drewno-pasek.jpg

    Wszelkie fakty opisane w tym wpisie sa całkowicie fikcyjne i nie dotyczą rzeczywistości materialnej, nawet w 10%. Jednak wpis ten, według głębokiego przekonania autora, w 300% oddaje stan umysłu fikcyjnych postaci których podobieństwo do postaci realnych, być może wywołane zbieżnością imion jest czystym złudzeniem. Innymi słowy można by rzec że przedstawione charaktery fikcyjne i fantasmagoryczne sposoby myślenia oddane sa z niezwykłą precyzją ;-) jednak dotyczą postaci wyłącznie fikcyjnych. Nie znam przecież osobiście ani Rostowskiego ani Balcerowicza, ani żadnego członka rządu, a już tym bardziej nie wiem dlaczego podejmują takie a nie inne decyzje, bo nie jest w zwyczaju władzy w Polsce tłumaczyć sie ze swoich decyzji, poddawać je konsultacjom, czy choćby nawet o nich publicznie dyskutować. W istocie – jak sądzę przekonanie podziela to całkiem spora cześć społeczeństwa kraju – prawdziwe powody większości decyzji rządowych sa całkowicie inne niż te, które sa deklarowane publicznie. Pozwalam więc sobie puścić wodze fantazji, czyniąc bohaterami poniższego wpisu osoby całkowicie fikcyjne. Dla ustalenia uwagi osadzimy bulwersujące koncepcję opisane poniżej w dwu państwach – Pasmanterii – wielkim kraju leżącym w Azji, słynącym z taniej siły roboczej, wielkiego wzrostu gospodarczego i zamordystycznych rządów podziwianych przez cały demokratyczny świat, oraz w Kopalsce, kraju słynącym z bogatych złóż kopalin, węgla i siarki oraz z ministrów finansów nieodmiennie zabiegających o stanowiska pacy w bankach komercyjnych i międzynarodowych instytucjach finansowych.

    Jeszcze 30 lat temu, w szkole, uczono mnie że metr to miara długości o wartości określonej przez wzorzec metra przechowywany w Sevres pod Paryżem . Sytuacja taka – istnienie tak zwanych etalonów, materialnych reprezentantów wielkości wzorcowych – trwał na tym świecie przez całe wieki. W jakimś 20 leciu międzywojennym, minister który by chciał usystematyzować miary i wagi w Kopalsce, wsiadał w kolaskę, lub w automobil, a może raczej wysyłał delegację sekretarzy – koleją – oni zaś jechali do Paryża. Po przedstawieniu listów uwierzytelniających i dokonaniu opłat skarbowych, uzyskiwali dostęp do etalonu metra. Za pomocą brzeszczota przycinali własne miarki do stosownej wielkości i wracali do kraju. Koszty takiej operacji były w istocie niewielkie – delegacja dla kilku sekretarzy ministra: sute obiady i odwiedziny w kilku kabaretach, skromny posiłek stolarza który jako jedyny umiał przyciąć deseczkę precyzyjnie, koszty biletów 1-wszej klasy dla sekretarzy i 3-ciej klasy dla stolarza – oraz oczywiście opłaty skarbowe itp. Warto pamiętać, ze system taki był nie dosyć że skuteczny to jeszcze rozumiany i lubiany przez ministrów ( paryska kuchnia!). Tak by mogło to wyglądać w naszym fikcyjnym świecie stworzonym na użytek tej dykteryjki. W praktyce wykonywano w jakichś warsztatach laboratoryjnych kopię etalonu i wysyłano odpowiednio zabezpieczoną do kraju przeznaczenia.

    A dziś?

