You are currently browsing the category archive for the ‘sztuka’ category.

| O Fortuna, velut luna statu variabilis, semper crescis, aut decrescis; vita detestabilis nunc obdurat, et tunc curat ludo mentis aciem, egestatem, potestatem dissolvit ut glaciem.
Sors immanis et inanis, Sors salutis et virtutis |
O Fortuno, księzycowo tyś jest kapryśna i zmienna. Wynosząca, rujnująca; W życiu mi nie wzajemmna. Raz uciskasz, raz łagodzisz, tak ze mną sobie grywasz. Czy ubóstwo, czy bogactwo, lekko jak mgłę rozwiewasz.
Losie – straszne jest i puste, Czym zdrowiu jest, czym w cnocie jest, |
Pozwoliłem sobie na tłumaczenie! Padło na O Fortuna ze zbioru Carmina Burana. Muzyka jest podniosła i porywająca, jest to bardzo znany i łatwo rozpoznawalny utwór. Wykonań na Youtube jest bardzo wiele. Łaciny nie znam wcale. Angielski o tyle o ile – a z niego na podstawie tekstu z wikipedii tłumaczyłem. Tłumaczenie też nie wierne – zdaję sobie sprawę że ostatnie cztery wersy idą wpoprzek tekstu. Ale jakoś mnie chwyciło. Przerażajace. Życie i ta muzyka. Znalazłem inne tłumaczenie, i jest ono znacznie zgrabniejsze, ale mam nadzieje, że moje jest śpiewniejsze.

“The film is about the essence of art and the importance of faith and shows an artist who tries to find the appropriate response to the tragedies of his time. The film is also about artistic freedom and the possibility and necessity of making art for, and in the face of, a repressive authority and its hypocrisy, technology and empiricism, by which knowledge is acquired on one’s own without reliance on authority, and the role of the individual, community, and government in the making of both spiritual and epic art.”
Za Wikipedia – artykuł o filmie Tarkowskiego “Andriei Rublev”
[1]“Jednym z istotniejszych zdarzeń kształtujących zbiorową tożsamość napisowców, był sygnalizowany już w raporcie atak przypuszczony na to środowisko przez firmę dystrybucyjną [filmy] [słowo filmy - przypis mój] Gutek Film na przełomie 2005 i 2006 roku. Atak ten pociągnął za sobą nie tylko zawieszenie jednego z dwu największych portali dystrybuujących listy dialogowe (napisy.info), ale też późniejsze (2007) aresztowanie osób prowadzących drugi z portali (napisy.org).”
[2] “W 2007 r. działania organów ścigania nakierowane teoretycznie na właścicieli serwisu napisy.org, zaczęły zataczać szersze kręgi obejmując również samych *tłumaczy.* Były naloty policji o szóstej rano, rekwirowanie komputerów, zatrzymania. Anna wspomina o strachu, jaki jej wówczas towarzyszył – twierdzi zresztą, że odczuwa go do dziś. W reakcji na informacje o działaniach policji, sformatowała dysk twardy, część płyt z filmami wyrzuciła, a co fajniejsze elementy zbioru wywiozła na działkę i ukryła w piwnicy. „Przycichła” na jakiś czas, podobnie jak większość tłumaczy. Po czym wróciła do tłumaczenia „pirata” i wrzucania napisów do sieci – bo jak twierdzi, nie wyobraża sobie już życia bez tego. Co zrobiłaby, gdyby w obliczu konsekwencji prawnych musiała przestać? Na pewno nie robiłaby tłumaczeń „do szuflady”. “Prędzej bym poszła na takie portale, gdzie się poezję tłumaczy. Wtedy jest bardziej legalnie, może nikt cię nie będzie ścigał, bo już dawno wszyscy nie żyją.”"
Za: “TAJNI KULTURALNI. Obiegi kultury z perspektywy twórców sieciowych węzłów wymiany treści.” Raport na licencji CC, dofinansowany z funduszy Ministerstwa kultury i Dziedzictwa Narodowego, można pobrać TU. Warta uwagi lektura, rzecz w naszym kraju niezwykła – rząd sfinansował próbę poznania i zrozumienia postaw innych ludzi. Powyższe cytaty pochodzą z tekstów zamieszczonych w tym opracowaniu, autorstwa Marka Krajewskiego (cytat [1]) i autorów raportu – Mirosław Filiciak, Michał Danielewicz, Anna Buchner, Katarzyna Zaniewska ( cytat [2])
Na obrazku powyżej, otwierającym ten wpis na blogu, jest fragment psałterza, przedstawia on: “Khludov Psalter (detail), 9th century. The image represents the Iconoclast theologian, John the Grammarian, and an iconoclast bishop destroying an image of Christ. (State Historical Museum, Moscow)” Obraz pochodzi z artykułu Wikipedii na temat Ikonoklazmu.
Ikonoklazm polegał na egzekwowaniu zakazu czczenia ikon – czyli wałczono z Ikonodulią. Aby zakaz uczynić obowiązującym zakazano malowania ikon i niszczono te, które istniały. Historycy nie znają faktycznych powodów dla których wprowadzono Ikonoklazm. Po okresie zakazów, władzę polityczną objęli ludzie, którzy przezwyciężyli zakaz, i wszystko co o nim wiemy, pochodzi z ideologicznie przeciwnych Ikonoklazmowi źródeł. Spekuluje isę że Ikonoklazm mógł mieć związek z próba pomniejszenia ekonomicznych i politycznych wpływów monastyrskich ( klasztornych), bowiem to monastyry były głównymi wytwórcami czczonych ikon, co często było podstawa ekonomiczną ich funkcjonowania. Podobno znane są przypadki ludzi którzy pomimo zakazu malowali w ukryciu, ryzykując śmierć.
Nie twierdze że jedno ( Rublov ), drugie ( naloty policji na tłumaczy na wezwanie Gutek Film ) i trzecie ( Ikonoklazm) są tym samym, czy nawet podobnym zjawiskiem. Ale jest coś niepokojąco podobnego w dystrybutorze filmów i biskupie niszczącym wytwory kultury którą starają się chronić czy wręcz budować. I w zawłaszczaniu pola kultury przez władzę, jak u Rublova, nawet jeśli jest to tylko władza pieniądza i “rynku”…

