwsze co przychodzi na myśl to na przykład kwestia społeczna jak w pytaniu: „Co jest lepsze – prawo stanowione czy prawo religijne?” Większość nowoczesnych społeczeństw odpowiada na to pytanie całkiem jednoznacznie. Oznacza to że bynajmniej nie jest tak, że konieczna, niemożliwa do uniknięcia i dobrze rozumiana relatywizacja uniemożliwia udzielenie odpowiedzi na pytanie! Wiemy że wybieramy tu tylko jedno z możliwych kryteriów, jednak uznajemy że właśnie tak należy postąpić. I próżno szukać sensownie urządzonego kraju w którym prawa religijne miałyby pierwszeństwo przed zasadami prawa świeckiego. Popatrzmy jak długo i zajadle ludzie o poglądach racjonalnych, kojarzonych zwykle z naukowym poglądem na rzeczywistość walczyli o taki stan rzeczy. Walczyli z kim? Z ludźmi reprezentującymi religię. Z ludźmi którzy w argumentacji nieodmiennie albo powoływali sie na argument z księgi („w biblii napisano… i to powinno być wzorem dla prawa”) albo wręcz an bezpośrednią wolę stwórcy ( „Takie jest prawo naturalne pochodzące od boga”). Sa kraje gdzie argumentuje sie tak do dziś…

   Owszem jestem niewierzący, nie neguję jednak siły i sensu religii. Po prostu nie potrafię jej sobie uzasadnić. Taki rodzaj sceptycznego agnostycyzmu. Proszę więc nie imputować mi bycia „nieprzyjacielem religii”. Ja akceptuję jej istnienie i dostrzegam ograniczoność poznania rozumowego a i naukowego w szczególności. Ograniczoność ta jednak nie oznacza, tak jak ją rozumiem, ograniczoności w sensie tabu. Nie ma niczego takiego czego by nie można było starać sie wyjaśniać rozumem. Nigdy nie jest to zbrodnia, zwykle jest to postęp. Konstrukcja człowieka jest jednak taka, że antropomorfizuje wszystko: los, miłość, życie, świat i niewiedzę. Jeśli w nocy w lesie czujemy się otoczeni cieniami innych ludzi? Kimże miałyby być te postacie? Tym bardziej w sprawach znacznie mniej jasnych widzimy rękę boga.

    Powtórzę: każdy opis rzeczywistości musi uciekać się do postulowania bytów których nie da się w taki czy inny sposób rozpoznać bezpośrednio w doświadczeniu. Tak więc wytwory religii z pewnego punktu widzenia nie sa w niczym gorsze niż wytwory nauki. Ale nie widzę sensu w ukrywaniu konfliktu tam gdzie on istnieje. Postępowanie takie jest albo wyrazem taktyki retorycznej ( i tak jest stosowane, czysto instrumentalnie w rozmaitych dyskusjach) albo przejawem samooszukiwania się. Religia przynajmniej do tej pory, posiada jako główny prerogatyw aspekt społeczny. Religia niespołeczna, prywatna, właściwie nie istnieje. Religia jest zjawiskiem publicznym. Słusznie kościół broni sie jak może przed zepchnięciem religii w kąt prywatnego pojmowania świata. Religia to przede wszystkim wspólnota. A w związku z tym, najłatwiej widać konflikty społeczne…Są tez najbardziej dramatyczne. Konflikty prywatne maja bowiem kształt utraty wiary przez wierzącego i jako takie nie sa społecznie interesując o ile same w sobie nie stanowią zjawiska społecznego. Konflikt religia – nauka oznacza nie tylko żarliwe spory filozofów. Oznacza tez np. wypieranie pewnych zwyczajów, norm, zjawisk z krajobrazu społecznego*.

    Oczywiście, że sa to bardzo złożone problemy i konflikt ten ma bardzo wile aspektów. Ma i taki, że nauka powoduje rozwój technologii, a to powoduje powstanie możliwości, które prowokują sytuacje z jakimi tradycyjne społeczeństwa nie maiły styczności. Samo pojawienie się możliwości wpływa na sytuacje religii w świecie. Nie znam jednak z historii przypadku w którym religia by upadła z powodu dokonania jakiegoś odkrycia naukowego. Każda religia potrafi się przystosować – nie ma nic bardzie elastycznego niż „święte księgi”- sa one tak pomyślane aby były wieloznaczne. Religie jednak są częścią kultury i upadają wraz z upadkiem kultur i społeczeństw które je wyznają a nie wraz z odkryciami naukowymi. Dlatego sytuacja konfliktową dla religii nie sa nigdy „odkrycia naukowe” ( jak powiedzmy odkrycie że przestrzeń ma 25 wymiarów) a jedynie zjawiska społeczne które te odkrycia prowokują – konsumpcjonizm, możliwość ingerowania w podstawowe funkcje organizmu, możliwość modelowania rzeczywistości np. ekonomicznej, środowiska naturalnego itp. Stąd prawdziwy konflikt nauki i religii odbywa się nie na froncie światopoglądowym ale społecznym. Konflikt światopoglądowy jak rozmowa ateisty z wierzącym to tylko przekomarzanki.

