KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

    Masz ci los! Wolna wola nie istnieje.  Strasznie to modny ostatnio pogląd dyskutowany na dziesiątki sposobów. Skoro zatem każdy ma coś do powiedzenia w tym temacie, niech i ja się wypowiem, tym bardziej że nie mam szczególnych kwalifikacji. ( Dawniej mówiło się „Znacie? znamy. To posłuchajcie!” dziś należałoby to zastąpić – wobec nadprodukcji wiedzy i łatwej możliwości znajdywania coraz to nowych, nieznanych historii, powiedzeniem: „Znam się na tym? Nie! No to się zdecydowanie wypowiem!”)
     Dobry zwyczaj nakazuje streścić stan rzeczy o których się mówi. Generalnie w linkowanym powyżej artykule i w całym sporze chodzi o następującą sytuację. Oto prawa natury są wg. współczesnego stanu wiedzy, dwojakiego rodzaju: deterministyczne ( przyczynowe) i probabilistyczne. Struktura materii jest nam mniej lub bardziej znana i dla ciał makroskopowych ich budulcem sa elektrony ( definicja większość właściwości makroskopowych i chemicznych ) oraz cząstki jądrowe ( powiedzmy że kwarki) definiujące głownie masę ciała, jako że masa każdego atomu skupiona jest w jądrze atomowym ( w stosunku około 2000:1 na jego rzecz). Skoro potrafimy opisać prawa rządzące dynamiką cząstek elementarnych o których tu mowa, zatem co do zasady potrafimy opisać ich zachowanie w zespole jakim są ciała makroskopowe, jak kamień, woda, ameba, człowiek i mózg – głosi nauka. W takim razie wybór jest następujący:

  1. prawa fizyki jako deterministyczne pozwalają co do zasady określić zachowania takich systemów w sposób deterministyczny – wolna wola zatem jest złudzeniem
  1. prawa fizyki jako probabilistyczne nie pozwalają co do zasady określić zachowania takich zespołów w sposób deterministyczny – ale zarazem nie można wpływać na ich probabilistyczną naturę – zatem wolna wola jest złudzeniem
  1. prawa natury sa jakąś formą wspólną 1 i 2 – co w żaden sposób nie pozwala uniknąć wniosku że wolna wola nie istnieje

     Po pierwsze nie wiemy jaka jest natura owej probabilistyczności tych z praw fizyki kwantowej które przejawiają taką cechę. Zwyczajnie nie znamy pochodzenia owej losowości. Wiemy że nie istnieją „lokalne zmienne ukryte” pozwalające wyeliminować losowość za pomocą jakiejś procedury „losowania wartości ukrytych przed obserwatorem wielkości”. Mechanika kwantowa ma tą własność – a jest to wynik potwierdzony eksperymentalnie ( słynny eksperyment Aspectanierówności Bella  ) że wielkości które ona opisuje – pęd, prędkość, energia, czas życia itp. nie mogą być efektem operacji na takich „ukrytych wynikach losowania” zmiennych opisanych w sposób już deterministyczny, o ile owe losowania są lokalne, to znaczy ich opis wymaga znajomości wartości jakichś wielkości w małych obszarach przestrzeni w krótkich chwilach czasu. Teraz coś o czym zawsze chcieliście wiedzieć ale nie wiedzieliście jak spytać: czy mechanika kwantowa może zatem być oparta na innych rodzajach „determinizmu” zachowując swój probabilistyczny charakter. W teorii może ( w praktyce w taki czy inny sposób wyeliminowano w drodze doświadczeń do chwili obecnej właściwie wszystkie możliwości). Po pierwsze może chodzić o teorie nielokalne, cóż, użyjmy tej nazwy, w rodzaju astrologii, w której pozycja planet i gwiazd w jakiejś niezwykle wielkiej przestrzeni w sposób iście absurdalny określa wartości zmiennych kwantowych dla małego laboratoryjnego elektronu. Słowem wynik pomiaru pędu elektronu musiałby zależeć nie tylko od tego co jak sądzimy z nim oddziałuje, bo znajduje sie blisko, ale od „stanu całej reszty wszechświata” a przynajmniej od zjawisk i obiektów w bardzo dużej, w porównaniu z laboratorium przestrzeni, co być może najważniejsze, z pominięciem wyników teorii względności. Jest to możliwość raczej nie brana pod uwagę i nie znajdująca poklasku wśród fizyków. Druga możliwość jest powodem dyskusji na temat wolnej woli. Oto doświadczenia nad nierównościami Bella dopuszczają że nierówności te nie sa spełnione, bo przygotowując układy doświadczalne które je miałyby sprawdzić, niejako uprzednio, przed wykonaniem eksperymentu, tworzymy sytuacje które są w owym eksperymencie realizowane. Nie ma prawdziwego losowania, bo jako istoty zdeterminowane, pozbawione wolnej woli, nie jesteśmy w stanie nic wybrać – wybiera sie samo i ów wybór jest określony dalece wcześniej niż wykonuje sie pomiar. W efekcie mierząc korelacje kwantowe w odległych lokalizacjach, nie jesteśmy w sposób całkowicie wolny – a więc „nie zapisany uprzednio w układzie pomiarowym” – wybrać stosownych „zdarzeń pomiarowych”. Osobiście sądzę że taka możliwość jest znacznie bardziej absurdalna niż astrologia opisany wcześniej, ale jak widać dla sporej grupy uczonych – jest to możliwość nader atrakcyjna.

