Zofia Wiktorowicz – mieszkanka Zamościa – wspomina Leśmiana ( tekst spisany w 1980 roku):
     „W czasie bezrobocia w latach 1932-1933, kiedy zmuszony był utrzymywać kancelarię w okresie zupełnej stagnacji, ten tkwiący w długach człowiek nie wymówił pracy żadnemu z pracowników. Z czasem kiedy przyzwoitość pracowników, nie mających dosłownie nic do roboty, zmuszała ich do rezygnacji z pracy – przystawał na to. Wystawiał zaświadczenia zwalniające z pracy, ale wiedząc że odchodzący zginą z głodu, proponował w jakiś kulturalny sposób pozostanie w pracy ze zniżką do pięćdziesięciu procent. […]
Jakże byliśmy mu wdzięczni. Do jakiej nędzy doprowadziły ludzi małe zarobki, szczególnie w domach gdzie tylko jedna osoba z rodziny utrzymywała się przy pracy, niech poświadczą fakty oglądane codziennie w naszej kancelarii. Pan Kormański miał niepracującą żonę i troje uczących się dzieci. Sam zarabiał tak mało, ze zapałkę dzielił na cztery części, żeby zaoszczędzić na zapałkach. […] Paleniem odpędzał głód. Były również w modzie tak zwane półkoszulki. Pan J. nosił z przodu półkoszulkę – a na reszcie gołego ciała marynarkę. Nie miał bowiem a jednej koszuli. Żywił sie tylko drugim śniadaniem spożywanym w kancelarii. Lesman z chwilą objęcia kancelarii w Zamościu zadysponował na swój koszt drugie śniadanie dla całego personelu, składające się z herbaty i dwóch bułek z masłem i wędliną, serem czy konserwa rybna. Kanapki robiły panie kolejno. Nie wstydzę sie przyznać, ze i dla mnie te śniadania były jedynym wyżywieniem przez blisko osiem miesięcy. Szłam do pracy bez śniadania, o jedenastej zjadałam potężną kanapkę, drugą zaś zabierałam do domu i o piątej po południu miałam suty podwieczorek. Zupełnie mi to wystarczało.
    Lesman całkowicie zdając sobie sprawę z naszej sytuacji, twierdził: „Ja łatwiej zaciągnę pożyczkę i jakoś wspólnie przebiedujemy”. Tak nas utrzymywał i karmił przez blisko półtora roku, dokładając nowe zadłużenia do już istniejących. Był to chyba jedyny szef na terenie Zamościa, który w tym czasie poświęcał sie dla pracownikom. Zatrudniał wówczas do dziesięciu osób. „

Leśmian, Leśmian…

Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie zebrane przez Adama Wiesława Kulika,

słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2008