    Na przykład konflikt wartości między konsumpcjonizmem a „kulturą życia”. Uważam że nie jest to oderwany przykład zmian społecznych ale właśnie przykład na konsekwencje stosowania naukowych metod organizacji produkcji ( a przez to życia społecznego). Oto „naukowa ekonomia” kapitalizmu wkracza w modelowanie stosunków społecznych. Analizy oparte na zysku i stracie generują takie stosunki pracy, aby jak najefektywniej wykorzystać dostępne zasoby i wygenerować jak największy zysk. Proszę pamiętać że zaprzęgnięto tu wykwalifikowanych ekonomistów do systemowego stworzenia mechanizmów optymalnego sterowania procesami biznesowymi. Czyli klasyczny przykład zastosowania naukowej metody. Dostępność narzędzi i technologii umożliwia zastosowanie tego w praktyce ( np. sterowana numerycznie obrabiarka może być obsługiwana przez mniej wykwalifikowanego robotnika, niż gdyby miał wykonywać tę samą prace jako tokarz – o ile w ogóle byłby w stanie). Znowu technologia. Miękkie umiejętności jak marketing i reklama odwołują się do naukowej wiedzy socjologicznej. Standaryzacja produktów itp. Wszystkie te elementy składają sie na współczesną ekonomię kapitalizmu. I na naszych oczach kultura konsumpcji zabija np. „magię świąt”, niszczy więzy rodzinne ( oczekuje się od pracowników coraz większej mobilności), rozkłada państwo socjalne ( zawsze można przenieść produkcję do Chin, lub innego kraju który nie chroni swojej siły roboczej – moim zdaniem nie przypadkiem to są kraje niechrześcijańskie).

    Innym przykładem jest rozwój medycyny. Jeszcze w średniowieczu mieliśmy w Europie do czynienia z silnym tabu ciała. Zakazywano ingerencji w ludzkie ciało „z ciekawości” było ono bowiem świątynią Boga, siedzibą duszy, formą dla osoby której pochodzenie wywodzono od boga a nie z czysto naturalnych źródeł. Co charakterystyczne nie było mowy o tym by zakazywać krwawych jatek w postaci wojny, pojedynków czy tortur i choć z pewnością uznawano je za straszną czy złą, to jednak uzasadniona – czasami religijnie – konieczność. Sekcje zwłok uważano jednak za niestosowne do tego stopnia że groziła za nie kara śmierci. Przełamanie tego tabu, o czysto religijnych uzasadnieniach, okazało się być wstępem do rozkwitu medycyny i z pewnością przyczyniło się do polepszenia ludzkiego bytu w znacznie większym stopniu niż wcześniejsze, a oparte o rozmaite koncepcje „świętości ciała” religijne zakazy.

    Jeszcze innym przykładem jest genetyka/transplantologia/neurofizjologia – nauki te w nieodległej przyszłości mogą nam zafundować po pierwsze terapie genetyczne, po drugie hodowlę tkanek i terapię przeszczepianiem tkanek ( a nie narządów), po trzecie badania mózgu i badania układów krzem-tkanka fizjologiczna mogą doprowadzić do upowszechnienia rozmaitych implantów. To może w przyszłości skutkować powstaniem nowych rynków i wprowadzania zmian na niespotykaną skalę od nowych terapii po manipulacje neurofizjologiczne za pomocą układów elektronicznych. I znowu otworzy to pole konfliktu.

