W niedawnym, kolejnym odcinku Zapisków z Wakacji opublikowanych pod tytułem „Pomniki”, Stary Zgred, którego niezmiennie lubię i szanuję, napisał następujące słowa: „Tak na prawdę to raczej powinniśmy się wystrzegać pomników na których pisze „Patriota”. Różne są oblicza patriotyzmu, a niektóre powodują, że później trzeba stawiać pomniki ofiarom wojny. I żeby nie było — nawet nie zastanawiam się nad dokonaniami tej konkretnej osoby…” Wpis dotyczył tematu pomników wojennych które Zgred oglądnął we Włoszech w małym miasteczku Angera. Zapoczątkowało to pewien ruch w moim umyśle czego efektem był następujący komentarz z mojej strony – którego rozwiniętą wersją jest ten wpis.

    Temat patriotyzmu i jego relacji do przemocy nie jest banalny, a choć komentarz jaki napisałem nadal mi się podoba, chciałbym jednak napisać trochę więcej. Jedyne co z wpisu starego Zgreda tu istotne to zdjęcie które podlinkowuje niżej, za co mu dziękuję, bo inaczej nie znalazłbym takiej fajnej ilustracji. W internecie, w mediach i w życiu prywatnym wielokrotnie spotykałem postawy dalece bardziej jednoznaczne. Kwestia patriotyzmu, w wpisie Wojciecha wyrażona nad grobami dawnych ofiar ludzkiego szaleństwa ma wyraźny rys refleksyjny, Wojciech pisze o „niektórych obliczach patriotyzmu”. Tymczasem wielokrotnie w kontekście współczesnym bez najmniejszej skłonności do refleksji i zniuansowania, patriotyzm osacza sie ze wszech stron jako przeżytek XIX wieku, wynalazek Fryderyka Wielkiego i Bismarcka. Wszyscy jesteśmy Ciastkami z Berlina – zdają się krzyczeć europejczycy z Polski.  Co prawda Adam Małysz nadal jest Polakiem, ale w sumie  jakie znaczenie ma narodowość jeśli mowa o Steve Jobbsie? W historii, z rozmaitych powodów, modne stało się podkreślać że naród to wynalazek, znienawidzonej przez Polskich historyków XXI wieku, Rewolucji Francuskiej. Spotkałem sie onegdaj ( w konflikcie edycyjnym w Wikipedii) z rozumowaniem „że pojęcie narodowości nie istniało w średniowieczu, a poza tym ojciec Kopernika był Niemcem”. Nie wiem jak było w średniowieczu – ale z sądzę,  że takie rewelacje ich autor wyczytał w jakimś bardzo współczesnym, nie starszym niż 10-20  letnie, opracowaniu historycznym. Jakie to szczęście że nareszcie, po tysiącach lat zakłamań, w podręcznikach do historii piszą prawdę i tylko prawdę….