Żywoty świętych wraz z innymi książkami tworzącymi moją skromną biblioteczkę stały na zaimprowizowanej półce, zrobionej ze starej skrzynki na pomarańcze. Z tego powodu ze wszystkich moich książek unosił się po otwarciu intensywny zapach pomarańczy, który mylnie uważałem wówczas za zapach kościelnego kadzidła – a to dlatego, że w kazaniach ojców redemptorystów, wygłaszanych w misjach tego zakonu na użytek katolickiej ludności Belfastu, często była mowa o pomarańczach.
W fabułach kazań ojców redemptorystów, rozgrywających się na ogól podczas letnich wakacji, prawie zawsze występował spragniony chłopiec, który przystawał pod sklepem spożywczym, by przyjrzeć się pięknie ułożonym na straganie pomarańczom. Malec przypatrywał się ich pełnej dołeczków skórce, a kiedy owiewał go aromat rozgrzanych słońcem owoców, wyobrażał sobie że wgryza się w jeden z nich – niemal czuł ich smak na podniebieniu i aż leciała mu ślinka. Potem, ponieważ chciało mu sie pić, posuwał się jeszcze dalej, fantazjując, że dzieli pomarańcze na ociekające sokiem cząstki, wtedy zaś granica między myślą a uczynkiem zaczynała sie zacierać coraz bardziej.
Teraz chłopiec nie mógł sie już opędzić od myśli o leżącej na wyciągnięcie ręki pomarańczy, a poza tym wiedział, że nikt go nie obserwuje. Sprzedawca był zajęty dwoma klientami, którzy chcieli się dowiedzieć, jakie są wady i zalety nowych brytyjskich i dublińskich odmian ziemniaków queens. Do pobliskiego pubu wszedł przed chwilą policjant, a pustą, tonącą w słońcu ulicą przejechał z warkotem samochód. Chłopiec mniemał, że nikt go nie widzi, wyciągnął więc rękę i wsunął pomarańczę do kieszeni spodni. Nikt go nie obserwował, a była to przecież tylko jedna z bardzo wielu pomarańczy.
– Tylko Bóg – mówił zbliżając się do finału, redemptorysta, który w tym momencie wyciągał zza pasa krucyfiks i wznosił go do góry zamaszystym gestem, żeby każdy z obecnych mógł zobaczyć krzyż – tylko Bóg jednak obserwował chłopca, a dla Boga, który widzi wszystko, nic nie jest bez znaczenia; dla Niego bowiem Jedność jest Wielością.
Z tej przyczyny pomarańcze kojarzyły mi się zawsze z kradzieżą albo stratą.
“Irlandzka Herbatka” Ciaran Carson, tłum.Maciej Świerkocki,
Stowarzyszenie A Kuku Sztuka, Gdynia 2008