    Co charakterystyczne, w całym powyższym być może zbyt mocno uproszczonym przeze mnie rozumowaniu, brak jest wręcz definicji co to jest ta wolna wola, i zdaje się być to dla dyskutujących zgoła nieistotne! Jest to bodaj najbardziej zdumiewający i humorystyczny aspekt całej dyskusji – bowiem rozmaite jej strony coraz to udowadniają sobie za pomocą gedankeneksperymentów, że niezdefiniowane ściśle pojęcie – jest błędne, nie istnieje lub nie ma sensu.

    W tym miejscu przejdziemy do moich przemyśleń. Po pierwsze niewiele nowego w tym sporze! Zamiast „demona Laplace” który znałby wszystkie pędy i położenia początkowe i wydedukował z nich całą historię wszechświata, mamy mambo-dżambo z mechaniką kwantową, co nijak nie zmienia istoty sporu – znajdujemy się w samym sercu XIX. Widać ten sposób myślenia jest głęboko zakodowany w ludzkich systemach przetwarzania informacji. Tymczasem podobny paradoks, leży u podstaw termodynamiki. Przyglądnijmy sie nieco podobnemu ( choć nieco odmiennemu, chodzi o analogię) zjawisku – nieobecnemu w „prawach fizycznych” a pojawiającego się w „zachowaniu systemu”. Oto ruch cząstek wchodzących w skład gazu idealnego jest w pełni deterministyczny i odwracalny w czasie ( bo w każdym zderzeniu zachowuje sie pęd i energia) zaś gaz jako całość zachowuje sie jako system z wyróżnionym czasem – na przykład rozpręża sie samoczynnie w naczyniu, i nikt nigdy nie zaobserwował i nie zaobserwuje – dlaczego – wyjaśnia to mechanika statystyczna – samoistnego sprężenia sie gazu w jakiejś części pojemnika – ponad – ścisłe określoną przez wielkość fluktuacji – wartość. Czyli taki wniosek:

  1. ” prawa dynamiki cząstek są całkowicie odwracalne w czasie – zatem zachowanie choćby największego ich systemu – także” jest całkowicie błędny, a wykazanie tegp błędu i poznanie mechanizmów które go powodują wymagało geniusza Gibbsa i Boltzmanna i kosztowało tego ostatniego życie.