    Wielu ludzi gotowych jest twierdzić że patriotyzm to przeżytek z powodów nieporównanie bardziej błahych jak śmierć milionów – który to powód przecież skłania do przemyśleń i z patriotyzmem niejaki związek jest tu dostrzegalny. W życiu codziennym wystarczy ledwie o parę procent niższy podatek, lub nieco wyższe zarobki, by całkiem spora część ludzi poczuła sie gotowa do wywrócenia do góry nogami całej swojej świadomości narodowej. Nie biznesowej. Narodowej. Wystarczy nadzieja poselskiej pensji by wykreować z niczego całe narody. Spotkałem sie także z poglądem że patriotyzm współcześnie ma wymiar czysto utylitarny gospodarczy. „Dobry patriota płaci podatki, i nie ma żadnych powodów by czuł jakikolwiek związek osobisty z pejzanem pod budką z piwem”. „Bliższy mi jest chiński uczony niż miejscowy sklepikarz” – mniej więcej taki pogląd wyczytałem na którymś blogu miłośnika nauki. Taka postawa da sie uzasadnić. Nie przeczę. Ale czy ów chiński uczony myśli podobnie i przejawia skłonność do wzajemności w tej miłości? I czy stać nas na podobna miłość bez wzajemności? Były w Polsce czasy kiedy członkowie elity nade wszystko miłowali włoszczyznę, francuszczyznę, a i obecnie przeciż nieraz lepiej od narodowej kultury znają i miłują amerykanizmy. Z faktu że stajemy sie jako społeczeństwo coraz bardziej ledwie namiętnymi konsumentami plastikowej kultury z macdonalda – wynika że stajemy się nowocześniejsi? Mądrzejsi? Czy może zaledwie podobamy się sobie? Wartości które wyznajemy sa głębsze? Prawdziwsze? Czy może po prostu będąc nikim, wydajemy się przynajmniej mieć takie same poglądy jak wszechświatowe mocarswo? Przecież nic mniejszego do nas nie pasuje, co nie? Bycie sobą w Polsce jest takie… niekomfortowe… Czy osoby wyrażające takie poglądy – naprawdę zajmuje kwestia „co o tym myśli chiński uczony”? Czy też pewną tezę, że każdy myślący człowiek na tym świecie myśli podobnie, przyjmują one za daną? I czy ktoś sprawdza tu fakty?

     Chyba nie dorosłem do takiego poziomu kosmopolityzmu by nastawać w sensie ogólnym na koncepcję patriotyzmu. Bo choć nie mam wiele wspólnego z jakimiś ideologiami, rozumiem i szanuje patriotyzm, i nie uważam by słusznym było by miał zaniknąć czy okazać się szkodliwy.

    Zacznijmy od sprawy postrzegania Wojen na zachodzie i w Polsce. Będzie konkretny przykład. W prasie, radio i telewizji nader często podkreśla się znaczące obniżenie napięć i pewnego rodzaju pojednanie jakie dokonało się w Europie Zachodniej po II Wojnie Światowej. Dyszący nienawiścią Niemcy i Francuzi mieli odstąpić od zadawnionych konfliktów i wspólnie zbudować Wspólnotę Węgla I Stali. Już dawno zniknęły dawne konflikty i granice, a zwyczajni ludzie spotykają się w międzynarodowym gronie czyniąc naszą, Polską, oparta na martyrologii, postawę zgoła śmieszną. Tak przynajmniej piszą w gazetach. Obawiam się że nie jest to dobre źródło informacji. W zasadzie nie jest to nawet źródło informacji…

    Czytając rozmaite książki czy opinie w internecie ludzi którzy ( w mojej opinii) mają pojęcie o czym piszą wyrobiłem sobie tu pewien pogląd. Pogląd ów daje się dobrze zilustrować zdjęciem które wykonał i pokazał w swoim wpisie Stary Zgred.

