felicjan.jpg

    Czego pożąda Polak? Po latach bycia Chrystusem Narodów, Przedmurzem Chrześcijaństwa, Obrońcą Wolnego Świata przed atakiem bolszewizmu, najbardziej Doświadczonym Narodem w Historii, i Wielkim Więźniem Sumienia, naród Nasz jak nigdy wcześniej pożąda sukcesów globalnych a to w następujących dziedzinach ( kolejność przypadkowa):  
1.jeśli już nie mamy własnej antymaterii i broni jądrowej, to niechże chociaż Demokratyczne Mocarstwa Atomowe postępują wyłącznie zgodnie z naciskiem Polskiej Racji Stanu!
2. skoro już jesteśmy najszybciej się Rozwijająca Gospodarką Świata ( Chin i kilku innych państw nie należy liczyć bo rozwijają się niesłusznymi metodami) niechże ktoś o nas dba, i doceni jak ważne dla świata ( i Europy!) jest nasze PKB.
3. niechże ktoś wreszcie zwróci uwagę na fakt że mamy najlepszych na Świecie Programistów ( choć nie mamy przemysłu komputerowego)

    Wobec bezprzykładnej i krwawej agresywnej i zbrodniczej Rosji, należy podjąć działania o których wiadomo ze będą skuteczne. Przez całe lata przekonywali nas eksperci że można wymusić wszystko jeśli się po prostu nie kupuje czegoś ( soli, cukru, niesłusznej gumy do żucia), zaś fakt że w pewnych wypadkach działanie to nie skutkuje ( powiedzmy pracodawca wyzyskuje i okrada pracowników – czego nie kupować by przestał? Chiny traktują podle dysydentów – czego nie kupować by zaczeły traktować z szacunkiem? ) kładziono oczywiście na karb naszej winy i nieporadności w demokratycznej organizacji. Skoro nie skutkuje, to wcale nie znaczy że jest nieskuteczne. Nie! Znaczy tylko że to my, homo sovieticus, nie umiemy tego robić. W imię tej filozofii ultraskuteczności niekupowania, czy szerzej nierobienia, wymyślano nam że nie potrzeba reformować służby zdrowia, wystarczy nie korzystać jak nam się nie podoba. Nie trzeba walczyć z wysokimi cenami żywności – wystarczy nie jeść i ceny spadną. Jeśli bogaci nie płaca podatków, wystarczy zagrozić im że nie będziemy ich oglądać w telewizji, a oni posrają sie ze strachu i zaczną płacić.

    Trudno ocenić czy ludzie którzy propagują taką wiedzę zawodowo ( tzw. spin doktorzy od socjotechniki neoliberalnej ) wierzą w te dyrdymały czy też sprytnie podają je ludziom do wierzenia jako tzw. strategie zarządzania ( permanentnym) kryzysem.

    Dosyć że znaleźliśmy się w ciekawej sytuacji. Oto okazuje sie owe proste recepty sa niemożliwe do wprowadzenia w skali państw. Oto państwo jak USA, organizacje jak UE, czy kraje jak Polska, które zaleca obywatelowi by głosował portfelem, jednocześnie samo nie jest w stanie, nawet wobec tak jawnego politycznego zagrożenia i oczywistej potrzeby podjęcia działań, wykonać tego co samo zaleca każdemu ( oczywiście każdemu, kto nie jest nastawionym roszczeniowo Homo Sovieticus!). Zwykłego ograniczenia kontaktów z podmiotem które w uzasadniony sposób powinien ponieść karę! Z czym sie wszyscy zgadzają!

    Państwo stwierdza w odniesieniu obywatela, który korzysta z usług firmy która go oszukuje i dotkliwie obciąża wielkimi opłatami za kiepską jakość usług, że skoro nie zrywa umowy, sam sobie winien. I niech ma. Nic nikomu do tego – toż to wolny rynek, a regulacja, nawet gdyby miała karać złodzieja, oszusta i cwaniaka, przecież byłaby wbrew zasadom! Nie, państwo nie jest od zapewniania sprawiedliwości obywatelom ( ostatnio nie bardzo wiadomo w ogóle od czego jest państwo, bo właściwie wyjaśniono że prawie od niczego… Po co takie wysokie pensje ministrów?). Czy można zatem, stwierdzić że UE, USA i Polska są same sobie winne bo przecież zwyczajnie mogą zmienić sobie dostawcę ropy i po krzyku? A jak nie tego nie robią – to ich ( nasza? osobiście nie poczuwam sie…) wina?

    Ktoś ludziom którzy tak protestują wmówił że pewne działanie da efekt. A jak widać – efekt jest mizerny a działanie głupie… I nagle okazuje sie że klasa polityczna niewiele więcej umie zrobić. Bo i większość kwalifikacji tych panów sprowadza sie do niezwykłych wprost kompetencji w wyjaśnianiu dlaczego obywatel jest sam sobie winny swojej biedy. I dlaczego czegoś tam nie można bo brak pieniędzy. Prawdę mówiąc jeszcze nie słyszałem w Polsce by polityk, a zwłaszcza tzw. ekspert ekonomiczny, mówił że coś da sie zrobić ( o przepraszam, przypomniałem sobie telewizyjne pogadanki Kuronia, który stwierdzał ze coś jest możliwe, ale… ).  

Lekarzu – ulecz sie sam?