    Zwrócę uwagę, że nie mówię tu o  „religii fizyków teoretyków” czyli wysoce abstrakcyjnej mieszaninie platonizmu z teorią węzłów. Ledwie jestem w stanie mieć jakiś pogląd na wyniki fizyczne Einsteina, a są to rzeczy które starał się on wyłożyć najjaśniej jak tylko umiał. Nie mam najmniejszych kwalifikacji by twierdzić że wiem w co wierzył Einstein ( jak jednak wynika z wspomnień jego przyjaciół był zdeklarowanym ateistą), jakiekolwiek przytacza się jego opinie o bogu, można być całkowicie pewnym że nie jest to to samo pojęcie jakiego używa ksiądz Oko. Tutaj jednak piszę o religii jako zjawisku masowym, powszechnym, kulturowym i realnym obudowanym w instytucje i urzędy. Czasami twierdzi się że dla wierzących ludzi nauki, konflikt nauki i religii nie istnieje. Jest to zastanawiająca postawa gdyż jedynym sposobem na osiągnięcie takiego stanu w moim mniemaniu jest aby religia nigdy nie wypowiadała wartościowych ontologicznie i epistemologicznie twierdzeń. Religia taka, w moim prostackim oglądzie, produkuje jedynie tautologie. Nawet treść etyczna tych twierdzeń musiałaby być neutralna. Gdyby nie była, używałaby pojęcia odnoszącego się do bytu istniejącego realnie lub do jakichś jego aspektów dających się realnie zbadać. Z powodu różnego pochodzenia wiedzy mogą wejść w konflikt. Byłoby wysoce nieprawdopodobne aby dwa systemy oparte na rożnych metodologiach zawsze dawały zawsze zgodne odpowiedzi. Chciałoby się tu mieć jakiś „dowód zgodności” co oczywiście bardzo trudne. Jednak łatwo można dowieść twierdzenia przeciwnego – że konfliktują ze sobą. Wystarczy wskazać przykład konfliktu.

    Dajmy więc przykład konfliktu: przekonanie że ludzie wyznają wiele religii i że w pewnym sensie sa one równoważne ontologicznie jest tezą racjonalizmu. Konflikt np. chrześcijanin vs „czciciel kamienia z Wawelu” i vice versa (święty kamień jest konkretnym obiektem a nie transcendentalnym Bogiem). Racjonalizm w tym kontekście konfliktuje z religią nie dlatego, że zaprzecza religii, ale dlatego, że metodologia racjonalizmu wskazuje na istnienie wielu możliwych ludzkich opinii na temat boga z których wiele się wyklucza wzajemnie a więc nie mogą być wszystkie prawdziwe ale mogą być wszystkie fałszywe. Religia zaś takiego stanowiska nigdy nie może przyjąć – musi istnieć realnie właśnie jej prawda. Oczywiście można nazwać tą niezgodność racjonalizmu i religii nazwać „neutralnością” religijną racjonalizmu – nie wyróżnia on żadnej religii. Ale właśnie będąc neutralnym, wyklucza on „dowody prawdziwości” czy tez obiektywność prawdziwości każdej konkretnej religii. Widzę tu analogie do relacji logiki do teorii budowanych w oparciu o nią.

    Logika jest co prawda jest neutralna wobec treści/wartości zdań na których się rachuje, ale wyklucza jednocześnie „prawdę” niezależną od założeń pozalogicznych. Nie masz założeń pozalogicznych – nie wyjdziesz poza tautologie. Masz założenia pozalogiczne – twoja teoria chociaż logicznie spójna może być fałszywa. W rozumowaniu tym za logikę podstawmy racjonalizm, za teorię z założeniami pozalogicznymi – religię. Mamy teraz teorię która używa rozumu a więc niejako racjonalizuje swoje tezy ale jednocześnie stwierdza, że posiada aksjomaty pozalogiczne które są obiektywnie prawdziwe, nie podlegają dyskusji itp. co dla samej metodologii racjonalizmu jest nie do przyjęcia. W konsekwencji mamy teorie która w tej mojej analogii używa utylitarnie logiki ale ignoruje ważne jej wnioski, a tym samym konfliktuje z logiką pomimo, że używa jej jako narzędzia i to „lokalnie” w sposób prawidłowy. Podobnie religia stara się pracować w zgodzie z racjonalizmem, ale co do swojej zasady odsuwa istotny aspekt racjonalizmu jakim jest krytyczność wobec każdej hipotezy jaką się przyjmuje. Tym samym pozostając racjonalną co do zasad operacyjnych jest de facto systemem konfliktującym z racjonalizmem z powodów fundamentalnych.

