Czy kiedykolwiek zastanawialiście się co łączy następujące zagadnienia:

  • pozwolenie na uprawy GMO w Polsce
  • ACTA
  • Reforma Emerytalna
  • Reforma Balcerowicza

i w zasadzie niemal wszystkie pozostałe działania rządów w Polsce po 1989 roku? Są to bardzo różne sprawy, kompletnie odstające od siebie zagadnienia. Rzeczy które dotyczą różnych dziedzin wiedzy, działań i obszarów społecznych. Każdy z tych obszarów można uznać za związany z szczególną wiedzą specjalistyczną, ekspercką, a sa to obszary rozłączne. Na przykład w wypadku roślin GMO i ich uprawy w Polsce to temat z pogranicza ekonomii rolnictwa i przemysłu żywnościowego, zaś ACTA to temat z dziedziny zarządzania innowacyjnością, gospodarką i przemysłem. Reforma emerytalna to zagadnienie z zakresu demografii i gospodarki. Reforma Balcerowicza zaś wydaje się być związana głównie z kwestiami społecznymi i politycznymi.

     Przyjrzyjmy sie przykładom, komentując te które sa mniej oczywiste lub znane (niecierpliwi mogą pominąć czytanie przykładów – choć ten o GMO, pod wpisem o ACTA,  jest unikalny w Polskim piśmiennictwie ;-) i skoczyć do słowa Konkluzje, na dole wpisu).

     Oto w dyskusjach rządowych ACTA okazuje się być porozumieniem dotyczącym kradzieży, a nie ochrony własności gospodarczej która powinna przynosić zyski. Oczywiście o tym kontekście wspomina się – jednak słabo i głównie w rozmowach prywatnych. Oficjalnie – chodzi o zasadę „nie kradnij”. Gdyby jednak odwrócić optykę i zacząć rozmawiać o interesach – a wydaje sie że przyjęcie umowy międzynarodowej powinno taki aspekt uwzględniać – naturalnym jest pytanie czyje mają być te zyski? Czy nam sie ACTA opłaca? Nam czyli komu? Być może dla rządu ważnym aspektem sprawy jest utrzymanie łaski uświęcającej po ostatniej spowiedzi – od czasu jak okazało sie że prezes NBP odmawia w pracy godzinki, żadna niekompetencja mnie już w polityce nie zdziwi. Jednak dla reszty z nas – być może tej upadłej moralnie, pytanie „czy nam sie ACTA opłaci?” wydaje sie być ważne. Jak wiadomo „Narody nie mają uczuć tylko interesy”. Oczywiście dziś już wiemy, że w sprawie ACTA na polski rząd naciskała ambasada USA. Nic dziwnego że rząd jak ognia unikał rzeczowej dyskusji, w jej miejsce apelując do indywidualnego poczucia moralności. Domyślam się że premier i ZAIKS  robił co mógł, dwoił się i troił by na spotkaniu pojawili sie „okradzeni” ze swojej własności emerytowani piosenkarze. W pospiechu znaleziono takiego ( zmuszono?) który sam miał problemy z rozpoznaniem własności, tyle że oprogramowania. Oczywiście  fakt że doszło do ugody  nie ma związku z tematem, a piosenkarz podczas kontaktów z BSA mógł poznać jacy to mili ludzie i to sprawiło że przekonał sie do znaczenia własności intelektualnej.  Problem jednak w tym, ze ACTA nie dotyczy piosenkarzy, a raczej nie tylko ich. Dotyczy przemysłu. Uwaga społeczna została skupiona na kwestiach związanych z moralnością i prywatnością, podczas gdy realnym sensem ustawy jest niemal wyłącznie, już nawet nie tyle ochrona zagrożonych interesów amerykańskiego przemysłu, ale wręcz powiększenie jego wpływu na gospodarkę do niebotycznych rozmiarów. W myśl ACTA – korporacje uzyskiwałby de facto możliwości jak służby specjalne ( dostęp do danych obywateli na podstawie domniemanie popełnienia wykroczenia). Możliwości te zapewne zostałyby użyte nie tylko przeciw osobom prywatnym w celu ukrócenia powiedzmy wymiany plików multimedialnych, ale należy przypuszczać głownie do likwidacji konkurencji rynkowej przez długotrwałe i kosztowne procesy w których domniemana konkurencja musiałaby udowadniać żę nie jest wielbłądem ( w powództwie prywatnym a o otwarciu tu takiej drogi mówimy, nie obowiązuje zasada domniemania niewinności). Był to więc nie tyle skok na „piratów” ale skok na cały system gospodarczy której celem było otwarcie efektywnej metody kontroli całych segmentów rynku przez wielkie korporacje. .

