Co lingwista może zrobić ze zdaniem „O! królik!”? Samo zdanie nie pozwala na zbyt ciekawe analizy lingwistyczne, ale już jeśli zdanie to jest wyrazone w obcynm języku! O! Wtedy stajemu przed arcyciekawym problemem jego znaczenia i tłumaczenia na nasze. Tak oto omawia ta kwestię wikipedia ( w haśle o paradoksie niezdeterminowaniu przekładu sformułowanym przez Willard Van Orman Quine):

„Holizm epistemologiczny prowadzi do tezy o niezdeterminowaniu przekładu, zgodnie z którą „podręczniki przekładu jednego języka na drugi język można sporządzać na rozmaite sposoby, tak że wszystkie te podręczniki okażą się zgodne z ogółem dyspozycji językowych, lecz niezgodne między sobą”. Prawdę tę najlepiej uświadamia nam sytuacja przekładu pierwotnego, tzn. „tłumaczenie języka używanego przez ludzi, którzy do tej pory żyli w izolacji”. Załóżmy, że mamy lingwistę, który przebywa wśród nieznanego mu wcześniej plemienia, i próbuje zrekonstruować jego język, nie dysponując żadnymi pomocniczymi wskazówkami. Idzie on wraz z krajowcem, drogę przebiega im królik, i w tym momencie tubylec mówi: „Gavagai”. Lingwista może zinterpretować to zdanie jako „królik”, lecz przecież równie dobrze słowo to może oznaczać jakąś część królika, stwierdzenie faktu, że ktoś wyruszył tropić żyrafę, a nawet „nie ma tu królika”, ponieważ zgodnie z egzotycznymi dla nas wierzeniami tego plemienia to, że widzi się królika, niechybnie świadczy o tym, że nie ma go przed nami. Hipoteza lingwisty nigdy nie może zostać w pełni potwierdzona, ponieważ każdy z tych przekładów może być zgodny ze wszystkimi empirycznymi świadectwami, jeżeli tylko przyjmiemy odpowiednie kolejne hipotezy w kwestii odniesienia pozostałych zdań danego języka i jego struktury. Świadczy to nie tylko o tym, że możemy świetnie porozumiewać się z tubylcami w rzeczywistości odnosząc te same słowa do różnych rzeczy, lecz że w ogóle świetnie porozumiewamy się z ludźmi odnosząc te same słowa do różnych rzeczy. Oznacza to także, że dwie teorie naukowe, z których każda posługuje się odmiennymi terminami postulującymi istnienie odmiennych bytów, chociaż w sensie dosłownym pozostają w sprzeczności, to w pewnym głębszym sensie są tożsame, ponieważ przewidują taki sam zbiór obserwacji. Każdy „zbiór zdań można zreinterpretować w dowolny jedno – jednoznaczny sposób pod względem rzeczy, o których mowa, nie falsyfikując żadnego spośród zdań tego zbioru. Na tym polega […] względność ontologiczna, czyli niezdeterminowanie odniesienia” ”

    Niby to znałem, a nawet czytałem w jakiejś pracy Quine cytowane wyżej zdania. I zawsze z tym miałem problem. Quine był logikiem i takie sformułowanie jakiegokolwiek paradoksu uwłaczałoby chyba jego imieniu. A przynajmniej takie mam wrażenie po ( pobieżnej) lekturze jego „Logiki matematycznej”.

    Czytam sobie ostatnio o definiowaniu, i właśnie dziś rzuciło mi się w oczy hasło „definicja normalna” w Małej Encyklopedii Logiki zacnie napisane przez Witolda Marciszewskiego o czym może coś napisze jeszcze na blogu, oraz omówienie tematyki definiowalności w kontekście definiowalności pojęcia prawdy w książce „Współczesne Teorie Prawdy” Zbigniewa Tworaka. Przy okazji docieram do jakichś rezultatów z teorii modeli itp. I rzeczy mają się zgoła inaczej, niebanalnie, a nawet wręcz sensacyjnie. Zwłaszcza książka Tworaka dostarczyła mi kontekstu w którym pojawiły się koncepcje Quine dotyczące przekłądania z języka na język.