    Dawniej wzorzec był rzeczą materialna, wymagał właściwego przechowywania, sporządzony był z drogocennych materiałów (by zapewnić niską rozszerzalność termiczną), poza tym jednak trwał, był, miał wszelkie cechy stołu czy krzesła. Obecnie jest zgoła inaczej – a sytuacja ta związana jest, tak, tak, z postępem w dziedzinie nauki, techniki i handlu. Wszystko zaczęło sie od tego, że przypomniałem sobie właśnie że 1m = „the length of the path travelled by light in vacuum during a time interval of 1/299,792,458 of a second.” Jakie są zalety takiej definicji? Łatwo je wymienić – jednostka metra została zdefiniowana za pomocą procesu fizycznego który w każdym miejscu na kuli ziemskiej przebiega w identyczny sposób. Jak zbudować etalon metra ze stopu platyny i irydu wiedzieli metalurdzy, nawet jednak gdy dysponowano stosowną wiedzą, wizyta w Sevres pod Paryżem była niezbędna by dokonać porównania. Współcześnie wszystko co niezbędne do wykonania pomiarów, włącznie z samym procesem „cechowania” metra można dokonać nie ruszczejąc się z miejsca. Co więcej, w definicji metra występuje ułamek – liczba wymierna – 1/299,792,458. Oznacza to że w ciągu 1s światło przebywa 299,792,458 metrów i jest to dokładna liczba a pomiar zależy jedynie od dokładności z jaką mierzymy odległości i czas, czego nie można powiedzieć o wzorcu materialnym, gdzie wchodzi w grę cała masa dodatkowych czynników ( jak choćby dokładność z jaką postawiono „kreski” na etalonie). Współczesna technika od dawna już wymaga dokładności pomiarów, zarówno odległości jak i czasu, które nie mieszczą się w głowach ministrom finansów. Na przykład system GPS działa uwzględniając efekty wynikające z Ogólnej Teorii Względności, oraz użytkuje relatywnie dokładne zegary atomowe – a jednak cześć błędu wyznaczania pozycji w jego wypadku – wynikający z niedokładności pomiaru czasu w zegarze atomowym – wynosi około 2m. 

    W teorii zatem nie trzeba podróżować od Paryża ( to dla kręgów rządowych spora wada!), wystarczy mieć własny wzorzec i można mierzyć metr z dowolną dokładnością. W praktyce łatwo sobie wyobrazić, że nie jest tak prosto. Trzeba dysponować wieloma przyrządami i wieloraką wiedzą. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich potrzebnych rzeczy, dziedzin wiedzy i materiałów, jednak te które przychodzą mi na myśl, to: dostatecznie stabilny budynek laboratorium w którym przeprowadzamy pomiary, stosowne zegary atomowe i precyzyjne źródła światła, najlepiej lasery. Konieczne jest posiadanie aparatury próżniowej raczej wysokiej jakości, co oznacza konieczność produkcji rozmaitego rodzaju cylindrów ciśnieniowych i sprężarek, a nie jest całkowicie zadaniem błahym. Zapewne niektóre z urządzeń, w celu zapewnienia dostatecznej dokładności powinny być wyposażone w kriogeniczne chłodzenie ( choć nie przypuszczam, by było konieczne stosowanie nadprzewodników, przynajmniej gdy tworzymy wzorzec metra z myślą o przemyśle czy handlu ). Oczywiście praca urządzeń wymaga posiadania stosownego personelu, składającego aparaturę do kupy, utrzymującego jej dobrostan, czy wreszcie dokonującego reperacji. Oznacza to że potrzeba całego sztabu ludzi, sporej grupy specjalistów, inżynierów itp. Na koniec należy dokonać pomiarów, akwizycji danych, ich analizy i interpretacji. Zapewne pomogą tym komputery, nie zastąpią jednak całkowicie ludzkiej pracy i żmudnej eliminacji źródeł błędów. I rzeczywiście w Polsce – taka instytucja istnieje realnie – jednak z powodu braku właściwego finansowania prowadzi działalność gospodarczą – w postaci sprzedaży norm itp.  Proszę jednak nie zapominać że to o czym piszemy to swobodna fikcja historyczna nie mająca zapewne wiele wspólnego z rzeczywistą sytuacja ludzi czy instytucji, a raczej z pewnym fantastycznym pomysłem o czym dalej. Cała ta aparatura i zespół zapewne musieliby osiąść w fikcyjnej Kopolsce w jakimś Instytucie Miernictwa, Miar i Wag itp. zapewne w Sewrkach pod Warwszawą ( niestety…Warwszawa, jak wile stolic z rzadka tylko działa dla dobra własnego kraju – Kopolski, częściej działając dla dobra Warwszawy. Nieodmiennie cechą mieszkańców stolicy, jak wszystkich stolic świata, jest owczy pęd do przejadania cudzych pieniędzy i stawiania pomników bliskich sercom elity miasta,  jak plastikowe palmy, filetowe krowy itp. ).

