AutomatyLicza-Kluska

    „Dnia 1 maja 2010 roku, po 34 latach trzyzmianowej pracy ciągłej na stacji rozrządowej dla ruchu towarowego PKP w Lublinie, dyrekcja placówki podejmuje decyzję o wyłączeniu ostatnie funkcjonującej w kraju – i wciąż prawidłowo wykonującej swoje obowiązki – maszyny cyfrowej Odra. Tam gdzie ją wyprodukowano, teraz rośnie trawa” – te słowa kończą książkę którą chciałbym polecić wszystkim czytelnikom. Zarówno tym którzy zawodowo związani z nauką z zaciekawieniem będą chcieli odnaleźć znane sobie nazwiska, oraz poznać historię projektowania i budowy maszyn cyfrowych w Polsce, jak i laikom którzy oczekują pasjonującej opowieści o wynalazkach i wynalazcach, i o tym „jak to w PRL bywało”. Książka o którą chodzi nosi tytuł „Automaty liczą. Komputery PRL” i została napisana przez Bartłomieja Kluskę – historyka i archiwistę, jak głosi notka o nim na okładce. Autor, urodzony w 1980 roku, zadał sobie trud odszukania i syntezy całkiem sporej bibliografii, zaś w wyniku powstała ciekawie napisana opowieść o pionierskim, a dalej, wczesno-przemysłowym okresie Polskiej Informatyki. Pisałem już o niej niedawno na tym blogu, była to jednak krótka wzmianka, a właściwie, cytat, tym razem pomyślałem że napiszę, krótką, recenzję.

    Książka jest w pewien sposób unikatowa na polskim rynku książki, gdzie z łatwością znajdziemy rozmaite popularnonaukowe publikacje traktujące o światowych luminarzach nauki i techniki, począwszy od Newtona a skończywszy na Steve Jobbsie. Wypełnia ona pewien widoczny brak publikacji na temat polskiej nauki i techniki, która przecież obfituje w ciekawe osiągnięcia i niebanalne postacie, może dziś często zapomniane, lub przyćmione historią skoncentrowaną na wielkiej polityce i historii idei. Dowiadujemy się więc o powstaniu w 1948 roku, przy poparciu Michała Rola-Żymierskiego Grupy Aparatów Cyfrowych, i działaniu tej instytucji w sytuacji kiedy nie posiadała nawet lokalu. Śledzimy etap pionierski w którym konstruowano maszyny cyfrowe zdolne pracować tylko na binarnych liczbach 2-cyfrowych ( a więc na liczbach od 1 do 3) i wykonywać na nich operacje dodawania z prędkością jednej na sekundę. Poznajemy kulisy powstania Elwro i konstrukcji pierwszych maszyn Odra na początku lat 60-tych. Przez karty książki przewija się plejada luminarzy nauki i techniki, w tym miejscu wymieńmy może Jacka Karpińskiego – genialnego konstruktora komputerów, w tym pierwszego chyba na świecie mikrokomputera wielkości walizki K-202, którego ostatecznie wyprodukowano zaledwie 30 egzemplarzy. Książka nie ma bardzo technicznego charakteru, nie dowiadujemy się z niej jakie były szczegóły techniczne konstrukcji o których mówi, ale zarazem daje całkiem niezły, na ile potrafię to ocenić, obraz techniki w PRL i tego z jakimi przeciwnościami musiał borykać się w tamtych latach inżynier poważnie traktujący swój zawód. Czytając tą książkę zadumałem się głęboko nad historią traconych okazji, życiem ludzi napędzanych pasją która nie mogła się zrealizować z powodu bałaganu, niekompetencji władz, braku wsparcia czy wręcz przeciwdziałaniu decydentów zatroskanych o swoje stołki. Właściwie uważam właśnie ten aspekt książki za najbardziej ciekawy. Autor nie pozwala sobie właściwie na jawną krytykę PRL, ale tym głośniej przemawiają fakty.

    Książka ukazała się w 2013 roku, nakładem Novaeres, liczy zaś 207 stron. Autor udostępnił także na swojej stronie bibliografię, która zapewne zainteresuje czytelnika (a co poniektórych i wzruszy). Notatkę tę pozwolę sobie zakończyć również cytatem, tym razem pochodzącym z środkowego okresu historii Polskiej informatyki. „Jeszcze na początku lat 70. reporter Wiesław Górnicki przy opisie swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych przytoczył rozmowę nowojorskich biznesmenów, z których jeden wypowiadał się w samych superlatywach o inżynierach z Elwro: „Są to ludzie dystansujący o wiele długości swą wiedzą i oryginalnością rozwiązań większość naszych rutynowych konstruktorów” – miał mówić Amerykanin, nie obawiał się jednak konkurencji ze strony Polaków bowiem […] „Kiedy zamawiają partię oporników po sto omów, połowa partii ma 90 omów, a druga połowa – 110. Kiedy potrzebują kawałka kabla pięciożyłowego, muszą pisać podanie do ministra. Kiedy wielkim nakładem czasu i pracy skonstruują jakiś piekielnie pomysłowy podzespół, okazuje się że nie ma dostatecznie cienkich wierteł albo śruby o wymaganym gwincie”.

    A dziś? Czy to co potrzebne – jest już dostępne? Czy może okazuje się że za „problemy obiektywne” odpowiada, cóż, tym razem to jaki mamy, niestety, no, hmm, klimat…

„Automaty Liczą. Komputery PRL” Bartłomiej Kluska wyd. NovaeRes 2013