     Debata nad pozwoleniem dla upraw GMO w Polsce odbywa się w ramach polaryzacji poglądów. „Wierzę w naukę” vs  „naukowcy to kłamcy”. Powszechnie animuje sie dyskusję tak jakby chodziło o to czy żywność GMO jest szkodliwa czy nie. Zwolennicy GMO starają się tu wygrywać argument że współcześnie żywność i tak pochodzi z produkcji przemysłowej. W konieczny sposób nie jest to żywność „z prywatnego ogródka hodowana na kupie od krówki” ale żywność przemysłowa, jabłka z wielkich i opryskiwanych upraw, pomidory z hektarów szklarni itp. Tymczasem zezwolenie na uprawy GMO w Polsce nie ma nic wspólnego z tym czy żywność przemysłowa jest zdrowa czy nie. Nie chodzi  także o to czy GMO szkodzi czy nie. Od tego sa regulacje i sanepid (cha, cha..).  Nawet jeśli ta czy inna odmiana GMO szkodzi, lub stosuje się przy jej uprawie nadmiarowo pestycyd, całkiem podobnie rzeczy mogą się mieć z klasyczną żywnością przemysłową. Nie ma zatem żadnego sensu sprowadzać debaty nad GMO vs. żywność klasyczna do tych tematów skoro praktycznie sie one nie różnią, a konstatacja taka nie jest ani poparciem ani wadą żywności GMO. Co więcej – można mieć pewną nadzieję, ze żywność GMO co do zasady może być zaprojektowana tak by była bezpieczna, a wręcz może bezpieczniejsza niż żywność tradycyjna – z tym że w obecnym modelu biznesowym wydaje się to nie być możliwe od osiągnięcia, zwłaszcza w Polsce ( bo możemy Monsanto nagwizdać, a nie zniszczyć kontrolą sanepidu cha, cha) . Problem zatem nie w tym czy badania naukowe sa wolne czy sponsorowane, czy nauka kłamie cz nie kłamie, ale raczej czy nam się GMO opłaca czy nie i czy potrafimy rynek GMO objąć skuteczną kontrolą państwową. Czy umiemy oszacować koszty społeczne, ekologiczne i gospodarcze wprowadzenia GMO do Polski i jak ten szacunek wypada. Z analiz dostępnych danych wynika że wypada kiepsko. Z opracowania dostępnego tu, wynika, że zysk z upraw GMO w Hiszpanii wynosi od -1.3% do 12% w zależności od regionu, przy czym koszt nasion jest o 40% większy niż w wypadku upraw tradycyjnych. Podnosi sie argumenty że nasiona GMO sa lepszej jakości i bardziej płodne – zwróćmy jednak uwagę na owa różnicę w cenie – 40%. Można zasadnie pytać – czy podnosząc wymagania co do nasion tradycyjnych aż do poziomu wzrostu ceny o 40% – w drodze całkowicie klasycznej selekcji materiału siewnego – nie uzyskamy poprawienia jakości nasion i wzrostu ich płodności? Tymczasem stosując GMO za cenę niewielkich zysków, podnosimy znacząco bo o połowę koszty rozpoczęcia uprawy. Optymistycznie: „The yield advantage of Bt over conventional maize ranges from 12,1% in 2002 to 11,6% in 2004.” zaś pesymistycznie: „The yield advantage of Bt over conventional maize ranged from -1.3% in 2003 to 1.8% in 2002 and 2004.””. 12% hipotetycznego zysku w najlepszym przypadku nie uzasadnia ponoszenia ryzyka ewentualnych problemów, a zwłaszcza otwarcia rynku nasienniczego dla wielkich korporacji międzynarodowych – czyli de facto jego oligopolizacji. Koszty takiej oligopolizacji czy może monopolizacji przekraczają jakikolwiek zyski które możemy na GMO osiągnąć. Co więcej – i tak 2/3 polskiego rynku pasz – a tam głównie jest stosowane GMO – jest związane z importem. Produkujemy tylko 1/3 stosowanych pasz – zatem wprowadzenie GMO najpewniej nie zmieni żadnych relacji cenowych na