    Nad delegacją sekretarzy ministra podróżujących do Sevres pod Paryżem unosiłby sie zapewne duch Grabskiego, niestety nad Fikcyjnym Instytutem Miar Kopolski unosiłby się już zapewne duch Balcerowicza lub Rostowskiego. Koszty działania takiej instytucji wyniosłyby zapewne 100 milionów złotych rocznie, a i ta kwota byłaby rozpatrywana jako znacząca rozrzutność, zwłaszcza wobec konieczności organizacji szampańskich imprez w rodzaju Kopolska Euro 2012 czy Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Zakopconem i Kokotowie. Co prawda przez całe 100 lat udało się utrzymywać tą szkodliwe dla budżetu ( wydatki!) i biznesu ( kontrole! homologacje!) instytucję, jednak w 2012 roku, w dzień uroczystego otwarcia Euro 2012 Instytut w Kopolsce udało sie usunąć z listy wydatków finansowanych przez rząd. Pierwszy powód był taki, że po prawdzie żaden z ministrów nie miał zielonego pojęcia czym zajmuje się rzeczona instytucja. W istocie zaś Minister Finansów ograniczał ogólnie nakłady na naukę, jako kosztowną fanaberię, która na wiele sposobów przyczynia sie do zguby narodów. A sa one takie: powiększając ogólne nieszczęście ( człowiek oczytany z rzadka tylko bywa beztrosko szczęśliwy. CBOS bada Beztroską Szczęśliwość vs,. Zatroskanie i owo zatroskanie sprawia że Kopolska nie jest aż tak atrakcyjnym miejscem inwestycji zagranicznych! ), podnosząc koszty edukacji ( podręczniki! i co może jeszcze darmowe?), oraz obniżając zaufanie do elit stołecznych ( jak wiadomo nauka to forma krytykanctwa. Nic tak nie utrudnia wprowadzanie reform jak swoboda dyskusji, demokracja itp. chyba że chodzi o krytykę likwidacji OFE, wtedy to nie. ) Drugim powodem likwidacji Instytutu Miernictwa Miar i Wag Kopolski był precyzyjny rachunek ekonomiczny ( autorstwa miejscowego profesora Balcudowicza), a opierał się on o genialnie prostą konstatację. Skoro inne kraje mają swoje Urzędy Miar i Wag – Kopolska własnego nie potrzebuje bo może stosowne ekspertyzy zakupić za granicą, w krajach, których rządy są  na tyle naiwne że łożą na takie szkodliwe socjalne działania. „W sumie” – rozumował Balcudowicz – „zysk jest potrójny. Wzrasta PKB – bo mamy wymianę handlową, to raz! Wzmacniamy własną gospodarkę bo zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć np. na śnieg Zakpocponem podczas Igrzysk Zimowych co zelektryzuje turystykę i da w konsekwencji większe przychody ze sprzedaży skór baranich. Po trzecie – obniża konkurencyjność gospodarek państw konkurencyjnych – bowiem to one muszą łożyć an tę całą naukę i technikę, a my nie!”. Tak tedy udało sie połączyć w jednej decyzji o obniżeniu finansowania nauki dwa iście makiaweliczne cele – szkodzenie konkurentom i troskę o rodzimy dynamiczny rozwój przedsiębiorczości.

    Pewnym cieniem na ogólnej radości z organizacji Euro 2012 położył się fakt, że pracownicy Urzędu Miar i Wag w Sewrkach nie chcieli poddać się bez walki. Założyli komitet protestacyjny i ogłosili natychmiast strajk głodowy. „Dosyć knowań lobbystów osłabiających konkurencyjność gospodarki” – pisali w prasie eksperci ekonomiczni Niezależnego Instytutu Sobiepański, profesorowie Rybczyński i Orczyński. Jednak informacji o samym strajku głodowym nie podano w żadnym z dzienników i gazet całkowicie niezależnych od rządu a to z powodu prośby ministrów Finansów by nie psuć tak doniosłej w historii kraju chwili. Oto po raz pierwszy Kopalska wystawiała imprezkę dla całego świata i obiecała wziąć na siebie rachunek za koszta! I rzeczywiście – z początku nękały ministrów telefony z Sewrków pod Warwszawą gdzie instytut miał swoją siedzibę. Po kilku jednak miesiącach telefony sie nagle urwały, i sprawy dalej nie drążono. Właściwie nie wiadomo o losach Sewrków nic więcej, bowiem w ramach programów oszczędnościowych zlikwidowano zarówno plany budowy metra do Sewrków jak i linie autobusów podmiejskich. Tytułem dygresji dodajmy że w budżecie na rok 2020 planowana jest rządowa wyprawa krajoznawcza, w skład której mają wchodzić Warwszawscy urzędnicy, przedstawiciele magistratu i geodeci, a to w celu oceny stanu kształtu ziem w tych okolicach w tym określenia kto je zamieszkuje. Może ręka przyszłego geodety natrafi na resztki sprężarek które onegdaj, w epoce kiedy nie liczono sie z wydatkami, służyły tylko temu by wysysać podatki z prywatnego przedsiębiorcy?

