Zabawna historia. W filmie „Jeździec bez głowy” (Sleppy Hollow) scientystycznie nastawiony Johny Deep jako komisarz Ichabod Crane tropi mordercę terroryzującego cichą i odległą od cywilizacji amerykańską wioskę. Mordercą okazuje się być upiór heskiego żołnierza. Oglądałem ten film ze dwa razy, generalnie polecam – zawsze jednak zastanawiałem się co robił heski żołnierz w Ameryce? Hesja – to kraj związkowy w Niemczech.
    Historia staje tu intrygująco deba, rży i galopuje w pewnym kierunku  – nie bez pewnego odległego związku ze współczesnym kryzyse finansowym strefy Euro ;-) Film powstał na podstawie opowiadania „Legenda o Cichej Dolnie” Washingtona Irwinga z 1820 roku i jest przykładem literatury grozy z tamtych lat – nieco spowinowaconej z kryminałem – głownie poprzez opinię, że jest to literatura klasy B, rozrywkowe czytadło. Akcja opowiadania rzeczywiście rozgrywa się w Ameryce w okresie tuż po wojnie wyzwoleńczej. Wojnę tą, znaną pod nazwa Amerykańskiej Wojny Rewolucyjnej, toczyły raczkujące wówczas w państwowości Stany Zjednoczone Ameryki przeciwko interwencji Wielkiej Brytanii. Powody tej wojny były doprawdy ciekawe. Pośród wielu niezgodności i politycznych rozbieżności jedną z ważniejszych był fakt drukowania przez kolonistów własnej waluty. Ameryka przeżywała okres prosperity, jednak gospodarka rozwijała się wolniej niż to byłoby możliwe, a jednym z powodów był niedostatek pieniądza na rynku. Pieniądz o którym tu mowa to pieniądz brytyjski – mający pokrycie w złocie. Koloniści chcąc prowadzić normalny handel byli zmuszeni uciekać się do wymiany towarowej, w której np. sobole skóry zastępowały walutę. Skóry jednak ulegają zmianom w czasie niekoniecznie związanym z systemem monetarnym – np. mogą wylinieć a wówczas ich własność spada. Amerykanie zdecydowali się więc na emisję własnych pieniędzy – były to zielone drukowane kartki papieru. Dla Brytyjczyków ( a dokładniej brytyjskich bankierów) sytuacja taka była nie do przyjęcia, postanowiono więc wymusić na koloniach likwidację takiej waluty. Ale władza polityczna przez ocean nie sięga aż tak łatwo – a drukarnie pieniędzy w Ameryce działały pełną parą. W Izbie Gmin przegłosowano tedy ustawę zwaną Ustawą Znaczkową (Stamp Act)  która narzucała kolonią podatek od drukowania czegokolwiek, gazet, książek a w szczególności „zielonych papierków” których używano jako pieniędzy. Z wikipedii: „These printed materials were legal documents, magazines, newspapers and many other types of paper used throughout the colonies. Like previous taxes, the stamp tax had to be paid in valid British currency, not in colonial paper money. Jest to o tyle ciekawa sprawa, że jednym z uzasadnień takiej formy płatności było utrzymywanie korpusu ekspedycyjnego jaki Brytyjczycy trzymali w Ameryce „The purpose of the tax was to help pay for troops stationed in North America after the British victory in the Seven Years’ War. The British government felt that the colonies were the primary beneficiaries of this military presence, and should pay at least a portion of the expense” – jednak wymuszono płatność w walucie brytyjskiej a nie lokalnej, mimo, że armię utrzymywano, opierano, żywiono i eksploatowano na konetynencie amerykańskim. Waluta brytyjska była możliwa do zdobycia dla kolonistów tylko w jeden sposób – poprzez zaciąganie długu u monarchii Brytyjskiej, a tym samym poprzez uzależnianie swojej sytuacji gospodarczej od polityki monetarnej i fiskalnej Imperium Brytyjskiego. Kolonie zatem proklamowały niepodległość a Imperium wypowiedziało wojnę.
    Wypowiedzieć wojnę jest łatwo ale ją prowadzić – nie. Imperium Brytyjskie w owych czasach było wielka potęgą gospodarczą, militarną i handlową, jednak jego rozmiary obejmujące bez małą cały glob, sprawiały rozliczne logistyczne problemy. W szczególności owo wielonarodowe imperium w którym mieszkało wiele narodów i wiele milionów ludzi, miało relatywnie niewielką stałą armię liczącą ponad 40 tysięcy żołnierzy. Wysłanie do Ameryki korpusu karnego było zadaniem niełatwym, kosztownym i ryzykownym. Poszukiwano zatem innego rozwiązania – najemników.
