Sopot.jpg

    W najnowszej Pauzie Akademickiej opublikowano mój artykuł, dotyczący analizy Polska 2050. Z powodu ograniczeń jakie zakłada PAUza dla tekstów tego typu – do 6000 znaków łącznie ze spacjami – opublikowana wersja jest krótsza niż to co oryginalnie napisałem. Poniżej znajduje się pełna wersja tekstu – około 20 000 znaków. Kto ma cierpliwość niech czyta ;-) a każdy i tak niech PAUzę subskrybuje, bo to ciekawy periodyk.

     Proszę wybaczyć mi frywolny wstęp – pozwolę sobie jednak na pewnego rodzaju dykteryjkę. Wczoraj oglądałem w telewizji „Skarb narodów” z Nicolasem Cage. W jednym z dialogów, główny bohater rozważa plan bardzo zuchwałej, choć dokonywanej w zbożnym celu, kradzieży. Rzecz jest niemal niemożliwa do wykonania, na co zwracają mu uwagę jego rozmówcy. Replika brzmi mniej więcej tak ( piszę z pamięci): „Edison kiedy konstruował żarówkę, eksperymentował i kosztowało go to ponad 200 porażek. Wolałbym nazwać je poszukiwaniami”.

    Chciałbym zwrócić uwagę czytelników PAUzy na pewien dokument. Chodzi mianowicie o raport zatytułowany „Polska 2050”, a przygotowany przez zespół autorsko-redakcyjny: Michał Kleiber, Jerzy Kleer, Andrzej P. Wierzbicki, Bogdan Galwas, Leszek Kuźnicki, Zdzisław Sadowski, Zbigniew Strzelecki. Raport ów znajduje sie w wersji elektronicznej pod tym adresem (aby ściągnąć opracowanie w formacie pdf proszę klikać w link pod słowem „Numery” ) Obecnie minął już ponad rok od jego publikacji, i zapewne wielu czytelników tezy raportu zna, warto jednak, jak sądzę, wspomnieć o nim także na łamach PAUzy, mając na uwadze tych którzy nie są świadomi jego istnienia.

     Od razu ostrzegę czytelników że raport jest obszerny. Publikacja, podzielona na kilka części liczy łącznie ponad 120 stron. Nie jest to także lektura łatwa, także z uwagi na używanie pewnej ilości, trzeba przyznać niezbyt wielkiej, żargonu. Jednocześnie jest to publikacja ze wszech miar ambitna i wydaje się unikalna. Na „polskim rynku dyskusji” zdaje się nie ma wielkich tradycji dyskusji o oczekiwanej czy pożądanej przyszłości. Jak wiemy w naszych sporach publicznych przeważają raczej analizy tego co było, często dawno temu, a zwłaszcza tych spraw których znaczenia i wpływu nie sposób już mienić. W przypadku tej publikacji rzeczy mają się zgoła inaczej.