rynku wewnętrznym. Widać wyraźnie że argumenty ekonomiczne sugerują niewielką zyskowność (-1.3% – 12% – średnia będzie około 10 % ) przy sporym ryzyku utraty kontroli nad rynkiem nasion ( skoro nasiona GMO sa opatentowane i kontrolowane w całości przez podmioty prywatne, a przy tym jałowe). W jednym z opracowań przygotowanych przez polskich lobbystów GMO – producentów kukurydzy – spotkałem się ze stwierdzeniem że stosowanie GMO powoduje nawet ponad 25% wzrost płodności. Czyżby „ekspert od uprawy kukurydzy” nie znał oficjalnego opracowania UE na temat uprawy GMO w Hiszpanii które linkuje powyżej? Zwrócę uwagę że polski lobbysta nie podał źródła z którego zaczerpnął swoje wierzenia, natomiast raport powyższy zawiera tzw. twarde, rzeczywiste dane. I to bardzo przyjemnie i przejrzyście opracowane. Czyżby można stąd wysnuć wniosek, że UE nie jest aż taką skażoną lobbyingiem, niekompetencją i marionetkową organizacją jak nam się wydaje kiedy ekstrapolujemy rodzime Polskie, doświadczenia z PoPiS na grunt Europejski? Co ważniejsze, z być może nieracjonalnych powodów, co jest w sumie bez znaczenia, większość konsumentów żywności GMO sobie nie życzy. Zatem gdyby spojrzeć na kwestie gospodarcze, ekonomiczne i społeczne – GMO nam się może nie opłacić także i z powodów czysto rynkowych. Zgadzam sie tu z ekologami ( choć z zupełnie innych powodów niż wyznawane przez nich poglądy) że dla Polskiej żywności znacznie większa szansa wydaje się byc postawieni na jej wysoka jakość i naturalne pochodzenie – w tej dziedzinie bowiem w Europie nie ma kraju który obecnie mógłby nas prześcignąć. Mamy spory potencjał sadowniczy, jesteśmy jednym z większych producentów jarzyn i owoców. Oczywiście dla rządu – to bez znaczenia – liczy się spór o imponderabilia – czy nauka mówi kłamie i GMO szkodzi czy tez nauka mówi prawdę i nie szkodzi. Tylko taką optykę debaty społecznej sa w stanie przyjąć media, prezydent i ministerstwo rolnictwa. Tak jakbyśmy musieli w kraju dyskutując o tym zagadnieniu przejść fazę dyskusji którą na zachodzie w zasadzie zakończono ze 20 lat temu u zarania genetyki – bowiem rzecz nie tkwi w ogólnych zasadach genetyki i w ocenie  ogólnych zasad jej bezpiecznego stosowania jak nam się przedstawia. Rzecz tkwi w istniejących praktykach biznesowych. W technologii przemysłowej. Nie w kwestiach abstrakcyjnego sporu naukowego. Używam zwykle tu przykładu: rynek samochodowy jest szkodliwy bo samochód może zabić. Jak się zapali benzyna. Co to zmienia w temacie biznesu automotive?  I czy oznacza to że producenci samochodów – jeśli dowiodą że samochód się nie zapala – mogą już robić cokolwiek im sie podoba? Tak jakby docelowy wniosek brzmiał  – „jak nie szkodzi – możemy uwalić całe nasze rolnictwo i zniszczyć markę naturalnej żywności z Polski – w celu” … bez celu. A może za 3 lata okaże się że prawdziwym celem była posadka dla Palaka w jakiejś komisji ONZ do spraw żywności która kupi mu Monsanto? Wprowadzając GMO poprawimy sobie zaledwie 1/3 rynku pasz o 10%. Nie lepiej po prostu zrezygnować całkowicie z produkcji pasz i wszystko importować? Wyjdzie taniej, w miejsce kukurydzy na pasze posadzimy najpiękniejsze i najzdrowsze – przemysłowe – jabłka w Europie. Może to bzdura – ale chciałbym zobaczyć Polski raport ekspertów który to udowodni odwołując sie do danych.