    Lekcja z tego taka, że deterministyczne czy probabilistyczne prawa mikroskopowe nie przekładają sie w żaden prosty sposób na własności układów złożonych. Warto zwłaszcza zwrócić tu uwagę na fakt, że mechanika kwantowa wyłazi tu wprost przed nasze oczy w postaci makroskopowej a kto nie wie o czym mowa niech poczyta o paradoksie Gibbsa. Nie dosyć że pojawia sie tu niebanalne zjawisko, to na dodatek następuje kwantowy efekt makroskopowy. Zaakceptować i włączyć w zespół teorii ten fakt, zanim poznano mechanikę kwantowa musiało być piekielnie trudno.

    Machanie rękami że „silna emergencja” nie istnieje jest zaklinaniem rzeczy – wygodną nazwa. Nie chodzi o to czy istnieje czy nie. Chodzi o to że nie ma obecnie żadnej możliwości określenia własności układów złożonych z więcej niż kilkunastu elementów – powiedzmy struktury wibracji cząstek organicznych – na podstawie właściwości ich części ( atomów, jonów) składowych. jest to zagadnienie przekraczające możliwości obliczeniowe wszystkiego co posiadamy. Nie znaczy to że nie da sie wyliczyć nic – pewne konfiguracje są łatwiejsze do wyliczenia – stąd istnieje coś takiego jak „sztuka przewidywania własności związków chemicznych” na podstawie obliczeń. Sztuka ta jednak ma znaczenie inżynierskie. To nie jest „metoda na wyliczenie” własności układu złożonego z wielu składników, tylko sztuka poszukiwania heurez. Fakt że obliczenia takie są piekielnie trudne i wymagające powinien stanowić bardzo ważny punkt do głębokiego zastanowienia się wszystkich tych którzy lekką ręką twierdza że skoro umieją opisać zderzenie 2 kulek, z równą łatwością opiszą zderzenie 1 mola molekuł.

    Po drugie wolna wola nie jest pojęciem precyzyjnie zdefiniowanym. jest od czasów Leibnitza całkowicie znanym wnioskiem, że redukcjonizm nie pomoże nam w zrozumieniu czym jest rozum, dusza. Leibnitz pisał, że ci którzy sądzą iż umysł ludzki działa na podobieństwo zegara, gdyby stali się małą istotą zdolną do wejścia w cudzy umysł zobaczyliby nic więcej jak tylko kółka zębate i nijak nie potrafiliby pojąc zasady ich ruchu – bowiem świadomość, umysł, inteligencja – nie sa cecha żadnego z tych kółek, ani nawet ich połączenia – ale są cechą układu kółek jako całości. Leibnitz uważał stąd – całkiem sprytnie – że obalił mechanistyczny model mózgu. Ja uważam że wskazał na piekielnie ważny aspekt sprawy w dyskusji o świadomości, wolnej woli i umyśle – że jest to cecha przysługująca całemu układowi – mózgowi, istocie ludzkiej, a nie jakiemukolwiek z elementów składowych. Każdy kto interesuje sie sztuką z pewnością zna obraz Fałata „Śnieg”.  Obraz ten oglądany z bliska wydaje sie składać z barw których zupełnie nie widać na reprodukcji, takiej jak podlinkowane zdjęcie. Podobnie obrazy impresjonistów jawią nam sie jako posiadające kolory których nie da sie na obrazach znaleźć z lupa. Nie chodzi o naiwną emergencję jako cechę polegającą na tym, ze właściwości układów złożonych sa inne niz własności ich części. Chodzi o coś ważniejszego ale i subtelniejszego. Chodzi o własności określane dopiero post factum.

