Czytałem kiedyś zbiór felietonów Kazika ( tytuł „Niepiosenki” http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=97522 – polecam) Kazika lubię i kupuję, a zwłaszcza cenię sobie deklarację „kto nie pije wódki ten jest uszczuplającym dochody państwa bezideowcem”. Ale też i felietony Kazika to strzał we własną stopę. W jednym z nich pada słynne zdanie: „Kto kupuje płyty od złodzieja, ten jest kutasem i niech spierdala” – które zasadniczo popieram. Jednak – rzecz ciekawa – w jednym z felietonów Kazik opisuje jak użył na okładce swojej płyty fotkę z koncertu podarowaną mu ( z odręcznym podpisem) przez pewnego fana-fotografa. Oczywiście Kazik opisuje całą sytuację jako qui-pro-quo bowiem Kazik rzekomo myślał, że jak ktoś mu fotkę dał ( na papierku, odbitkę) to może z nią zrobić co mu się podoba – no i zrobił z niej okładkę „platynowej płyty”. Fan-fotograf ( którego Kazik oczywiście obdarza w tekście stosownymi epitetami) jednak był innego zdania – podarował Kazikowi odbitkę bez prawa do masowej reprodukcji i zawłaszczenia sobie z z jej użycia zysków. Oczywiście przez grzeczność i szacunek dla twórczości Kazika powiemy tylko ze jest kutas i niech spierdala, a nie że jest złodziejem – doszło bowiem do ugody. A w felietonie Kazik całą rzecz w końcu opisał – no bo to chamstwo że ktoś zażądał od Kazika kasy za swoją pracę( jaka tam praca! tylko pstryknął! na fotce jest przecież Kazik – więc jaka zasługa w tym fotografa?), Nie? No i Kazik się oburza że fotograf-nie-taki-amator zażądał od niego coś 30 tysięcy? Ja nie wiem – czy w tej branży to sami cwaniacy pracują?

    Tu mała uwaga – jeśli Rodowicz, Kazik czy Hołdys – łamią prawo autorskie to po 3 tygodniach lub 6 latach – kończy się to ugodą. Zazwyczaj koszty naruszeń sa oceniane bardzo nisko w porównaniu z „prawdziwymi piratami”. Np. pani Rodowicz zapłaciła 37 tysięcy złotych za uzycie fragmentów „Czterech Pancernych” w klipie który przez stacje muzyczne był pewnie emitowany tysiące razy. No ale faktycznie – wartość tego działa pewnie zostałą tu właściwie wyceniona. Nawet jeśli – jak w wypadku Hołdysa – mamy do czynienia z przestępstwem ściganym z urzędu – okazuje się że da się to załatwić…. Żaden z nich zatem nie może być nazwany złodziejem. Jeśli celebryta dzieli sie zyskiem lub chociaż odpali w TV stosowną kwestię w obronie prawa autorskiego – jest przez system chroniony. Złodziejami mogą być tylko biedni ludzie na których inaczej – niż ściągając z nich ostatnie grosze w procesie – nie da sie zarobić.

    Tak mi się przypominało bo znalazłem to –  screenshot ( lokalnie) nieistniejącej już strony, którą uważam za bardzo dowcipną – proszę przeczytać co tam jest napisane.


    Zdanie merytoryczne radze sobie wyrabiać w oparciu o takie teksty. Warto także się zastanawiać nad możliwymi działaniami naprawczymi Demokracji bezpośredniej nie zbudujemy ale może da sie rozwalić Polskę Kolesi?