     Reforma emerytalna to największy szwindel obecnie panującej ekipy. Ekipy która jak w starożytnym Egipcie opiera swoją legitymację do władzy na budowie piramid, świątyń i Euro 2012. To oczywiście dobrze że rozbabrano budowę pewnej liczby autostrad. Smuci jednak fakt że w państwie tak rzekomo wielkiego sukcesu gospodarczego te budowy trzeba było rozbabrać za cudze pieniądze. Czyżby żaden z silnych i we wzorowej kondycji finansowej banków w Polsce nie zechciał kredytować tak zyskownej inwestycji jak budowa płatnej autostrady? Zadłużenie kraju jest olbrzymie, rząd nie jest w stanie prowadzić elementarnych działań. W pobliskiej do Żywca Łękawicy samorząd zadecydował o likwidacji jedynej państwowej szkoły w miejscowości. Oczywiście powodem jest niż demograficzny a co za tym idzie rosnące koszty. Dzieciom i ich rodzicom zaproponowano dojazdy do odleglejszych placówek. Rodzice podnieśli protest, jedyne co udało się uzyskać to przekazanie szkoły w zarząd prywatnych fundacji – rodzice będą utrzymywali szkoły z własnych pieniędzy. Z gotówki. Tak oto w XXI wieku w małej miejscowości, ludzie którzy płaca podatki nie otrzymają tego za co płacą. Podatki płacić trzeba, a oszustwa podatkowe wg. oficjalnych ekspertyz profesorów od ekonomii sa grzechem (z tym że rodzina ministra finansów ma dyspensę i jej wolno). Ma jednak wrażenie że sens łożenia na państwo tkwi w przezorności takich działań i ich długofalowej zyskowności. I wbrew temu co uczą na polskich uczelniach ekonomicznych – nie mam tu na myśli inwestycji w życie wieczne. Tymczasem państwo obywatelskie, likwidując szkoły, żłobki i biblioteki zanika, rezerwując sobie już niemal wyłącznie tylko rolę machiny represji. No, pozostaje jeszcze kultura wysoka – w telewizorni Tusk i reszta ekipy zaśpiewają nam „Spoko koko”. Bardzo kompetentna władza. Oczywiście związek tego faktu ze zwolnieniem UEFA od płacenia podatków i to na okrągły rok, jest czysto przypadkowy. Rostowski który potrafi w innych okolicznościach pokazać zależność między deficytem finansów państwa a rozrzutnością biblioteki prowadzonej przez jedną osobę we wsi, zarazem jest ślepy nie tylko na fakt że UEFA nie zapłaci ani grosza podatku w Polsce. Rostowski  – jako ekonomista – zwalniając UEFA od podatku – oparł się na ponoć na tradycji, zwyczaju. Takiej odwiecznej tradycji naszych czasów – „UEFA nigdy nie płaci podatków”.  Super. Nawet komuna tego nie wymyśliła – mieliśmy zaledwie niematerialną tradycyjną przyjaźń Polsko Radziecką. Coś mnie ominęło – czy mogę odmówić zapłacenia podatku PIT bo taki mam zwyczaj?  Na dodatek dzielny niezmordowany minister finansów nawet do niedawna nie byl w stanie sprawnie  przedstawić  jakie są obecnie koszty Euro2012 i czy trzymamy sie wcześniejszych przepowiedni budujących wiarę że wyjdziemy na swoje.  W zasadzie można przypuszczać ze żaden taki dokument – harmonogram inwestycji – nie istniał.   Fajny specjalista od pieniędzy – wysymulował jak zrobić by zarobić, ale nie kontroluje czy wydajemy kasę według tego planu. Do pewnego stopnia rzutuje to na wiedzę co do wiary Rostowskiego we własne symulacje…  A to tylko wierzchołek góry lodowej. Z interpelacji poselskiej z 2009 roku można się było dowiedzieć że 5 największych sieci handlowych w kraju – łącznie – czyli w sumie – zapłaciła podatek o takiej wysokości jaki powinna zapłacić każda z nich z osobna – gdyby podatki wynosiły 19%. Można to ująć inaczej – statystycznie każda z tych sieci zapłaciła podatek w wysokości 1/5 tego co mogłoby wynikać z informacji o obrotach i typowej rentowności na rynku handlu detalicznego.  Po prostu – sieci handlowe jak Tesco czy Biedronka są rażąco źle zarządzane i mają bardzo niską rentowność a wysokie koszty.  