Kiedy opisujemy mózg człowieka, mówimy o potencjałach elektrycznych, pompach chemicznych, synapsach i komórkach glejowych. Ten opis można prowadzić, aż do całych tkanek, jednak w pewnym momencie, chcąc zrozumieć ich własności i wzajemne relacje, zaczynamy je traktować jako funkcjonalne ośrodki zajmujące się pewnego rodzaju zadaniami. I w tym właśnie momencie rodzi się potrzeb użycia pojęć, które nie są nijak związane z obrazem mikroskopowym. Nie jest to własność części – jest to już własność układu – wcale nie za sprawą jego mikroskopowej budowy – w istocie owa budowa dla tych własność jest koncepcyjnie obojętna! Kiedy zaczynamy opisywać funkcję takich zespołów – szczegóły ich budowy sa już nieistotne, albo co najwyżej istotne wyłącznie w tym zakresie w jakim wiążą sie z funkcją którą wyróżniamy. To już nawet nie jest kwestia zmiany uwagi, ale kwestia zmiany sposobu opisu. Stworzenie mikroskopowej definicji entropii to jedno z największych osiągnięć fizyki. Dlatego że to było bardzo trudne zadanie – połączyć opis makroskopowy i mikroskopowy. Skąd wiadomo że to zawsze możliwe? Z drugiej strony jeśli jakieś pojęcie makroskopowe nie posiada mikroskopowej definicji – czy to likwiduje jego użyteczność? W tym kontekście jeśli jakiś ośrodek mózgu dokonuje rozpoznania obrazu czy mowy, to owa funkcjonalność zakłada także, że nie są istotne dokładne i poszczególne stany molekularne najdrobniejszych jego składowych. W istocie nie mogą być one istotne – gdyby ich stan był istotnie ważny, układ o jakim mówimy miałby liczbę stopni swobody o iście astronomicznych rozmiarach i mielibyśmy do czynienia z czymś równie absurdalnym jak pogląd wyżej nazywany astrologi.a – twierdzilibyśmy bowiem ni mniej ni więcej, niż to że stan pojedynczej molekuły czy jakiegoś jej atomu – ma znaczenie dla rozpoznawania mowy czy postrzegania obrazów. Co do zasady – a priori – z filozoficznego – a przez to ignoranckiego – punktu widzenia taki pogląd może się wydawać interesujący. „Wszystko jest ważne!” – to ulubiona maksyma kiepskich managerów. Problem w tym, ze nauka uczy nas że jest to droga donikąd. Ilość zmiennych pozwalających opisać „ośrodek mowy” może być bardzo wielka, może być tak wielka że przerasta możliwości akwizycji i przetwarzania danych – nadal jednak musi być śmiesznie mała w stosunku do ilości stopni swobody związanych z czysto molekularną, nawet nie wspominając o teorio-cząstkowej, optyką opisu! Jeśli jest inaczej, możemy śmiało zacząć głosić że oto mamy zjawisko niemożliwe do fizycznego opisania.

    Na pewnym etapie opisu takiej złożoności pojawia się potrzeba określenia relacji pomiędzy taką złożonością funkcjonalną, a tym co subiektywne – deklarowanymi powodami działań osoby. Owe deklarowane powody działań są wynikiem introspekcji jednostki, jej własnego odczuwania swoich stanów wewnętrznych. Opis naukowy zas może dotyczyć tylko stanów pomiarowych urządzeń fizycznych. Z punktu widzenia opisu perspektywy subiektywnej w kontekście tych pomiarów – pojęcie wolnej woli staje się użytecznym elementem opisu. Ujmuje ono w zrozumiałej formie złożoność naszej introspekcji. W tym sensie jest to pojęcie psychologiczne.

    Czy można mu nadać także walor obiektywistyczny?