    Znany slogan głosi że przewidywanie jest trudne, zwłaszcza przewidywanie przyszłości. Autorzy raportu który państwu polecam dokonali pewnego rodzaju podsumowania stanu Polski w chwili obecnej i odnosząc się do widocznych współcześnie problemów, zarówno tych specyficznie Polskich jak dotykających większe społeczności, dokonali ekstrapolacji w przyszłość. Analiza ta, moim zdaniem wypadła całkiem ciekawie. Po pierwsze autorom udało sie uniknąć zbytniego roztrząsania tych problemów które dziś ważne, w przyszłości ważne być nie muszą. Dokonano to dzięki sprytnemu uogólnieniu obecnie dostrzeganych problemów. Dla lepszego zrozumienia, posłużę się przykładem miejsca jakie w raporcie zajmuje ekologia. Autorzy oczywiście napominają o globalnym ociepleniu, jednak kwestię ta określają docelowo po prostu zwrotem „kwestie ekologiczne” i zwracają uwagę, że nie odgrywały one niemal żadnej roli w dziedzinie polityki czy w gospodarki jeszcze w latach 70-tych ubiegłego wieku. W późniejszym jednak okresie stały się na tyle znaczące, że kwestia problemów ekologicznych zaczęła ogniskować nie tylko uwagę społeczną ale także polityków i przedstawicieli biznesu. Dziś nie sposób znaleźć produktu który by w ten czy inny sposób nie podkreślał swojej pozycji ekologicznej. W konsekwencji „kwestie związane z ekologia” są w raporcie traktowane jako jeden z elementów które będą kształtować rozwój społeczeństwa. Autorzy unikają przy tym określania konkretnych problemów związanych z ekologią – dla treści raportu jest to obojętne. Podobnie potraktowano sprawy rozwoju „gospodarki wirtualnej” ( opartej na spekulacjach wirtualnym pieniądzem – instrumentami pochodnymi itp. ), „nierówności społecznych”, „rosnącego wpływu korporacji na politykę państw” i wielu innych czynników. Po opisywanym uogólnieniu autorzy dokonali podziału czynników na wewnętrzne i zewnętrzne. Następnie zaś określono na które z nich rząd i społeczeństwo kraju będzie miało wpływ a które pozostaną poza naszymi zdolnościami wpływania na nie i kształtowania. Polska jako kraj średniej wielkości zarówno w sensie demograficznym jak i gospodarczym, w odniesieniu do sporej części takich ogólnych czynników jest raczej podmiotem niż aktywnym graczem. Jako kraj mamy bardzo niewielki wpływ na kształt powiedzmy rynków finansowych świata. Jednocześnie istnieją takie czynniki rozwoju na które wpływ mamy – na przykład obejmuje to czynniki związane z demografią, ochroną zdrowia, sprawnością infrastruktury czy przede wszystkim edukacją.

    Dzieląc się z czytelnikami opinią na temat raportu, i zachęcając do jego przeczytania, chciałbym zwrócić uwagę na dwie jego, ważne cechy. Jedna z nich mieści się zapewne w celach jakie sobie postawili autorzy w sposób oczywisty. Opracowane scenariusze rozwoju kraju w niczym nie przypominają wróżb Pytii. Zawierają całkiem konkretne zalecenia, co więcej zalecenia które wydają się mieć wartość zarówno polityczną jak i gospodarczą. Wielką uwagę autorzy zwracają na znaczenie innowacyjności, edukacji i potencjału wzrostu związanym z osiągnięciami jakich udało się dokonać w mijających 20 latach od czasu przemian lat 90-tych. Wszakże raport tego typu byłby nic nie wart, gdyby nie określał tych elementów które stanowią zagrożenie. I tu właśnie mamy do czynienia z owa drugą cechą, która pragnę omówić nieco szerzej.

    Jak wiadomo istotnym elementem każdej dyskusji jest język w jakiej się ja prowadzi. Nie chodzi oczywiście o kwestie czy jest to język Polski czy Angielski. Mam tu na myśli raczej używany zespół pojęć. Ciekawą cechą współczesności jest to, ze język ekspertów rządowych, język prasy, radia i telewizji, język jakim kontaktuje się z nami władza, stał się szalenie ubogi, a przynajmniej homogeniczny. Właściwie stale dyskutujemy o tym samym – o pieniądzach. Właściwie jest to moim zdaniem podstawowa wartość raportu, a polega ona na użyciu słów które na co dzień niemal nie pojawiają się w słowniku przeciętnego obywatela ale i polityka. Dyskusja w Polsce w sposób oczywisty zogniskowana jest na kwestiach rozwoju gospodarczego. Trudno się temu dziwić, bowiem z jednej strony zanotowaliśmy spory wzrost gospodarczy co stanowi o sukcesie przemian transformacyjnych jakie nastąpiły po upadku minionych struktur politycznych. Z drugiej strony skoncentrowanie na kwestiach gospodarczych wymusza optykę krótkiego horyzontu czasowego. Przysłowiowa „daleka przyszłość” dla księgowego to najwyżej kwartał. Osoby pracujące w biznesie wiedzą że większość firm w najśmielszych planach gospodarczych działa w horyzoncie co najwyżej kilkuletnim. Oczywiście istnieją znaczące wyjątki – działalność naukowa, także związana z badaniami R&D w biznesie, niektóre formy inwestycji całkowicie nieznane w Polsce ( np. inwestycje w tereny zalesione podejmowane w Kanadzie czy USA przez podmioty prywatne w celu pozyskania surowca – drewna. Warto nadmienić że są to inwestycje miliardowych wartości), czy cykle związane z przemysłem wydobywczym mają czasowy zasięg dziesięcioleci. Nie jest to jednak standard w przypadku „typowej firmy”, ani w odniesieniu do procesów zarządzania związanych powiedzmy z strukturami politycznymi jak ministerstwa finansów krajów gdzie mamy zwykle planowanie roczne z pewna formą sięgania w przyszłość co najwyżej od wyborów do wyborów co oznacza okres kilku lat.

