Cytat za: http://wyborcza.pl/1,97738,10030963,Grass_KamienieSyzyfa.html?as=1

    „Władza tych lobby w znacznie większym stopniu zagraża demokracji niż histerycznie podnoszone niebezpieczeństwa, sianie w stylu Sarrazina lęku i przerażenia. Władza lobby odbiera parlamentarzystom i rządowi wiarygodność. Prowadzi do tego, że rośnie absencja wyborcza.
[…]
Nie mogąc tej władzy zlikwidować – reprezentacja interesów ma przecież swoje uzasadnienie – należy postawić jej wyraźne granice. […] Dlatego potrzeba – moim zdaniem – ustawowo określonego okresu karencji wynoszącego minimum pięć lat. Chyba że obywatele, a w szczególności dziennikarze, pogodzą się z tym, że polityka z zasady jest przekupna i taką pozostanie.
[…]
Nie muszę i nie chcę powoływać się na Weimar jako na przykład ostrzegawczy. Obecne symptomy zmęczenia i rozpadu konstrukcji naszego państwa są wystarczającym powodem, by mieć poważne wątpliwości, czy nasza konstytucja gwarantuje jeszcze swoje obietnice. Dryf w kierunku społeczeństwa klasowego z coraz biedniejszą większością i odgradzającą się od niej warstwą najbogatszych, góra długów, której szczyt przesłania dzisiaj chmura zer, nieudolność i opisany wcześniej bezwład wybranych w wolnych wyborach parlamentarzystów wobec skoncentrowanej władzy grup interesów i wreszcie dławiący uścisk banków są w moich oczach powodem, dla którego konieczne staje się zrobienie czegoś, co było dotąd tabu, to znaczy postawienie pod znakiem zapytania całego systemu.
[…]
Czy mamy nadal godzić się na niejako przymusowo zaordynowany demokracjom system kapitalistyczny, w którym świat finansów w dużej mierze oddzielił się od gospodarki, ale raz po raz zagraża jej za sprawą zawinionych przez siebie kryzysów? Czy takie artykuły wiary jak rynek, konsumpcja i zysk nadal mają być naszą religią?

 

    Dla mnie w każdym razie jest rzeczą pewną, że system kapitalistyczny wspierany przez neoliberalizm i pozbawiony alternatywy, jak sam się przedstawia, zdegenerował się do roli maszynerii, która niszczy pieniądze, i w oderwaniu od odnoszącej niegdyś sukcesy społecznej gospodarki rynkowej służy już tylko sobie samej: jako nieprzyjazny społeczeństwu moloch, którego skutecznie nie ogranicza żadne prawo. 

 

Dlatego w dalszej kolejności powstaje pytanie: czy wybrana przez nas forma rządów, czyli demokracja parlamentarna, ma jeszcze wolę, a także siłę do tego, by obronić się przed tym grożącym jej rozpadem? Czy też każda próba reform mająca na celu poddanie banków i ich sposobu obchodzenia się z pieniędzmi jakiejś kontroli, to znaczy zmuszenia ich do działania w imię dobra wspólnego, nadal będzie delegowana do sfery niezobowiązujących deklaracji za pomocą rytualnego uzasadnienia, że „coś takiego, jeśli w ogóle, może się udać tylko na poziomie globalnym”?

 

    Jedno wydaje mi się pewne: jeśli demokracje zachodnie okażą się niezdolne do tego, by za pomocą fundamentalnych reform przeciwstawić się grożącym im już obecnie i spodziewanym w przyszłości niebezpieczeństwom, to nie będą w stanie poradzić sobie z tym, co w nadchodzących latach jest nieuniknione: kryzysami rodzącymi następne kryzysy, niepohamowanym wzrostem liczby ludności na świecie, spowodowanymi niedostatkiem wody, głodem i nędzą falami uchodźców oraz wywołanymi działalnością człowieka zmianami klimatycznymi. Rozpad porządku demokratycznego pozostawiłby jednak po sobie, o czym świadczy dostatecznie dużo przykładów, pustkę, a tę mogłyby zagospodarować siły, których opis przekracza możliwości naszej wyobraźni – mimo że sparzyliśmy już sobie palce na faszyzmie i stalinizmie, których skutki nadal odczuwamy.”

Günter Grass

Tekst za „Süddeutsche Zeitung” z 4 lipca 2011 r.