    Sądzę że tak i sądzę że należy dokonać tego w następujący sposób. Koncepcyjnie opis każdego układu złożonego z wielu części składowych wymaga określenia jego stanu w przestrzeni parametrów – zwanej przestrzenią konfiguracyjną. Przestrzeń owa ma na ogół bardzo wiele wymiarów – dokładnie tyle ile zmiennych potrzeba by podać mikroskopowy opis układu. Na przykład dla gazu idealnego musimy podać wszystkie składowe prędkości każdej z cząstek i położenie każdej z nich. Daje to 6N wymiarową przestrzeń gdzie N jest liczbą cząstek gazu – dla 1 mola substancji jest to liczba rzędu 10^23, Jednak opis makroskopowy jaki nas na ogół interesuje, ignoruje większość z tej ( i tak niedostępnej!) informacji. W przestrzeni konfiguracyjnej istnieją całe obszary które mają te same własności makroskopowe – temperaturę, ciśnienie, objętość, pomimo że wartości bardzo wielu współrzędnych z owych 6N zasadniczo sie różnią ( na przykład w jednym przypadku pewna cząstka spoczywa w górnym rogu a w innym porusza się w środku objętości – te dwa punkty różniące się jedynie stanem pojedynczej cząstki – leża sobie w tym samym – wielkim obszarze przestrzeni konfiguracyjnej i mają te same własności fizyczne. Są to rzeczy dobrze znane.) Wyobraźmy sobie teraz podobny w duchu opis układu jakim jest mózg ludzki. Pewnym stanom mózgu – powiedzmy pobudzeniom jego konkretnych obszarów – możemy przypisać pewne cechy – powiedzmy „tak”  wygląda mózg w czasie modlitwy, a „jakoś” w czasie uprawiania miłości. Proces decyzyjny także ma swój obraz i nie jest wykluczone ze w przyszłości będziemy umieli nie tylko określić na podstawie takich obrazów stan ducha ale być może i co poniektóre doznania czy wręcz myśli. Nie należy jednak sądzić że stan ów, czyli obraz pobudzenia struktury mózgu – da nam przełożenie 1:1 na myśli człowieka. Byłbym zdumiony gdyby taka okoliczność zachodziła. Jest wielka przepaść pomiędzy tym, ze drażniąc jakiś fragment mózgu jesteśmy w stanie wywołać powiedzmy wrażania słyszenia dźwięku, a tym, ze widząc pewien stan mózgu jako całości jesteśmy w stanie określić że człowiek słyszy właśnie 30 sekundę V Symfonii Beethovena. W moim odczuciu – choć nie posiadam żadnej specjalistycznej wiedzy na ten temat – świat nie jest aż tak prostacki, a poniekąd mamy tu do czynienia z tym samym efektem, dzięki któremu google analizując nasze przeszukiwanie internetu ma kłopot określić, czy to że ktoś szuka wpisów o HIV oznacza że jest chory czy może pisze właśnie artykuł na ten temat. Czy da sie całkowicie wyeliminować błąd w takim „profilowaniu” użytkownika? Tak, wszakże tylko pod warunkiem, ze przestrzeń stanów jakie może „przyjmować użytkownik” a więc przestrzeń stanów człowieka, jest na tyle mała by dzięki analizie jego interakcji z googlem ( czyli powiedzmy 2 tysięcy wyszukiwań rocznie) dało się określić jego aktualny stan.

    Co z tą wolną wolą? Otóż sądzę, że nie istnieje nic takiego jak „absolutna i obiektywna wolna wola”. W tym sensie nie jest tak, że patrząc na stan mózgu człowieka nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć o jego decyzjach. Na ogół jesteśmy. Wiedząc dostatecznie wiele możemy określić preferencje, możliwości, szanse. Z drugiej strony prawdą jest także i to że wiedząc o osobie bardzo wiele, w tym włączając w analizę jej decyzji nie tylko profil osobowości opracowany na podstawie życiorysu ale i chwilowy stan jej mózgu, nadal nie przewidzimy ze 100% pewnością że osoba wybierze akurat ciastko z kremem a nie kanapkę z kawiorem. Należy wszakże podkreślić, że mówimy o decyzyjności, a nie o określaniu czyjejś decyzji zanim on sam ją sobie uświadomi – pewne bowiem procesy w mózgu można mierzyć i znać wynik szybciej niż komunikuje je mózg swojemu posiadaczowi – na przykład znany jest fakt, że potencjały EEG zdradzają planowanie ruchu na ponad prawie 1s przed jego wykonaniem.