    Taką najemną armię – posiadał jedne z landgrafów Hesji – Fryderyk II Heski. Armia Hesji – Kassel  liczyła około 40 000 żołnierzy i była gotowa do działania. Hesja w tamtych czasach liczyła sobie około pół miliona mieszkańców i utrzymywanie tak wielkiej armii było nie lada kosztem. W celu zaciągu rekruta stosowano drastyczne metody jak porwania. Żołnierze byli jednak dobrze wyszkoleni i bitni. Oczywiście pojawiła się zrozumiała kwestia ceny. Wynajęcie takiej ilości żołnierzy musiało kosztować wiele, zaś zyski były niepewne. Korona Brytyjska zdecydowała się na wynajem około 16 tysięcy żołnierzy, jednak wikipedia milczy na temat kwot jakie zapłacono i jak zrealizowano transakcję. Kiedy ktoś komuś coś pożycza nader często pojawia się instytucja żyranta – i tym razem też tak było. Żyrantem Wielkiej Brytanii wobec landgrafa Hesji Fryderyka II Heskiego i innych jego krewnych którzy przysłali także wojsko, wynajmowanie armii było bowiem w Hesji interesem rodzinnym, był Mayer Amschel Bauer, przy czym umowa była tak udatnie spisana że Fryderyk nie tracił nic w żadnym wypadku, korona Wielkiej Brytanii płaciła wszystkim a Bauer zyskiwał w każdym przypadku. Armia Heska która stanowiła okol 1/4 całkowitego korpusu ekspedycyjnego Brytyjczyków wyruszyła zatem za morze, poniosła klęskę, zaś Mayer Amschel Bauer rozpoczął w ten sposób budowę imperium finansowego. Jego syn Nathan Mayer Freiherr von Rothschild ostatecznie przejął kontrolę nad emisją pieniądza w Imperium Brytyjskim po klęsce Napoleona pod Waterloo  około 50 lat później, kiedy to Nathan dokonał aktu dezinformacji i skupił w swoich rękach nie mniej niż 60% papierów dłużnych Bank of England co dało mu kontrolę nad systemem monetarnym Wielkiej Brytanii. Udana ta operacja być może nie byłaby możliwa bez uprzednich związków między bankierami a władzą zarówno Hesji jak i Wielkiej Brytanii. Podstawowym problemem Mayera Amscgela Bauera, jego ojca, nie był bowiem brak gotówki, a stosunków w świecie. W owych czasach nie każdego wpuszczano na salony…
    Jak widzimy żołnierz heski z opowieści „Legenda o Cichej Dolnie” Washingtona Irwinga oraz z filmu „Jeździec bez głowy” jest zatem postacią historyczną. Armia Heska była niemieckojęzyczna i wielu żołnierzy zapewne niezadowolonych z przebiegu służby do której zostali wcieleni przemocą zostało w Ameryce na zawsze – niekoniecznie na polu chwały. Mniejszość Niemiecka w Ameryce była zatem całkiem spora. W popularnych obrazach wojen wyzwoleńczych amerykanie mają przeciwko sobie anglików – jednak jak widać mieli przeciw sobie armię wielonarodowościową i w zasadzie myśląc o szturmie korpusu brytyjskiego przeciw kolonistom amerykańskim należałoby oczekiwać niemiecko brzmiących rozkazów i niemieckojęzycznych okrzyków konających. Zwłaszcza, że sprytna polityka Anglików wobec działań wojska sprowadzała się do ochrony własnych i innych anglojęzycznych oddziałów, które rutynowo delegowano do nadzoru porządku za stodołami i na pastwiskach, oraz do operowania armią haską jak korpusem karnym – wszędzie tam gdzie zdecydowano się na użycie siły, terroru i gdzie liczono się ze stratami. Wydaje się że przyszli amerykanie nie mili za co kochać żołnierzy haskich, język niemiecki kojarzył im się nie najlepiej, a horror autorstwa Washingtona Irwinga nie kłamał w jednym: żołnierzy haskich bano się powszechnie i nienawidzono ich. Być może także z faktu liczebności armii Heskiej wynikało po części i to, że u zarania powstania Stanów Zjednoczonych Franklin widzial w słabo zintegrowanej mniejszości niemieckiej w Ameryce spory problem, na tyle spory by poświęcić mu słowa:  „Why should Pennsylvania, founded by the English, become a Colony of Aliens, who will shortly be so numerous as to Germanize us instead of our Anglifying them, and will never adopt our Language or Customs, any more than they can acquire our Complexion?” (The papers of Benjamin Franklin. Ed. Leonard W. Labaree. New Haven: Yale Univ. Press, 1959. vol 4:234).”.

 

    Cała ta historyjka uczy, że literatura kryminalna klasy B ma wartościowe cechy. Co prawda często w kwestii genialności detektywa, komisarza czy czarnego charakteru autor puszcza wodze fantazji jednak nader często realia obyczajowe, poboczne fakty jak opisy strojów, obyczajów i zachowań czy drobne zbiegi okoliczności – nieistotne często dla rozwoju akcji – są najwyraźniej opisane celnie i prawdziwie. Wydaje mi się to zrozumiałe gdyż bujając dla rozrywki w oparach zbrodni i mordu – aby czytelnik nie miał wrażenia dętej fabuły – autorzy powieści kryminalnych czy horrorów często muszą zachować wysoki stopień realności. Co charakterystyczne – prosty film – horror z dosyć doborową zresztą obsada – uczy więcej o historii tamtych lat Ameryki niż niejedna produkcja stricte historyczna….