  1. Widać różnice w liczbie ofiar – z II Wojny Światowej jest ich prawie dwa razy mniej niż z I-wszej. Nic dziwnego że dla krajów zachodu Wielka Wojna Światowa – to I Wojna Światowa. We Francji do dziś obchodzi się uroczystości jej zakończenia – o ostatnich pisała nawet Polska prasa i piała telewizja. Czy w Polsce ktoś tak robi – czy ktoś pamięta I Wojnę Światową? Obchodzimy odzyskanie niepodległości – ale nie koniec Wojny. Liczba ofiar i czas – całkowicie zmienia optykę polityki, bowiem czym innym jest konflikt który miał miejsce 60 lat temu, a czym innym taki który zaszedł lat 80. To rzutuje na oceny, emocje, postępowanie. Oczywiście zachód, egoistyczny i egotyczny jak zawsze, nie chce zrozumieć że nasza Wielka Wojna nadal w nas tkwi dokładnie tak jak w nich tkwiła swego czasu ich Wielka Wojna. Stąd wydajemy się, a pośrednio sobie samym skoro czerpiemy pojęcie o sobie z angielskojęzycznych źródeł, anachroniczni. To nie jest wynik właściwej oceny. To jest wynik pomyłki jaką popełniają na zachodzi – im się po prostu nasza Wielka Wojna myli z Ich Wielką Wojną – stąd zdziwienie że dla nas Wielka Wojna ma takie znaczenie. Stąd książka Dawiesa „Europa walczy 1939-1945. Nie takie proste zwycięstwo” http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2176 mogła mieć na zachodzie pewien posmak debunkingu. Im się po prostu nie mieści w głowie kraj w którym szklana zastawa stołowa czy obraz z 1870 roku jest czymś niezwykłym. Kraj w którym zniknęło 10% ludzi. Kraj w którym nikt nie liczył na litość a kolaboracja nie była wyborem politycznym, rodzajem błędu w wyborze jaki sie wybacza między dżentelmenami, jakaś opcją mającą wydźwięk praktyczny, ale całkowitym ześwinieniem.
  2. Czytałem w książce Christopher Bartlett (Addison Wesley Longmann Ltd. London) 1994) “Konflikt Globalny. Międzynarodowa rywalizacja wielkich mocarstw w latach 1880-1990″ Ossolineum 1997 obok analiz dotyczących związków między patriotyzmem, wojną i weltpolitik (https://fiksacie.wordpress.com/2012/01/05/konflikt-globalny-miedzynarodowa-rywalizacja-wielkich-mocarstw-w-latach-1880-1990-cytat/ ) nastepujący przykłąd. Oto podczas I Wojny Światowej kiedy do Europy przybyli żołnierze z USA wprawili oni Europejskich żołnierzy w zdumienie objawiając im że walczą o wolność i przeciw złu jakie niesie ze sobą Pruska/Niemiecka zawierucha. Dla nich konflikt miał wyraźny aspekt aksjologiczny, moralny. Tymczasem dla żołnierzy Europejskich było w tym czasie całkowicie jasne że po drugiej stronie znajdują się tacy sami ludzie, walczący o takie same wartości jak oni sami, zaś wszyscy sa ledwie pionkami na szachownicy w partii rozgrywanej przez polityków mocarstw.Podczas I Wojny Światowej żołnierzowi bywało trudno utożsamiać się z wolą rządów walczących imperiów, mimo że to były jego ojczyste imperia. Dla porównania – „Dzieje Dzielnego Wojaka Szwejka podczas Wojny Światowej” sa jakimś dokumentem tego stanu rzeczy, prawda?

     Konstatacja z punku 2 wraz z 1 powyżej daje całkowicie inne odniesienie do wagi i roli wysiłku zbrojnego podczas wojny jakie mogły zapisać się świadomości narodów. W Polsce podczas II Wojny Światowej zginęło 10% populacji zaś na Białorusi/Ukrainie – 20-25%. Polak czy Białorusin z natury przeznaczeni byli przez faszystów do eksterminacji podczas gdy Francuz czy Włoch – w każdym wypadku ponosili pewne niedogodności – brak cukru w obozie jenieckim czy przekleństwa strażników. Niemal do końca wojny koncepcja Obozów Zagłady nie mieściła się na zachodzie nikomu w głowie, a i dziś znaczeni wygodniej byłoby stwierdzić że były to obozy faszystowskie, a nie prowadzone przez legalne państwo niemieckie. Podczas I Wojny Światowej żołnierze przeciwnych stron, zmęczeni absurdalną walką zagrali z swoimi wrogami w piłkę nożną na linii frontu i śpiewali razem, na głosy kolędy, wychodząc z okopów i organizują wspólna wigilię co stało się zresztą tematem przeboju Paula McCartneya. Sytuacje takie nie był jednostkowe, zaś trauma po zakończeniu wojny przejawiała się w powszechnym przekonaniu że było to szaleństwo. Tolkien pisał „Władzcę Pierścieni” dedykując postać wiernego Sama swoim plebejskim towarzyszom broni – statystom w teatrze śmierci którego cele pozostają dla nich trudne do ogarnięcia, ale którzy wypełniają swoje zobowiązania przyjaźni z oddanem psa. I to przekonanie na zachodzie zostało ugruntowane. Jesli Wojna Mocarstw, rozpoczęta w wyniku działań dyplomatów ponad głowami ludzi, była szaleństwem, to zwycięstwo miało być ostateczne, klęska Niemiec definitywna a Wielka Wojna – miała być ostatnia. Zwycięzcy zdeptali więc przeciwników zapominając wygodnie o swoim politycznym udziale w hekaombie. I połozono podstawy nastepnego konfliktu.