    W tak krótkiej perspektywie czasowej pewne czynniki nie ulegają zmianie, uznajemy je za stałe. Jak wiadomo droga od wynalazku do jego zastosowania skraca się w eksponencjalnym tempie. Na zastosowanie maszyny parowej przyszło czekać dziesięciolecia, zastosowanie lasera pojawiło się w ciągu kilku lat. W tak krótkim okresie czasu nie ulega zmianie ani struktura demograficzna społeczeństwa, ani jego obyczaje. Ten znany fakt mówi o pojawieniu się zastosowania. Co jednak wiemy o zastosowaniu powszechnym, dostępnym wszędzie i dla każdego? Okazuje się że tu zmiany nie są aż tak szybkie. Powszechne użycie telefonu zajęło ponad 30 lat od jego wynalezienia i taki sam okres czasu obejmuje powszechna dostępność nie tylko telewizji ale i telefonii komórkowej i internetu! W tak długiej skali czasowej ani demografia ani kwestie kulturowe nie pozostają stałe. O ile w przemianach szybkich głównym czynnikiem decydującym o ich powodzeniu jest odpowiednie dobranie grupy docelowej przemian i zapewnienie finansowania dla zajęcia niszy rynkowej, o tyle w przypadku zmian rozciągających się na pokolenia mamy do czynienia z niebanalnym splotem mechanizmów społecznych, kulturowych i demograficznych. Dosyć znanym faktem jest że obecnie odbiorcami telewizji sa głównie osoby dojrzałe i starsze. Ludzie młodzi czerpią raczej z zasobów internetu i co ciekawe, nie tylko oni właśnie kształtują jego rozwój, ale i on kształtuje ich potrzeby – kulturalne, edukacyjne, związane z stylem życia i aspiracjami. Kiedy mówimy o zmianach rozciągających się na pokolenia – chciałoby się krzyknąć „kultura głupcze!”. I to właśnie czynią autorzy raportu ujmując to szerzej i zwracając uwagę na kluczowe w długim czasie kwestie cywilizacyjne. W dłuższym okresie czasu to kwestie cywilizacyjne zadecydują czy kraj będzie się rozwijał. Kwestie te obejmują rzeczy które często w dyskusji na temat wzrostu gospodarczego są pomijane, w Polsce wstydliwym, milczeniem. To właśnie w tym obszarze panuje zdumiewająca pustka językowa. W tym właśnie upatruje szczególną wartości raportu – dyskutując o dalekiej przyszłości odchodzimy od instrumentalnego podejścia ekonomicznego, a dostrzegamy wagę kwestii od ekonomii bardziej fundamentalnych.