    W miejsce „obiektywnej wolnej woli” proponowałbym rozważyć obraz przestrzeni konfiguracyjnej. Oto stan mózgu jest w niej opisany z mniejszym lub większym stopniem precyzyjności. Stopnień najbardziej precyzyjny to opis każdej pojedynczej cząstki chemicznej. Opis najmniej precyzyjny to opis dychotomiczny – ciastko z kremem vs. kanapka z kawiorem. Opis pierwszy zawiera w sobie absurdalną ilość nieistotnych dla zagadnienia wyboru zmiennych. Opis drugi jest perspektywa całkowicie pomijająca jakikolwiek związek pomiędzy stanem mózgu a decyzją osoby. W opisie w którym sa tylko dwa stany – wybór może zostać precyzyjnie określony stwierdzeniem „Osoba A wybrała opcję X”. Tak właśnie czynimy na co dzień. Słowo „wybrała” oznacza tu, ze „czarna skrzynka” jaką jest w tym wypadku cały proces decyzyjny, przyjęła samodzielnie i bez zewnętrznej ingerencji pewien stan. Taki opis nazwalibyśmy całkowicie wolicjonalnym. najbardziej interesujące są opisy pośrednie.

    Myślę że właśnie takie podejście jest jedynym które może przynieść postęp w temacie świadomości, inteligencji, kreatywności, czy właśnie wolnej woli. Opisując układy złożone, jak mózg, w postaci pośredniej, pomiędzy opisem molekularnym, a opisem „psychologicznym” nader juz „makroskopowym” stajemy przed możliwością uwzględnienia rozmaitych „więzów”, „ograniczeń”. Oto bowiem możemy spostrzec że w trakcie podejmowania decyzji pojawia się aktywność obszarów łaknienia powiązanych z wyraźnym łaknieniem cukru. Możemy dostrzec że pojawia się aktywność w obszarach wspomnień, a w pewnym momencie rozwoju technologii możemy nawet spostrzec ( co dziś chyba nie jest możliwe) że pojawia sie wspomnienie zatrucia rybą, albo chociaż jakieś pobudzenie obszaru odpowiedzialnego za złe emocje czy wspomnienia. Stany „pośrednie” pozwalają nam w tym momencie określić ze dynamika decyzji, zostaje ograniczona, niejako uwięziona w obszarach przestrzeni konfiguracyjnej które kierują nas ku możliwości określenia prawdopodobieństwa wybrania ciastka z kremem jako rosnącego. To tak jakby zadaniem google było na podstawie wzorów wyszukiwania jakie wykonuje dana osoba, dookreślenie czy ma do czynienia z chorym czy z dziennikarzem. Tak długo jak analiza kilku poszukiwań nie daje odpowiedzi – tak długo możemy uznać że nie umiemy określić kim jest użytkownik. Przestrzeń na którą rzutujemy jego zachowanie jest siłą rzeczy zbyt mało szczegółowa, lub zbyt gruboziarnista – by dokonać decyzji, lub inaczej – użytkownik jest zbyt bogaty do opisu w tak prosty sposób. Jednak w miarę zdobywania informacji, przy pewnej ich masie krytycznej, może stać się jasne z kim mamy do czynienia. Niejako widzimy że człowiek podejmując decyzję, buduje ją w ramach pewnego procesu dynamicznego który ma swoje przyczyny związane z aktualnym stanem mózgu. Puszczając wodzę fantazji możemy powiedzieć że specjalizowany komputer analizując takie dane, i posiadając w pewnej chwili odpowiednią ich ilość, będzie potrafił określić że człowiek z prawdopodobieństwem 90% podejmie decyzję o wyborze ciastka z kremem. Wynikałoby z tego że 10% decyzji było wynikiem wolnej woli, a reszta miała swoje twarde, deterministyczne podstawy. Przestrzeń wolnej woli stanowiła 10% całej dostępnej przestrzeni decyzyjnej, Tym bardziej będziemy wówczas zdziwieni kiedy usłyszymy – „a nie ma pizzy?” – bowiem tak naprawdę nie sadze byśmy kiedykolwiek byli w stanie poznać nie tyle budowę i „zasady, „algorytmy” działania człowieka, co stan aktualny tak złożonego systemu jak mózg ludzki.