    Kontekst może czasem zmienić całe rozumienie i odbiór treści…

    Jak wiadomo Alfred Tarski sformuował słynną semantyczną definicję prawdy. W definicji tejże pojawia się zdanie P wypowiedziane w pewnym języku L, oraz kryterium (T) pozwalajace stwierdzić kiedy zdanie P jest prawdziwe. Kryterium (T) nie może zostać wypowiedziane w języku L, prowadzi to bowiem do niebezpiecznych paradoksów i antynomii. Jest ono wypowiedziane w metajęzyku ML języka L.  Kryterium to ma postać:

( T ) Zdanie “P” jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy gdy S

 gdzie S jest pewnym zdaniem metajęzyka o identycznym znaczeniu co zdanie P. Niech tradycyjnie P=”Śnieg jest biały”. W oryginalnym przykładzie Tarskeigo, zdanie S=’Śnieg jest biały’ przy czym znak „‚” użyłem tu wyłącznie by zaznaczyć gdzie zaczyna się i konczy zdanie S. Natomaist zdanie P w kryterium (T) występuje w cudzysłowach co oznacza że w istocie kryterium (T) nie tyle podaje zdanie P, co raczej jego nazwę ( która może być dowolnym napisem np. „Śnieg jest biały” ale też np. „zdanie 2134″, byle wiadomo było które zdanie mamy na myśli). Jakie zdania nalezy wybrać w metajęzyku ML by reprezentować zdania języka L? Jak wybrać zdanie S? Oczywiście zwykle zakłada sie że metajęzyk ML jest bogatszy niż język L ( opcja przeciwna jest nieciekawa, w szczególności gdyby ML był mniejszy niż L, nie wszystkie zdania P z L dałyby się przenieść znaczeniowo do ML, a tym samym nie dałoby sie sformułować kryterium (T) w spoob dostatecznie ogólny). W szczególności zakłada się zwykle że w metajęzyku ML mamy dostępny cały język L. Sprytnie… Niemniej nadal są tu dwa języki. I Quine zaczął zastanawiać się jak to jest z tłumaczeniem jednego na drugi. Język ML jest bogatszy niż język L w znaczeniu ekspresji, ale formalnie rzecz biorąc może mieć inne nazwy stałych, inne predykaty, byle dało się w nim wyrazić wszystko to co w L. Konieczna jest możliwość definiowalności pojęć języka L w ML ale nie konieczne czysta sytuacja że L jest wprost podzbiorem ML. Wyrazić, a niekoniecznie – wprost zapisać, jak masło maślane. Skoro poczuwamy się do emocjonalnego podboju kosmosu i czysto naukowego punktu widzenia, któż nam zabroni jako zdania S użyć S’=”ma barwę będącą zrównoważoną mieszaniną barw prostych”, tak by w ten doskonalszy sposób określić kiedy śnieg jest biały? A może wręcz supernaukowe S” = „ma barwę o intensywności światła wynoszącej 1 i wartościach w układzie CIE XYZ wynoszących ( 1/3, 1/3, 1/3 )”?

    Jak czytelnik się łatwo domyśla idąc dalej tą drogą już po chwili moglibyśmy tak wykręcić naszą definicje barwy biały, że zgoła otrzymać moglibyśmy zdanie przeciwne. Procedura taka jest całkowicie rutynowa, a nawet uczą jej na niektórych dobrych studiach prawniczych. I oto pojawia sie paradoks. Translacja nie musi być zdeterinowana. Aby struktura logiczna była zachowana, zdania prawdziwe wynikały ze zdań prawdziwych, bynajmniej nie jest konieczna zgodność z „faktami”. Wystarczy tylko wewnetrzna spójność. Może gdzieś na planetach krążących wkoło Aldebarana śnieg jest czarny, zaś stosowny metajęzyk Aldebaranczyków dopuszcza zamianę bieli na czerń bez żadnych patologicznych konsekwencji logicznych. Tłumacząc co niektóre nasze poezje lepiej oddamy ich treść poddając im myśl że podmiot liryczny zachwyca sie nieskazitelną czernią śniegu. Bowiem prawdę zamieniamy na inną prawde, ale ie dowolną a taką która pełni odpowiadajacą, komplemetarną rolę w aldebarańskiej poezji. A skoro obie sa prawdą kto odrózni czym sie różnią? Quine ujał to w dyskusji, jak pisze Tworak:  

„argumentując na rzecz trzech tez (ściśle ze sobą związanych): o niezdeterminowaniu przekładu, o nieokreśloności odniesienia przedmiotowego i o względności ontologii. […] wiele własności przekładu ( jak to czy jest on funkcją) zależy od przyjętej teorii, na gruncie ktorej dokonuje się przekładu”

    Ot paradoks niezdeterinowania przekładu ma charakter zgoła bardziej formalny i powiazany z teorią logiki niż z lingwistyką… I może kiedyś jakiś lingwista stanie przed dylematem jak pisać o kanciatych kołach cywilizacji wyznajacej kult metryki miejskiej …

Ksiązki cytowane w tekście:

Zbigniew Tworak “Współczesne teorie prawdy” Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2009