Acha – no i inwestują w drogie, nowoczesne technologie które kupują zapewne od spółki matki… Oczywiście wysokość podatku jest naliczona zgodnie z prawem i bez wzbudzania niepokoju i tak zapracowanego ściganiem drobnych sklepikarzy fiskusa. Co charakterystyczne ministerstwo nie podało  informacji o wysokości podatków płaconych przez te spółki w rozbiciu. Z uwagi na tajemnicę podatkowa? A może nie uważa za celowe posiadania tego typu zestawień? Czy nie byłoby fajnie zobaczyć na stronach ministerstwa on line informacji które firmy płaca jaki podatek? I ile to jest w stosunku do zysków, przy założeniu średniej rentowności dla branży? Cóż – wymagałoby to przetargu i miliardów dolarów inwestycji w infrastrukturę serwerów, zaś dałoby niewielkie zyski, słusznie minister zwraca uwagę ku bardziej racjonalnemu wydawaniu pieniędzy. Na przykład na  Euro 2012… W ramach racjonalizacji wydatków zatem  Polska ma najniższą w Europie dostępność do lekarza na 100 tysięcy pacjentów. Ale NFZ notuje co roku nadwyżki finansowe. Mamy jeden z najwyższych w Europie indeksów Giniego, przy czym zarobki mamy jedne z najniższych co także ma znaczenie bo czym innym sa nierówności w Anglii gdzie nie ma biedy a czym innym w Polsce gdzie bieda dotyka 30% społeczeństwa. Są środowiska w których bieda staje się dziedziczna. Co sami eksperci którzy nie wiedzą ile podatku powinno zapłacić Tesco – nie mają najmniejszych wątpliwości że powodem bezrobocia jest niska aktywność tych którzy nie mają pracy – słowem – za dobrze im na garnuszku. Łatwiej bowiem poznać dokładnie życie 2 milionów ludzi niż skontrolować jedną firmę handlowa.Tymczasem rosną koszty życia – rząd nawet nie ukrywa swojej motywacji – 60% ceny paliw to przecież akcyza – by za pomocą wzrostu podatków i innych obciążeń jak VAT obciążających wszelkie elementy infrastruktury i żywność, finansować rozdęty aparat biurokratyczny. Polscy emigranci którzy żyją obecnie w Wielkiej Brytanii i Irlandii sa tam obecnie najpłodniejszymi mniejszościami narodowymi. Polacy żyjący w Anglii i Irlandii czasami wobec kryzysu w tych krajach, nawet z zasiłków, a już co do zasad wykonując tam raczej proste prace, chcą mieć i mają więcej dzieci niż w Polsce gdzie dzietność jest mniejsza obecnie niż w Chinach. W których nadmiarowe dzieci się zwyczajowo zabija. Tak oto dochodzimy do demografii. W takiej sytuacji pojawia sie koncepcja zrabowania ludziom oszczędności ich życia a to za pomocą odczekania z wypłatą należnej im emerytury aż umrą. Minister na antenie radia bez ogródek wyjaśnia prostaczkom ze tak sie właśnie sprawy mają. W jego opinii – jest to konieczność, jako minister finansów nic innego zrobić bowiem nie potrafi. Oczywiście znamy takie praktyki – tak postępuje większość prywatnych ubezpieczycieli – zasłużenie pracując na opinię oszukańczej branży. Czy Państwo jest jednak przedsiębiorstwem nastawionym na zysk? Jak wyjaśnia znany ekonomista Piotr Kuczyński – dzieje się tak z powodów czysto koniunkturalnych, związanych z chwilowym nastawieniem spekulantów ( radzę odszukać inne opinie Kuczyńskeigo na ten temat, publikowane np. w wyborczej). W skrócie chodzi o to ze dawno temu ktoś pożyczył nam pieniądze, a my w zamian wystawiliśmy weksle ( obligacje), którymi obecnie handluje sie na wolnym rynku. Właścicielem tych weksli jest obecnie ktoś zupełnie bez związku z naszym dawnym wierzycielem, ktoś kto zamierza je sprzedać w ciągu nadchodzących liku tygodni jeśli nie dni. Osoba ta ( oczywiście najpewniej nie jest to konkretny człowiek, raczej niewielki zbiór instytucji finansowych) chce by w momencie kiedy weksle będzie sprzedawać ich cena była dla niej korzystna. Zwraca sie zatem do Rostowskiego, a ten natychmiast ogłasza że ludzie będą pracować do 67 roku życia. Uzasadnienie? Czy można oczekiwać że profesor ekonomii uzasadni swoją decyzję dotyczącą