    Powyższa cześć opowieści, dotycząca Kopolski i jej makiawelicznych planów obciążania kosztami nauki krajów ościennych, nosiła znamiona humorystyczne, można by więc nazwać ja częścią komiczną. Jak to w sztuce przejdziemy teraz do części tragicznej.

    W dalekiej Pasmanterii produkującej towary dziewiarskie, a to gumę do majtek nawijana na szpule, perkale w belach i szaliki na metry, od wielu już lat prowadzono aktywną politykę neoliberalną. Ustalono że największym skarbem człowieka jest pieniądz, a kiedy już takie ustalenia powzięto, reszta poszła łatwo. Kraj ów, z dawna pogrążony w stagnacji i marazmie, doznał ożywczego rozbudzenia kiedy dla początku zamknięto w więzieniach z 200 czy 300 milionów obywateli ( obywatele są w Pasmanterii niewielcy, nieco pożółkli i niesłychanie tani) po czym zachęcono ich przykładem i dobrotliwą perswazją, tudzież ściśle kontrolowanym – przez specjalistów oczywiście – wydawaniem jedzenia, do jeszcze wydajniejszej pracy. Uzyskane fundusze członkowie władz rządzącej Partii Pasmanterii zabrali dla siebie – bowiem tylko prywatny kapitał może dać prawdziwy wzrost gospodarczy – by przeznaczyć na inwestycje w nowe, tym razem już prywatne ośrodki gospodarczego odosobnienia. Tym razem jednak działano już w neoliberalnym założeniu, ze skoro gospodarka najlepiej ma sie przy braku krępujących przepisów, to i wydawanie jedzenia jest niepotrzebnym kosztem działalności przedsiębiorstw i powinno być zmartwieniem pracowników co będą jedli. Zastosowano sprawdzone wzorce budowy społeczeństwa w pełni neoliberalnego i zaiste, każdy mógł dostać za umiarkowaną opłatę wędkę ( ale nie rybę!), a to w nadziei że chcąc złowić coś na obiad, kupi jeszcze, przymuszony głodem i żyłkę i haczyki i robaki. Przyznacie że strategia taka ma spore szanse powodzenia skoro osoba która w nią dała się wciągnąć, była tak naiwny że kupiła wcześniej wędkę bez żyłki i haczyków…

    Działania takie odniosły tak wilki sukces, zwłaszcza w tym, ze produkty z Pasmanterii były tańsze niż cokolwiek wyprodukowanego gdziekolwiek na całym świecie, że inne kraje zachęcone przychylnością lokalnych władz, zaczęły inwestować w Pasmanterii swoje fundusze. Pasmanteria urosła do rangi gospodarczego mocarstwa, a to dzięki całkowitej likwidacji jakichkolwiek zobowiązań państwa wobec obywatela, co przyciągnęło rzutki biznes z całego świata, bowiem nic tak nie poprawia zysków w biznesie jak rezygnacja z niepotrzebnych skrupułów. I faktycznie zaprawdę trudno było na całym świecie znaleźć kraj w którym nie noszono by majtek z gumka z pasmanterii czy szalika odciętego z beli szalików Made by Pasmanteria, zaś profesor Balcudowicz osobiście deklarował, że gdyby nie historyczne ograniczenia jakim podlega społeczeństwo ( tzw. (c)hamo robotus) w Kopolsce, już dawno zbudowałby w niej dryga Pasmanterie. Pasmanteria utrzymywała kontakty gospodarcze z całym światem, w tym oczywista także z Kopolska, a nawet jej przedstawiciele zostali zaproszeni na rzeczone obchody Euro 2012 w Kopolsce, zas ich naprędce stworzona drużyna złożona z emerytowanych pracowników fabryki gumki do majtek zdołała pokonać reprezentację gospodarzy w stosunku 5:2 co ciekawe nie strzelając przeciwnikom ani jednej bramki – gdyż tak nakazuje Pasmanteryjny dobry obyczaj! I właśnie wtedy w Pasmanterii specjaliści od Marketingu i Promocji goszczący w Kopolsce, w bliżej nieokreślony sposób wywiedzieli sie prawdy o sytuacji w Instytucie mierniczym Miar i Wag w Sewrkach pod Warszawą i wpadli na iście szatański plan.

