Pewien człowiek kochał swoja żonę, a i ona go kochała. Byli razem jednak od dosyć dawna, ich związek był już wieloletni i mieli dziecko. Nadal byli dla siebie atrakcyjni, ale czy nie stało się tak, że zbyt wiele zostało już wyjaśnione? Zbyt wiele ustalone? Zbyt wiele dopowiedziane, albo pozostając niedopowiedziane pozostawało także poza obszarem dyskusji? Kochany: „jesteś dla mnie kimś ważnym czy podobają ci się moje włosy?” „Kochana są piękne!” „Nawet na nie nie spojrzałeś…”
    Tak mniej więcej rozpoczyna się ten film i standardowa interpretacja zakłada że reżyser zabiera nas na podróż po krainie konsumpcjonizmu i rozpasania. Ona wzbudzi w nim zazdrość, on nie będzie mógł jej tego darować. Będzie uciekał przed wizją zdrady dokonanej przez żonę w coraz bardziej ryzykowne sytuacje. Czy cokolwiek co zostało pokazane w tym filmie było udziałem jego bohaterów? A może to tylko opowieść pokazująca co im się śniło po kłótni jaka miała miejsce na lekkim haju po paleniu trawki, by zabić zbyt jednostajny spokój kolejnego wieczoru?
    Jakie są przyczyny dramatycznych zdarzeń? Dlaczego kobieta która kocha swojego męża zadaje mu takie cierpienie? Naigrawa się z jego pewności siebie? A może raczej nie mieści się w swoim życiu, w rolach jakie postawiło przed nią bycie małżonką i matką? Jakieś pęknięcie na naturze ludzkiej sprawia, że nie umie zaakceptować układu dni który zdaje się być już na tak długo ustalony? Nie znosi, mierzi ją to coraz bardziej, zaufania jakie pokłada w niej mąż? Żadne z nich, mężczyzna i kobieta, mając po temu okazję nie popełnia zdrady. Ani na moment nie dochodzi do fizycznego zbliżenia między kimkolwiek z głównych bohaterów a żadną z pozostałych postaci dramatu. Co zatem prowokuje zachowanie kobiety? Chęć zmiany? Podkreślenia swojej roli? Niezależności? Nie należę do Ciebie w całości ani ciałem ani duszą, zdaje się mówić. Ale to zdanie nie jest odpowiedzią na czyjekolwiek uzurpatorstwo: nikt bowiem w takiej pozycji poza nią samą jej nie stawia. Czy jesteś tak pewny siebie by sądzić, że nie mogłabym cie zdradzić? – pyta kobieta – jestem tak pewny Ciebie – odpowiada on. Czasem przychodzi ranić tych których kochamy, z racji własnego poczucia niespełnienia. Ale skąd ono się bierze?
    Urażony mąż czuje się wygnany i jak zbieg krąży od miejsca do miejsca, jak Odyseusz przemierza fantastyczne krainy, staje się częścią wydarzeń nad którymi nie panuje, i które każą mu porzucić własne przekonanie o poczuciu bezpieczeństwa, stałości, własnej sile i wartości.
Na koniec wraca do zony, zajętej własnym wnętrzem, swoja relacją do siebie samej, swymi snami, która zdaje się nie zauważać, że w międzyczasie jej samej, jej małżonkowi i ich dziecku grożono śmiercią. Ona wie: to był tylko sen. realne jest tylko to co zaspokaja jej potrzeby. Ani na moment zona bohatera nie wychodzi poza krąg własnych doznać, odczuć, przemyśleń. Bohater filmu kończy swoje perypetie pomniejszony, w strachu i zależny emocjonalnie od tej silnej kobiety. Im dłużej o tym myślę tym bardziej widzę w tym filmie opowieść o samotności i bezsensownych usiłowaniach poszukiwania bliskości poza własnym związkiem, który okazał się nagle fikcją.
    Nie umiem zrozumieć dlaczego Kubrick trzyma się jedności miejsca, czasu i akcji, wszystkie postacie odgrywają swoja rolę, i strzelba widoczna w pierwszym akcie wypala w ostatnim, a jednak brak pointy. Za skromnie na surrealizm, za bogato na kryminał, za taktownie na pornos, za bajecznie na filozofie. Oniryczne obrazy, powolne wystudiowane sceny, niespieszny tryb narracji.
    Zostaje mi wrażenie że współczesny Odys jak go nam przedstawiono w filmie, nie powraca do Itaki by rozprawić się z uzurpatorami i odebrać należna mu cześć, ale ginie gdzieś w połowie drogi, może ma szczęście, przygarnęła go Calypso. A może nie, może to Kirke? Kim jest jego partnerka?
    W centrum handlowym, pełnym błyskotek, odzyskujemy spokój, będzie dobrze. Trzeba tylko się pieprzyć – mówi zjawiskowa kobieta.

    O tym mowa: „Eyes Wide Shut”

    Jakoś mi się te dwa filmy łączą nie wiedzieć czemu: „The night of the Iguana”.