bądź co bądź 39 milionów ludzi? Nie należy tego oczekiwać – bo i jak można uzasadnić postępowanie które wykonuje się zwyczajnie na prośbę czy z powodu nacisków spekulantów? Zwrócimy uwagę na kolejność – w ekspose rząd ogłasza że jeśli instytucje finansowe prowokujące kryzys finansowy na nasz kraj dostatecznie mocno by spowodować problemy finansów wewnętrznych rząd nie cofnie się przed obciążeniem społeczeństwa kosztami takich nacisków. jest to tzw. plan pesymistyczny – jedyny jaki ktokolwiek znający tzw. rynki finansowe bierze pod uwagę. Czego bowiem się spodziewać od socjopatów nastawionych na zyski kiedy ktoś ogłasza że spełni nawet wygórowane ich żądania? Następnie premier wspomina o nadchodzącej reformie systemu emerytalnego. Następnie reforma zostaje ogłoszona zaś parlament zajmuje się jej przegłosowaniem. Minister poszukuje argumentów dlaczego jest ona konieczna. Zamiast tego na razie słyszymy banialuki o „trosce o bezpieczeństwo socjalne emerytów” oraz obawy o to że na rynku pracy braknie pracowników za… 20 lat. Prezydentowi nieostrożnie wyrywa sie uwaga o koncepcji otwarcia granic dla pracowników zza wschodniej granicy – widać lobbyści już pracują – i to przy bezrobociu na poziomie 13%. Obawiam się że pan profesor przygotuje co prawa kilka reklam w telewizji, a może nawet zaśpiewa „Spoko koko”, ale wyliczeń że nam się opłaci pracować do 67 roku życia nie dostaniemy. Podobnie jak lepszej opieki medycznej kiedy już będziemy musieli pracować o lasce.Być moze przystąpienie do Open Government coś by tu mogło zmienić, ale rząd musi się najpierw z otwartości całkowicie wycofać, oczywiśce po to by wziąć lepszy rozbieg…

     Na temat planu Balcerowicza nie będę się rozwodził – sprawa jest znana – wykiwano nas z kretesem, a tylko ogólnej ciemnocie, brakom wiedzy ekonomicznej, wiedzy o świecie i manipulacji mediów, należy przypisać że postrzegamy wprowadzenie owego planu jako manichejską walkę o wolność i demokrację. W istocie była ona bowiem wyprzedaż majątku i zniszczeniem rodzimego przemysłu, za co dziś płacimy wysokim bezrobociem i dostępnością tylko prac dla ludzi nisko wykwalifikowanych. Plan Balcerowicza był przede wszystkim działaniem ad hoc, bez wiedzy, umiaru i wnikliwych analiz, działaniem bez jakiejkolwiek kontroli, ładu i składu. Dowodzą tego niedawno opublikowane dokumenty – książki nadal lezą w księgarniach. Dosyć wspomnieć żę „plan Balcerowicza” nie spełnił niemal żadnych zakładanych przez jego frontmanów prognoz, poza bodaj jednie zduszeniem inflacji. To niby niemało, ale do genialności – sporo brak. Nic zatem dziwnego że kiedy brak rzeczowych argumentów i wyników potwierdzających sukces – okazuje sie jedynym celem od początku była walka z siłami ciemności i powrót to pradawnego dziewictwa i niepokalania Wolnego Rynku. Proszę spojrzeć – podnoszony czasem argument że sukces polega na tym iz w sklepach sa telewizory i samochody z zachodu jest dowodem klęski – sukcesem byłoby gdyby były to telewizory samochody Polskie. Na współczesnym etapie rozwoju kapitalizmu problemem jest nie brak dóbr ale ich nadprodukcja, zatem nie dosyć że mnogość dóbr nie świadczy o sukcesie gospodarczym, to wręcz obnaża kompletną nieznajomość ekonomii i świata u tych którzy takiego argumentu używają. Pamiętam całe wieczory spędzone na burzliwych dyskusjach z moim ojcem – który ukończył ledwie podstawówkę i późniejszą naukę zawodu. Broniłem Polskich przemian – ojciec mówił to co teraz wiem. Nawet jeśli Balcerowicz działał w dobrej wierze ( a sposób jego działania, np. unikanie upowszechniania prawdziwych informacji i doktrynerskie nastawienie mogą budzić wątpliwości ) nie zrealizował nic co można by nazwać Polskim interesem. Tak jak dziś to oceniam – być może ledwie udało mu sie nas nie pozabijać.