    Wobec wzrostu potęgi faszyzmu, zachód bynajmniej nie zachowywał się jak nieprzejednany przeciwnik. Koncepcje że najlepiej byłoby gdyby Hitler i Stalin załatwili sprawy pomiędzy sobą były przed wojną na zachodzie powszechne. Polskę uznawano za wichrzyciela, skoro racjonalnemu i rzetelnemu politykowi odmawiała ledwie korytarza transportowego do niemieckiego miasta Danzig i Prus. Przez wiele lat po I Wojnie ignorowano dyplomatyczne anonse Rosji bolszewickiej która chciała zyskać uznanie jako legalne państwo Europejskie – spadkobierca prawny i militarny Rosyjskiego Imperium Carów. W sensie cywilizacyjnym była to przecież ledwie zmiana władzy bez jakichkolwiek zmian w koncepcjach geopolitycznych. Rosja bolszewicka nie miałą zamiarów ani środków podbijać Europy jak się nam to zwykle przedstawia. Imperium w wypadku Polski siegało po tereny ktore od czasów zaborów czyli od 200 lat byly pod jego jurysdykcją. Co innego zrobilismy zajmując swego czasu Zaolzie? Kiedy było już bardzo gorąco Stalin, na którego współpracy w sojuszach przeciw Hitlerowi zaczęło gwałtownie Francji zależeć, mówił że nie zgadza się by „zachód rękami Rosji wyciągał kasztany z ognia” ( za „Białe plamy-czarne plamy: sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach 1918-2008” Autorzy Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych ). Oczywiście dziś w Polsce nie znajdziemy wiele osób które publicznie odważyłby się na taką obiektywną optykę, stąd pogląd taki – wyrażany zresztą także na zachodzie – wydaje nam się zgoła antypolski. Z faktu że tak go odbieramy, nie wynika jednoznacznie że takim jest. II Wojna Światowa dla zachodu to konflikt który nieledwie rozegrał się gdzieś daleko i dotyczył jakichś nieistotnych spraw. W zasadzie tylko jedna z nich obecnie ma jakieś znaczenie – Holocaust, ale to już sprawa Polskiego antysemityzmu. No i rozliczeń na które musi zdobyć się – oczywiście – naród Polski. Fakt że z 6 milionów wymordowanych Żydów, 3 miliony było Polakami – zdaje się nie docierać do zachodniej świadomości.

     Optyka kosmopolityzmu, braterstwa, w wypadku ludzi których wysiłek wojenny sprowadzał sie często do braków w zaopatrzeniu jest znacznie łatwiejsza i tańsza iż w wypadku narodów które poniosły milionowe straty… Inna też jest cena życia ludzkiego kiedy giną setki/tysiące rocznie a inna kiedy giną tysiące w ciągu dni a rocznie – miliony. I inna jest pamięć gdy żyją jeszcze ludzie którzy widzieli na własne oczy okropności o jakich zachód ledwie ma pojęcie.

     Uważam żę przyjmowanie zachodniej optyki w odniesieniu do Wojny – zwłaszcza II wojny Światowej – jest w wypadku Polaków – wielką głupotą. Usankcjonowaną zwyczajem nowych czasów ( nawet książki tłumaczone z angielskiego zachowują walory wyższego autorytetu) – ale głupota. Łączenie zaś tych spraw z patriotyzmem jest juz jakimś całkowitym nieporozumieniem.