    Nigdzie nie twierdzę że wszystko da się wyjaśnić rozumowo – to sa poglądy często przedstawiane jako racjonalne ale takimi wcale nie są. Dyskutuje z innym poglądem: pogląd ten jest następujący: „potrafimy wskazać zdania które sa obiektywnie prawdziwe”. Takim zdaniem wg. osób wierzących jest teza „istnieje Bóg”. Zdanie takie może być co najwyżej hipotezą. Wtedy zgoda – jest to dobra i sensowna hipoteza. Hipoteza ta traktowana literalnie jest bezwartościowa ontologicznie i epistemologicznie ( zakładając jakąś sensowną definicję boga na jaką moglibyśmy się tu zgodzić obaj). Aby z tego zdania wniknęła teza o „miłości bliźniego” albo o tym żeśmy „na wzór i podobieństwo” musisz drogi czytelniku do swoich przekonań coś dodać, prawda? W pewnym momencie chcąc wypowiedzieć tezę o realnie istniejącym obiekcie (świat, człowiek, życie, in vitro – jako przykład użyję go dalej) musisz jakoś „istnienie boga” jakoś odnieść do realnego, poznawalnego rozumowo i fizykalnie bytu. W tym momencie wkroczysz na pole konfliktu: chyba że nadal twoja wiara będzie tylko hipotezą – jak u Pascala. Jeśli będziesz trzymał się tego sposobu: zgoda- jeśli ktoś egzorcyzmy, zbawienie duszy, grzechy i 10-dem przykazań nazywa „użytecznymi hipotezami” które odrzucimy kiedy nam się skonfliktują z innymi hipotezami – wówczas zgoda –  na taka religię zgoda. Tak traktowana religia nie jest w konflikcie z nauka. Jeśli jednak tak, to musisz dopuścić do dyskusji pogląd że człowiek jest jeno zwierzęciem, a komórki w in vitro to taka galaretka która nic nie znaczy – i to na równych prawach. Cała argumentacja religijna sprowadzi się wówczas do wyboru hipotez które dają mniejsze zło np. mniej szkodzą, mają bardziej akceptowalne konsekwencje społeczne i powinieneś te argumentacje akceptować – w końcu dokonujemy tylko wyboru między równoprawnymi hipotezami. Argumentacja za ich „większą lub mniejszą” przydatnością, prawdziwością, sensownością, musiałaby mieć już pozareligijny, racjonalny właśnie charakter. Jeszcze nie spotkałem człowieka wierzącego ( a i sam chociaż niewierzący też tak nie uważam) który by zaakceptował taką postawę, nie mówiąc o oficjalnych religiach i ich głosie w dyskusji.

    W pewnej dyskusji na podstawie której „posklejałem” ten esej, mój adwersarz w następujący sposób podsumował swój stosunek do owego konfliktu o którym tu piszę:
„wyobraź sobie, że dwoje ludzi postanowiło pójść do restauracji. Jedno zamówiło paellę z owocami morza, drugie kotleta schabowego. No i mamy kłopot,[..] Czy to oznacza, że istnieje fundamentalna, nieusuwalna i sięgająca samej istoty bytu sprzeczność pomiędzy owocami morza a wieprzowiną? „ -Wówczas odpowiedziałem: między wieprzowiną a owocami morza nie, to są rzeczy, a nie postawy. Ale konflikt może mieć miejsce miedzy konsumentami owoców morza a wieprzowiny. Jeśli konsekwencją w wymiarze społecznym tego konfliktu będzie zakaz serwowania wieprzowiny wprowadzony administracyjnie, to jak najbardziej będziemy mieli do czynienia z realnym konfliktem tych ostaw. Nie ma najmniejszego znaczenia poczucie sztuczności sprzeczności między tymi stanowiskami, skoro bylibyśmy przez zwycięzców zmuszony do niekonsumowania wieprzowiny. Co więcej – zwolennicy owoców morza będą dowodzili, że jedzenie wieprzowiny jest przejawem cywilizacji śmierci, oraz objawem braku rozumienia oczywistości logicznej, czyli pewnego rodzaju ułomnością umysłową! Poglądy te nie są już racjonalną hipotezą, są wbrew zasadom rozumu, w szczególności zakład pascalianski jest przeciw temu kto chce dokonać wyboru ( jak jesz wieprzowinę Bogowie mogą cie skarać, jak jej nie jesz na pewno tego nie zrobią – ergo – racjonalnie nie jeść kiełbasy). My widzimy jego absurdalność, jednak dla wierzących amatorów owoców morza – wybór jest określony przez zasady transcendencji kulinarnej. czytelniku – czy nie zacząłbyś podejrzewać że ich stanowisko jest sprzeczne także logicznie? Jak bowiem z własnego wstrętu do wieprzowiny wyprowadzili brak zdolności poznawczych u Ciebie? Religia prywatna to opinia, religia traktowana jako zjawisko społeczne to obiektywnie istniejący element kultury roszczący sobie prawo do kreowania rzeczywistości prawnej, kulturowej. W tej grze religia nie bierze się jeńców…