     Konkluzja. Co zatem wspólnego w tych wszystkich przypadkach mamy? Otóż wydaje się iż można dowodzić iż we wszystkich przedstawionych tu przykładach, a także w dziesiątkach innych skandali jakie przetaczały się i nie, przez media, cechą charakterystyczną jest jakikolwiek brak rzeczowego dialogu społecznego, ba, takie manipulowanie tym dialogiem by powstał konflikt światopoglądowy, ukrywający faktyczne znaczenie konfliktu, zwykle ekonomicznego. We wszystkich wypadkach ludzie którzy określają się jako demokraci, przynależni do obozu wolnościowego, akcentujący otwartość i pochwałę nowoczesności – sprawując władzę narzucają ludziom swoje postępowanie i unikają wyjaśnień. Słowem – w Polskiej polityce zamiast rzeczowej dyskusji i decyzji opartych na faktach, mamy dyskusje o dupie Maryny i moralności. Zarządzanie kryzysem za pomocą socjotechniki, zamiast demokracji.  Zakłady bliskie upadłości i nie mające istotnych przewag rynkowych – nie podlegają prywatyzowaniu – bo nikt ich nie che kupić. Zakłady które da sie sprzedać – niejednokrotnie – choć oczywiście nie zawsze – można i należy utrzymać jako państwowe.  Nie ma żadnego standardu światowego w tej materii. W państwach rozwiniętych występują państwowe zakłady przemysłowe by wspomnieć niedawna jeszcze sytuację Nokii która została sprzedana po tym jak zaczęła tracić przewagę technologiczną, a nie kiedy przynosiła zyski, czy to że w Norwegii 80% rynku wydobywczego kontroluje państwo. Każdy kto chce nam wmówić zę prywatyzacja kopalni, huty, poluzowanie regulacji podatkowych czy ograniczeń chroniących miejscowy przemysł jest działaniem zmierzającym do powrotu do normalności w walce ze złem komunizmu – jest najpewniej oszustem, i to bez związku z jakimikolwiek argumentami ekonomicznymi dotyczącymi tych działań. Bo żadna taka normalność nie istnieje i nigdy nie istniała w nowoczesnym świecie. Podobnie osoba twierdząca że jedynym źródłem poprawy finansów państwa jest kieszeń obywatela, zwłaszcza biednego. Podobnie ktoś kto stara się dowodzić że dzięki bogatym, biedni mają pracę. Pieniądze jednego Kulczyka znaczą dla gospodarki dokładnie tyle samo co pieniądze tysięcy Kowalskich – i jeśli państwo jest dobrze rządzone – siła ekonomiczna bogatych  Kowalskich aktywizuje  więcej niż nawet kilkunastu Kulczyków. Ford podnosił zarobki robotnikom by kupowali jego samochody. I odniósł sukces w kraju pogrążonym w kryzysie. Nie można nazwać dobrym gospodarzem kogoś kto z jednej strony twierdzi zę mamy braki w finansach publicznych, a z drugiej urządza wystawne imprezy na nasz koszt nie kontrolując wydatków. Ktoś taki jest manipulantem który zamiast przedstawić rachunek ekonomiczny w którym wykaże co zyskamy, przeprowadził ów rachunek po cichu i doskonale wie co chce osiągnąć i ile zysku zostanie podzielone – z wyłączeniem nas. Społeczeństwa kraju który popadł w srogi problem. Publicznie zaś prezentuje swoje decyzje jako „przywracające święty porzadek rzeczy”. Żyjemy bowiem w imitacji demokracji rządzonej w pozakulisowych porozumieniach pomiędzy grupami skorumpowanych polityków a wielkim biznesem. Nawet pewien procent uczciwych ludzi przy władzy nie jest tu w stanie zmienić zasadniczej wymowy faktów. Ba! Część ludzi o których mowa zapewne wręcz wierzy że ich działania są dobre i sensowne – a jest tak dlatego ze zostali tak właśnie ukształtowani przez swoich neoliberalnych mentorów. Wystarczy przypomnieć wzruszenie jakie wywoływało u tych ludzi ledwie zmarszczenie brwi Alana Greenspana – jednego z architektów obecnego kryzysu finasnowego. Mówimy o ekspertach którzy onanizowali się wyobrażając sobie siebie samych jako lokalne wcielenie tego człowieka, najpewniej zupełnie nie rozumiejąc jego roli w systemie finansowym USA i świata. I świadomość tego faktu powinien mieć każdy – bowiem jego prawdziwość nie ma nic wspólnego ani z lewicowością, ani z prawicowością. I nie sprowadza się do prostackiej konstatacji ze „politycy kłamią”. Jest to zwykły fakt, a jego niezrozumienie czy nieznajomość ma katastrofalne konsekwencje.