    Raport rozpoczyna się od podsumowania czy też diagnozy stanu obecnego Polski. A jest ona taka, że choć mijające od upadku PRL 20 lat przyniosło wzrost PKB, rozwój gospodarki i rynku finansowego w Polsce, za zmianami tymi nie poszły konieczne zmiany cywilizacyjne. Szczególną uwagę autorzy poświęcają tu trzem sprawom. Po pierwsze w wielu raportach i opracowaniach Polska wypada jako kraj o bardzo niskich miarach wolności gospodarczej. W pierwszej chwili jawi sie to jako paradoks, ale uważne zastanowienie nie przynosi zaskoczenia – zmiany związane z Planem Balcerowicza głównym paliwem rozwoju uczyniły zagraniczne inwestycje co spowodowało że zapewniono tym przepływom szczególną łatwość. Dbaniu o rozwój przemysłu rodzimego nadano niski priorytet, skupiając sie raczej na odtwórczym imporcie technologii co w efekcie doprowadziło do sytuacji w której podstawowym mechanizmem rozwoju kraju jest pieniądz i biznes pochodzący z zewnątrz. Wydaje się że konsekwencją jest taki kształt gospodarki gdzie zachodzi ograniczanie mechanizmów konkurencji gospodarczej w odniesieniu do zajętych na rynku pozycji. Typowym przykładem może być tu przemysł stoczniowy który w Polsce upada, zaś rozwija się świetnie na przykład w Niemczech. Polskie stocznie nie mogły wytrzymać konkurencji z stoczniami innych krajów, także i dlatego, ze współcześnie budowa statków i okrętów wymaga stosowania nowoczesnych mechanizmów technicznych jak komputerowy design, nowoczesna elektronika i rozwinięta technologia silników, których kraj w którym nie łożono na rozwój naukowy i techniczny nie mógł sprostać. Niemiecki inwestor, jeśli w ogóle, chętnie zleciłby w Polsce wykonywanie prac niezaawansowanych technicznie. Z pewnością nie rozwinie tu, z ramach jakiejkolwiek kooperacji, samodzielnego centrum R&D. Jeśli rozwinie jakiekolwiek centrum R&D dokona tego w sposób całkowicie zabezpieczający swoją własność intelektualną – co oznacza że miejscowi pracownicy nie będą wręcz pojmować sensu wykonywanej pracy ( wiem jak to wygląda z pierwszej ręki, pracowałem w bodaj największym Polskim centrum R&D firmy Avio – biurze konstrukcyjnym opracowującym projekty silników lotniczych). Tu dochodzimy do kolejnego elementu.