    Do każdej beli perkalu, do każdego sznurka z koralikami, do każdej szpuli gumki do majtek, byle tylko eksportowanego do dalekiej Kopalski, zaczęto dołączać gratis – 20-30 metrów krawieckich. Pasmanteria przedukuje jak wiadomo głownie na eksport, zaś Kopalska głównie importuje. Skutek tej genialnej operacji był zaś taki, że cały rynek Kopalski został zalany nie tylko tanią gumka do majtek, ale i spora ilością darmowych metrów krawieckich produkcji Pasmanteryjnej.

    Nie minęło wiele czasu, gdy zatroskani patrioci z Konfederacji Pracodawców Prywatnych podnieśli protest. „Plan Balcudowicza nie działa!” – wołali przedsiębiorcy – „Nie opłaca sie nam zarabiać! Dławią nas bowiem nadmierne koszty!” – konstatowali ze zgrozą – „Dlaczego mamy kupować drogie metry krawieckie z krajów ościennych, skoro do każdej nieledwie zakupionej gumki do majtek, dostajemy Pasmanteryjny metr – za darmo! Dosyć wspierania obcego kapitału! Dosyć kupowania za granica za dewizy – metrów krawieckich.” Tu głos zabrał profesor Balcudowicz, ów wielki nauczyciel narodu, i z uśmiechem powiedział: „A nie mówiłem? Oto jak światło ekonomii rozprasza ciemnotę i gnuśność! Czyż nie powiedziałem Wam, ze Wolny Rynek rozwiążę wszelkie problemy ( w dłuższej perspektywie oczywiście)?” I dalej wyjaśnił że przecież oto widomym znakiem jak efektowna jest gospodarka neoliberalna oparta zasadzie braku zasad, jest to że nie tylko każdego stać na kilometry gumek do majtek, więc pomimo że co chwila pękają, to jeszcze każdy ma teraz własny – metr krawiecki – za darmo! „Hura!” zakrzyknęli Prywatni Przedsiębiorcy oczekujący nadal na zlikwidowanie ZUS „hura!” – w charakterystyczny dla siebie, intelektualnie powściągliwy, sposób zgodził sie profesor i podali sobie ręce. Zaś minister Rozstówski zanotował śliniąc ołówek, w swoim sztambuchu „+0.3 do PKB, z tytułu ograniczenia importu nieracjonalnie drogich metrów krawieckich z państw ościennych opętanych łożeniem na działania socjalne jak nauka i R&D „. „To będzie razem 7.5%” – skonstatował z zadowoleniem patrząc w sufit.

    Jak wiadomo, nawet w naszym realnym świecie, firmy lokalizują produkty. Czekolada, kawa czy środki czystości na rynek polski i niemiecki nie są takie same. Niby kupujemy te same marki, ale za swoje pieniądze, dostajemy jednak jakby nie to samo. Jak widać logistycznie to prosty i wdrożony proces, nawet w naszym całkiem realnym świecie, a co dopiero w fikcyjnej rzeczywistości Kopalski i Pasmanterii!