     W wielu wypadkach zbrodnie wojenne jakich dopuszczali sie Niemcy podczas II Wojny Światowej zostały dokładnie opisane, i mamy wgląd nie tylko w dokumentacje przestępstwa ale znamy także wspomnienia i opinie zbrodniarzy. Pewien motyw pojawia się w nich w bardzo charakterystyczny i powtarzalny sposób. Jest nim poczucie obowiązku. „Dlaczego Pan nie pomógł?”, „Dlaczego zakatował Pan na śmierć ta kobietę?”, „Dlaczego brak było ludzkich odruchów na widok śmierci dziecka?”. „Z powodu poczucia obowiązku„. „Wydawało mi się że robię to co do mnie należy”. To nie jest tanie wyjaśnienie. Kto mógłby sądzić że do jego obowiązków zawodowych należy głodzenie ludzi? Jakie wartości wyznaje taki człowiek? Wstrząsająca prawda jest taka że absolutne zło – jest absolutnie banalne. Nie przejawia się w tym czego pełne są filmy fabularno-przygodowe – nie jest wynikiem działania zdegenerowanych monstrów dyszących smrodem i szukających sobie ofiary. Ci mordercy nie są narkomanami, zwyrodnialcami  ani żadną z postaci jaką chętnie widzielibyśmy w tym miejscu. Sa tacy jak my. Ich zło jest wynikiem działania procedur. Codziennych drobnych czynności – nadawania numerów ofiarom, golenia im włosów, wydzielania głodowych racji żywnościowych, braku pomocy medycznej z powodu organizacji działań wymierzonych na eksterminacje. Czasami ich motywacja to zemsta – na froncie zginął czyjś syn, brat. Ale na froncie w istocie ginie niewielu. A eksterminacja wymaga wielu – urzędników, buchalterów, strażników. I to oni, całkowicie zwykli ludzie, budują nieludzkie zło. Kroczek za kroczkiem.  Nawet nieznaczącymi faktami. Sprawna organizacja i zastraszanie działa tak, ze wszyscy wszystkich trzymają w szachu. A oszustwo podczas ważenia racji żywnościowych – urasta do bohaterstwa. Czy można od człowieka wymagać by był bohaterem? To samo możemy powiedzieć o tym co działo się w byłej Jugosławii, Ruandzie, w innych zakątkach świata. Jeśli eksterminacja miała charakter planowany – była banalna. Była jak organizacja przedsiębiorstwa. Jak biznes – ze swoimi rachunkami opłacalności i wyliczaniem oszczędności jakie daje zastosowanie gazu zamiast broni palnej. Poczucie obowiązku.
    Czyżbyśmy zatem słyszeli że poczucie obowiązku jest czymś złym? A tego nikt nie twierdzi! Obarczamy winą patriotyzm ( który można rozumieć na bardzo wiele sposobów) ale już nie banalne wypełniane swojej roli społecznej bez doceniania konsekwencji swych działań 9 co także dopuszcza wiele interpretacji i niuansów). Dlaczego? Dlaczego patriotyzm miałby być czymś w oczywisty sposób złym i prowadzić do zbrodni, podczas gdy posłuszeństwo i wypełnianie zobowiązań – miałoby być niewinnym działaniem?

     Działania jakich dopuszcza się człowiek, w pracy, na wojnie, w miłości i w pokoju mają bardzo złożone motywacje. Nie przypuszczam by patriotyzm, był bardziej groźny od zwykłej dokładności i obowiązkowości. Jest nam tylko wygodnie tak o tym myśleć. Działa tu mechanizm kozła ofiarnego – nie dosyć że znajdujemy winnego to jeszcze jest to coś co nam się opłaca obwiniać. Bo zrezygnować z patriotyzmu – to niekłopotliwe – wystarczy przywiązanie do społeczności, narodu, miejsca urodzenia i języka matki – zastąpić po prostu miłością własną. „Polska nic mnie nie obchodzi, liczę się tylko ja i moja rodzina”. Zaś powiedzieć „Będę wykonywał obowiązki tylko o tyle o ile jest zgodne to z moimi zasadami moralnymi” jest działaniem bardzo, ale to bardzo złożonym i skomplikowanym. I przede wszystkim trzeba by te zasady mieć….