 
    Edukacja we współczesnym świecie urasta do roli fundamentu wzrostu. Zwroty takie jak „gospodarka oparta na wiedzy” i „innowacyjność” odmieniane przez wszystkie formy przez ministrów, opierają się na zapewnieniu stosownego poziomu finansowego badań i edukacji powszechnej. Według autorów raportu upowszechnienie wykształcenia wyższego w świecie postępuje w szybkim tempie i w przyszłości należy oczekiwać nasilenia się tej tendencji. Na globalnym rynku pracy i atrakcyjności inwestycyjnej zasoby wykształconej siły roboczej zajmują i będą zajmować bardzo wysokie miejsce. Strach jaki spogląda w oczy tym którzy w związku z robotyzacją i automatyzacją obawiają się o swoje miejsca pracy, daje się rozwiać tylko dzięki upowszechnieniu wykształcenia i postawieniu na te dziedziny które będą w przyszłości związane z nowoczesnym, skomputeryzowanym i wysoce zautomatyzowanym przemysłem. Z doświadczenia autora wynika, że człowiek niepiśmienny i źle wykształcony nie jest w stanie obsługiwać pracy nowoczesnej, skomputeryzowanej obrabiarki, nawet jeśli jego praca sprowadza się do uruchamiania stosownych trybów pracy urządzenia i dostarczania przepływu materiałów produkcyjnych. W przyszłości pracodawcy będą wymagać wysokiej kultury technicznej nawet od pracowników niskiego szczebla ( 20 lat temu obsługiwać komputery umieli wyłącznie wysoko wykształceni pracownicy. Dziś jest to fundament by zostać przyjętym do niemal jakiejkolwiek pracy. Nadal źle wykształcony pracownik, przy użyciu komputera, może spowodować niezwykle kosztowne straty dla firmy. W istocie jest to znacznie prostsze i szybsze, niż przy użyciu przysłowiowego młotka ). Raport podkreśla że nie tylko upowszechnienie ale i jakość edukacji ma znaczenie. W gospodarce opartej na usługach, jakość wykształcenia ma wtórne znaczenie, jednak gospodarka taka nie jest w stanie zapewnić nie tylko wzrostu, ale i utrzymania kraju o takim potencjale demograficznym jak Polska. By rozwijać się trzeba coś produkować, nawet jeśli ta produkcja ma mieć charakter imitacyjny i wtórny, a to wymaga wykształconej kadry związanej z przemysłem. W krajach doceniających potencjał wzrostu związany z innowacyjnością i kreatywnością, nakłady na naukę i edukację są wielokrotnie wyższe niż w Polce, o czym pisano już aż do całkowitego znudzenia i znieczulenia na ten argument. Raport zwraca uwagę na pewien istotny element, który w dyskusji nie zawsze bywa podnoszony – na finansowanie badań i rozwoju w krajach o dużym potencjale wzrostu składają się nie tylko fundusze publiczne ale i firmy prywatne. W Polsce z powodu formy wynikłej na skutek transformacji ustrojowej – a więc z powodu tego że kapitał prywatny w Polsce to głównie kapitał zagraniczny – jest to niemal nieobecny czynnik rozwoju. Stanowi to zdaniem autorów raportu bardzo duże wyzwanie – wzrost nakładów na naukę i edukację musi nie tylko zostać powiększony ale powinna nastąpić także zmiana jego struktury – i część kosztów muszą ponosić przedsiębiorstwa prywatne. W innym wypadku nie uzyskamy odpowiednich kwot. Z drugiej strony aby firmy prywatne rozpoczęły tego typu działania, konieczne jest by kraj dysponował kluczowym dla opłacalności takiej inwestycji zasobem – wykształconymi ludźmi. Kraj wielkości Polski nie może sobie pozwolić na ograniczanie dostępu do dobrego wykształcenia. Dobrego w sensie Europejskim jeśli nie światowym. Nie musimy „produkować noblistów”, trzeba jednak posiadać kadry wartościowe dla przemysłu – biotechnologów, chemików, inżynierów, designerów, informatyków, matematyków, fizyków – w stosownych proporcjach. Kluczowy jest tu zwrot – posiadających dobre wykształcenie – bowiem nie chodzi o kształcenie w kierunkach które nie są interesujące dla rynku pracy i budowanie kłopotliwej społecznie sytuacji pauperyzacji wykształcenia wyższego i tak zwanego prekariatu. Na rynku edukacji liczy się jakość i doświadczenie. Doświadczenie wymaga gospodarki która umożliwi jego zdobycie.