    Ponieważ Pasmanteria produkuje gumkę do majtek głownie na eksport, a płatności zachodzą „od metra”, jest rzeczą zrozumiałą, że przy obrocie gumami do majtek idącym w milady metrów, „zmniejszenie” metra o 1 milimetr, daje Pasmanterii całkiem pokaźny zysk! I to mieli na uwadze specjaliści z Centralnego Komitetu Marketingu i Promocji Pasmanterii Ludowej. Niepostrzeżenie, tajni pracownicy poumieszczani w przedsiębiorstwach Pasmanterii, przed pakowaniem rzeczonych gratisów – metrów krawieckich – ucinali z każdego po 1 mm. Do spisku włączono oczywiście członków Partii pasmanterii i poniektórych, patriotycznie nastawionych przedsiębiorców. Grono to było całkiem spore, tak jednak oddane sprawie neoliberalizmu na świecie, że przez bodaj 20 czy 30 lat nikt w Kopalsce nie dowiedział się o tych faktach! Każdy transport gumy, jeśli opiewał 10 km nawinięte na szpulkę – czyli 10 000 m – w istocie był krótszy o 10 m. Każdy szalik, długi na 2 m, dawał wymierne oszczędności przędzy jedwabnej, płaszcze były krótsze, buty ciaśniejsze, poradzono sobie jednak zmieniając numeracje tak by każdy dostawał to co chciał – a to mniejszy numer płaszcza, a to większy buta. Skoro poniechano relacji miedzy faktycznym rozmiarem ubrania a numeracją – o numeracji zaczęły decydować potrzeby emocjonalne klienta!

    Pojawiły sie nawet prace ekonomiczne, znanych teoretyków neoliberalizmu, dowodzące że nikt w ten sposób nie doznawał uszczerbku. Rzeczywiście – nikt w Kopolsce nie był w stanie tego sprawdzić – bo i jak, skoro niemal wszystkie metry krawieckie pochodziły z Pasmanterii i były krótsze o 1mm od „the length of the path travelled by light in vacuum during a time interval of 1/299,792,458 of a second.” – czego zresztą i tak nikt w Kopolsce nie rozumiał. Na ekspedycję do Sewrek pod Warwszawą, gdzie może jeszcze jest jaki uczony z dawnego Urzędu Miar i Wag, trzeba by poczekać do 2020 roku więc na razie nic z tego. Skoro zadowolenie klienta jest kategorią subiektywną, czyż można mówić tu o szkodzie? Przecież za taki wzrost kosztów z tytułu większej długości materiałów w ubraniach ktoś musiałby zapłacić – i musiałby być tym kimś właśnie klient, bo któż inny? Czyż alternatywa nie byłoby po prostu podniesienie ceny szalika, majtek czy płaszcza, gdyby miał on obiektywnie mieć długość 1m, a więc o 1mm więcej niż obecnie? Cóż zresztą znaczy słowo obiektywnie, w ekonomii, gdzie jak wiadomo każdy ma własną krzywą użyteczności a wartość dóbr materialnych wynika z popytu? Nie sposób zaprzeczyć że na owe brakujące 1mm szalika nie ma popytu żadnego – nie możemy tedy mówić o kradzieży, bo kradzież oznacza przywłaszczenie rzeczy o jakiejś wartości! 1mm szalika dla klienta wartości nie ma żadnej! Podnoszono nawet głosy że jest to działanie w istocie dobroczynne, bowiem w istocie obniżanie kosztów przynosi zysk producentowi nie przynosząc szkody konsumentowi ( bo i jaka tu szkoda? Czytelniku czy gdybyś dostał krawat krótszy 1 lub 2 atomy doznałbyś szkody?) Grono ekspertów ekonomii przy IMF uznało, że takie działanie to czysty postęp gospodarczy, a przy tym jaki ekologiczny!

    Warto pamiętać, że ekologiczny dobroczynny spisek ów, zorganizowany był i w taki sposób, że w razie wpadki zawsze można powiedzieć że gratis to gratis i że został zmniejszony po to by być tańszy…a w promocjach reklamacji nie uwzględnia się. Zresztą o jakiej wpadce może być tu mowa? O kontroli metrów krawieckich w całek Kopolsce? Przecież po pierwsze kontrole to rzecz kosztowna i z dawna w związku z czym zarzucona, po szczegółowych dowodach profesora Rostówskeigo że przynoszą one więcej szkody gospodarce niż pożytku. Po drugie kto miałby to zrobić? Sanepid w Kopolsce wyznaje zasadę „co cię nie zabije to dozwolone” jak państwo pamiętacie może z „afery solnej” która pokazała że nie liczą się normy przemysłowe i znaki CE, HACAP itp. tylko to czy dodatek do żywności jest szkodliwy czy nie. Cement, gips, tłuczeń kamienny, piasek w soli, kaszy i cukrze – wszystko sa to nieszkodliwe a przez to całkowicie dozwolone dodatki spożywcze, tzw. wypełniacze – orzekł Sanepid w Kopolsce. Oczywiście rzecz cała w proporcjach – 60% tłucznia wapiennego w soli to wartość cokolwiek spora i może wywoływać pewne sensacje żołądkowe – pamiętajmy jednak że ekonomia sama reguluje te sprawy i w soli zamiatanej miotła ze składu na wolnym powietrzu tłucznia nie będzie więcej niż 10-15%. Zaś krytykanckie pomysły malkontentów, że poniektórzy będą dosypywali do soli piasek dla zysku można od razu odrzucić – piasek, zwłaszcza tzw. frakcje płukane, sa surowcem drogim. No i nie zapominajmy że często wina leży po stronie konsumenta, który nie sprawdza dokładnie co je. Ale uciekliśmy w nieistotne dygresje.