    Ludzie powszechne narzekają na rozrost biurokracji i oczekują zmniejszenia interwencji państwa w gospodarkę a nawet ogólniej w życie ludzkie. Tymczasem takie myślenie skażone jest wadliwa optyka związaną z przedstawianiem problemów w abstrakcyjnej i oderwanej od rzeczywistości formie. Formie w której w miejsce esencji polityki – dbałości o dobro wspólne – osadzono ideologię i pełną moralizatorstwa retorykę bez odniesienia do faktów. Tymczasem każde pole z którego wycofa sie państwo ktoś zapełni. Gdyby świat był idealny jak w powieściach Kalicińskiej, zapełnialiby je filantropi, którzy dorobiwszy się na domowych przetworach ze śliwek z własnego sadu, fundowaliby szkoły biednym dzieciom. Sporo pieniędzy wydano na propagandę by nas przekonać że tak to działa. Czas dorosnąć. Jednego można być pewnym – miejsc w których nie ma zysku – nie zapełni żaden biznes. Zapełni je bieda i beznadzieja. Miejscowość Łękawica koło Żywca, i setki innych niewielkich miejscowości nie staną sie rajem na ziemi kiedy państwo przestanie się wtrącać. Wszyscy potrzebujemy państwa które jest obecne i spełnia swoje zadania – zamiast zajmować się wchodzeniem do dupy panom z UEFA na nasz koszt. Wśród działań państwa nie ma organizacji turniejów piłkarskich by pomnożyć dochody prywatnych organizacji przeżartych korupcją od szczytu do dna.  Są za to takie zadania jak  racjonalne inwestycje w infrastrukturę, walka z bezrobociem, zapewnienie powszechnej i dobrej edukacji i służby zdrowia, redystrybucja podatków i dbanie o wyrównywanie różnic majątkowych w społeczeństwie, realizacja podstawowych postanowień konstytucji w zakresie wolności wyznania, słowa i bezpieczeństwa socjalnego. To nie jest manifest socjalistyczny – to jest domaganie się realizacji europejskiego standardu cywilizacyjnego państwa demokratycznego który obowiązuje w świecie. Opartego na gospodarce rynkowej. Wiele wiele poważnych i niełatwych zadań o realizacji których rządzący obecnie nie mają zielonego pojęcia.

    Dlatego nie mniej państwa jest potrzebne ale więcej. Z tym ze państwo to musi być demokratycznym państwem prawa działającym w interesie społeczeństwa, a nie oligarchii i elity finansowej świata. A doświadczenia pokazują że można to osiągnąć. Koszty zmian które sa tu konieczne nie są wcale wielkie. Uszczelnienie prawa podatkowego i cofnięcie przywilejów finansowych które rozdano nie przyniesie żadnej katastrofy ekonomicznej. Nie ma alternatywy – być tanim niewolnikiem albo zginąć z głodu. To jest optyka która sprzyja obecnie sprawującym władzę technokratom. Jeśli można robić interesy dzięki korupcji i układom – robi się je bo tak jest taniej. Korumpuje się tylko ludzi skłonnych do korupcji. I bez problemu odszukuje się ekspertów którzy nazwą takie działanie „ekonomią wolnorynkową” czy „koniecznością wynikającą z mechanizmów rynkowych”. Stan normalności – nie absolutnej – ale stan poprawy – można osiągnąć tylko dzięki dobrej i silnej władzy. Władzy dostatecznie silnej by nie ulegała już nie tyle szantażowi, co zaledwie sugestii spekulantów.

Kluczem jest demokracja, dyskusja na rzeczowe tematy i wiedza o faktach. Inaczej skończymy w kraju który będzie na świecie pierwszym odpowiednikiem tego co w technologii nazywa się  Walled Garden.