 
    I tak dochodzimy do trzeciego elementu warunkującego rozwój gospodarczy w skali 40 nadchodzących lat – nierówności społecznych. Kraj wielkości Polski nie może sobie pozwolić na marnotrawienie swoich zasobów, a jak widzieliśmy najważniejszym zasobem, w nadchodzącej przyszłości, będzie wykształcona młodzież. Młodzież która zna języki, jest gotowa uczyć się całe życie, nadążać za zmieniającymi się potrzebami rynku pracy. niestety obecnie kraj nasz ma jedną z największych rozpiętość nierówności społecznych w Europie czy nawet w krajach OECD. Mamy rekordowo wysoki tzw. indeks Giniego. Znaczenie tego faktu jest bardzo istotne – i o tym także piszą autorzy raportu – w dwójnasób. Po pierwsze nie wykorzystujemy całego potencjału rynkowego jaki posiadamy. Wzrost gospodarczy napędzamy jest w sporej mierze konsumpcją powszechną. Konsumpcja elit jest w skali gospodarczej świata niemal nieistotna. Największe firmy giełdowe zarabiają na dostarczaniu usług powszechnych a nie na obsłudze elity. Obszary biedy i wykluczenia oznaczają niewykorzystany potencjał wzrostu gospodarczego. Poszukiwania pracy przez ludzi z takich obszarów są utrudnione nie tylko przez brak aktywności ale także i przez stan infrastruktury wspomagającej społeczną mobilność – sprawny i tani transport publiczny i brak budownictwa komunalnego. Drugą stroną medalu jest groźba destabilizacji politycznej. Bieda, zwłaszcza strukturalna, chroniczna, dziedziczna tworzy ekstremizmy. W skali 40 lat olbrzymia warstwa prekariatu ( młodzieży dysponującej formalnym wykształceniem, jednak bez stałego zatrudnienia) może urosnąć w Polsce do rangi poważnego problemu politycznego, który drogą demokratyczną ( populizm) lub nie ( faszyzm?) będzie domagał się swojego rozwiązania. Zauważmy przy tym, że bieda i wykluczenie nie oznacza we współczesnej Polsce zawsze braku jedzenia i zamieszkania ( choć i tak czasami, na szczęście coraz rzadziej, bywa) ale może oznaczać niemożliwe do spłaty zadłużenie, pracę w nisko płatnych zawodach w rażącym konflikcie do posiadanego wykształcenia, brak dostępu do rozmaitych usług i możliwości, brak zasobów koniecznych do założenia i utrzymania rodziny. Dla subiektywnej oceny dobrostanu znaczenie ma nie tylko obiektywna sytuacja danej osoby ale także relacje względne. Bieda w Polsce to nie to samo co bieda w Etiopii, jednak nadal może być nazwana bieda i wykluczeniem. Istnieje także inny ważny aspekt enklaw biedy. Utrzymując je marnujemy także potencjał tkwiący w ludziach. Michał Faraday miał swoją szanse bo pomimo biedy został zauważony przez mądrego człowieka. Stefan Banach był wychowany jako półsierota w niezbyt zamożnych warunkach. Żadna z przywołanych postaci nie była „synem znanego milionera”. Mimo to społeczności w których funkcjonowali potrafiły zbudować mechanizmy mobilności społecznej i pomocy które zapewniły wykorzystanie niezwykłego potencjału tych osób, a znaczenie tego faktu był dalece większe niż czysto osobisty ich sukces. Czy taka sytuacja może zdarzyć się we współczesnej Polsce z reżimem publish or perish i czysto instrumentalnym i biurokratycznym podejściem do studenta jako źródła zarobku dla uczelni?

    Ostatecznym wynikiem jaki raport przynosi są trzy scenariusze rozwoju kraju – scenariusz pesymistyczny, umiarkowanie optymistyczny – zwany także realistycznym i optymistyczny, który można by określić jako nierealistyczny. Pozostawiam czytelnikowi zapoznanie się z ich kształtem. Warto wszakże nadmienić, że w ramach scenariusza realistycznego czekają nas niemałe zmiany, na przykład związane z wprowadzeniem takich elementów jak nieustanne, w ciągu całego życia, nauczanie, lub wzrost znaczenia na rynku pracy ludzi w wieku dojrzałym i starszym, co zakłada że należy optymalnie wykorzystać ich atuty – doświadczenie i solidność. Czy Polska buduje, stymuluje lub wspiera gałęzie przemysłu w których te atuty są ważne?

    Popularne powiedzenie mówi że Pan Bóg śmieje się z ludzkich planów. Wszakże nie mniej popularny dowcip o szczęściu na loterii kończy się pointą „Najpierw kup los!”. Warto pamiętać, że to co nas czeka w pewnym stopniu podlega naszemu kształtowaniu. Wydaje się że raport „Polska 2050” mógłby stać się zaczątkiem bardzo interesującej dyskusji, w której pojawiłyby się pojęcia całkowicie na co dzień zanikłe: rozwój cywilizacyjny ( a nie tylko ekonomiczny), równość szans, potencjał tkwiący w edukacji, która z natury jest najbardziej opłacalną inwestycją, jednak z bardzo długim okresem zwrotu i wreszcie potencjał rozwoju tkwiący w budowaniu społeczeństwa powszechnego dobrobytu, w którym nie marnuje się czynników wzrostu trudnych do ujęcia w ramy raportów statystycznych. Społeczeństwa które rozumie, że Edison, który próbował bez sukcesu 199 razy, nie popełnił błędu, a znajduje się na dobrej drodze do wynalazku…