    Całą operacja zakończyła sie sporym sukcesem – zaś przemysł Pasmanterii zanotował spore oszczędności w relacjach handlowych z Kopolską. Nic jednak nie trwa wiecznie. Rzecz sie przedostała do gazet. Bynajmniej nie w Koplsce, w Kopolsce gazety odmówiły publikacji tekstów tak jawnie godzących w zmysł ekonomiczny narodu. Rzecz rozdmuchały gazety zagraniczne państw, które hołdowały wydatkom na naukę i utrzymywały własne Urzędy Miar i Wag, miały własne i rzetelnie działające Sanepidy, Sądy i Komisje, i oczywiście oczekiwały od przedsiębiorców i kooperantów obiektywnej zgodności z jednostkami wyznaczonymi przez systemy metryczne. Opublikowano w zagranicznej prasie całą serię artykułów w których przedstawiały powyżej opisaną sytuację jako przykład zgubnego braku zasad kontrolowanych przez silne instytucje rządowe.

    Prawda, rzad w Kopolsce nigdy nie przyznał sie do popełnienia błędu, a to w trosce o morale społeczeństwa. Głos jednak zabrał profesor Bacludowicz, ów wielki nauczyciel narodu, który powiedział „”A nie mówiłem? Oto jak światło ekonomii rozprasza ciemnotę i gnuśność! Czyż nie powiedziałem Wam, ze Wolny Rynek rozwiążę wszelkie problemy ( w dłuższej perspektywie oczywiście)? „. Mimo to sprawy nie pozostawiono samej sobie. Przez krótki czas sytuacja wisiała na włosku kiedy dziennikarze puścili kaczkę, że MSZ Kopolski rozważa wypowiedzenie wojny Pasmanterii. Szybko jednak okazało sie że szefowi MSZ Kopolski chodziło o wojnę w tym znaczeniu  – które MSZ Kopolski czy Pasmanterii – będzie miał więcej lajkujących na na twitterze. Pomimo takiej eskalacji konfliktu, szefowie finansów obu krajów doprowadzili do spotkania. W tajnej rozmowie na najwyższym szczeblu z przedstawicielami Pasmanterii Ludowej, minister Rozstówski zapytał wprost: „A metry krótsze o 1mm? Ładnie to tak?” i pogroził palcem, na co Wysoki szósty sekretarz urzędu ds. kontaktów z krajami trzeciego świata, w randze starszego referenta – przewodniczący delegacji Pasmanterii na bilateralne rozmowy z rządem Kopolski – odparł: „Trzeba było kupować za granica metry, a nie używać gratisów!” a potem szczerze rozłożył ręce i z uśmiechem rzekł: „I co? Wojnę nam wypowiecie? ;-)”

    Na całe szczęście Kopolska zdobyła prawa do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Zakopconem – Zakopcone 2015. Pasmanteria obiecała udzielić Kopolsce kredyty na ich organizację i dodatkowo dostawy po preferencyjnych cenach materiałów budowlanych w metrażu, o sprawie 1mm dłużej już nie mówiono. Całą rzecz tedy zakończono ugodą i do wojny, na twitterze n alajki, oczywiście, nie doszło więc przyparta do muru Pasmanteria zdołała wyjść z konfliktu  twarzą. Strategia szefa MSZ Kopolski jeszcze raz okazała swą szatańską skuteczność.

    Wszystko dobre co sie dobrze kończy, jak to mówią…