Ale spiewać, marzyć, snić, smiać się
Wolnym biec ku tenczy, miec oko żywe
i glos, który dzwięczy
na bakier nosić pilsń i dla estymy bić się do woli
albo składać rymy
Nie dla fortuny, nie dla marnej sławy
pracować, ale dla zabawy i na ksieżyc patrzeć
I się nie prosić, jak ów bluszcz w potrzebie
Lecz mieć szacunek dla samego siebie
Choćby debem ni klonem się było
Iść nie wysoko, ale wlasną siła.
Z prawej strony znajduje się cień. Nie wiadomo co niesie. Złowrogo otacza postać siedmioletniej dziewczynki. Ubrana w koszulkę na ramiączkach ze wzorkiem przedstawiającym czereśnie, głowę ma zwróconą w strone plamy światła. Tuż obok widzimy ptaka, można pomysleć że to jaskółka, jednak jest znacznie bardziej barwny, ma niebieski kapturek na łebku i jasne pióra. A może to zimorodek? Czy za chwilę odfrunie? W dziobie trzyma czereśnię. Ręce dziewczynki swobodnie spoczywają na prześcieradle, widzimy tylko fragment powyżej łokcia. Ich ułożenie sugeruje niemoc. Upadła? Trudno nie odnieść wrażenia że za chwilę odwróci sie od światła i spojży w mrok. Jej oczy są zamknięte. Czy wtedy je otworzy? Rozchyli usta i coś w końcu powie, wygląda jakby coś chciała powiedzieć. Myślę, że bardzo chciałaby spojżec w światło ale już nie może. Juz za późno. Jest taka delikatna i zwiewna. Wzbudza czułość. Głowa spoczywa we wgłębienu na prześcieladle, widzimy profil, obok nosa, ust i szyi plama krwi.
Wygląda jakby nadal żyła.

Pewien człowiek kochał swoja żonę, a i ona go kochała. Byli razem jednak od dosyć dawna, ich związek był już wieloletni i mieli dziecko. Nadal byli dla siebie atrakcyjni, ale czy nie stało się tak, że zbyt wiele zostało już wyjaśnione? Zbyt wiele ustalone? Zbyt wiele dopowiedziane, albo pozostając niedopowiedziane pozostawało także poza obszarem dyskusji? Kochany: “jesteś dla mnie kimś ważnym czy podobają ci się moje włosy?” “Kochana są piękne!” “Nawet na nie nie spojrzałeś…”
Tak mniej więcej rozpoczyna się ten film i standardowa interpretacja zakłada że reżyser zabiera nas na podróż po krainie konsumpcjonizmu i rozpasania. Ona wzbudzi w nim zazdrość, on nie będzie mógł jej tego darować. Będzie uciekał przed wizją zdrady dokonanej przez żonę w coraz bardziej ryzykowne sytuacje. Czy cokolwiek co zostało pokazane w tym filmie było udziałem jego bohaterów? A może to tylko opowieść pokazująca co im się śniło po kłótni jaka miała miejsce na lekkim haju po paleniu trawki, by zabić zbyt jednostajny spokój kolejnego wieczoru?
Jakie są przyczyny dramatycznych zdarzeń? Dlaczego kobieta która kocha swojego męża zadaje mu takie cierpienie? Naigrawa się z jego pewności siebie? A może raczej nie mieści się w swoim życiu, w rolach jakie postawiło przed nią bycie małżonką i matką? Jakieś pęknięcie na naturze ludzkiej sprawia, że nie umie zaakceptować układu dni który zdaje się być już na tak długo ustalony? Nie znosi, mierzi ją to coraz bardziej, zaufania jakie pokłada w niej mąż? Żadne z nich, mężczyzna i kobieta, mając po temu okazję nie popełnia zdrady. Ani na moment nie dochodzi do fizycznego zbliżenia między kimkolwiek z głównych bohaterów a żadną z pozostałych postaci dramatu. Co zatem prowokuje zachowanie kobiety? Chęć zmiany? Podkreślenia swojej roli? Niezależności? Nie należę do Ciebie w całości ani ciałem ani duszą, zdaje się mówić. Ale to zdanie nie jest odpowiedzią na czyjekolwiek uzurpatorstwo: nikt bowiem w takiej pozycji poza nią samą jej nie stawia. Czy jesteś tak pewny siebie by sądzić, że nie mogłabym cie zdradzić? – pyta kobieta – jestem tak pewny Ciebie – odpowiada on. Czasem przychodzi ranić tych których kochamy, z racji własnego poczucia niespełnienia. Ale skąd ono się bierze?
Urażony mąż czuje się wygnany i jak zbieg krąży od miejsca do miejsca, jak Odyseusz przemierza fantastyczne krainy, staje się częścią wydarzeń nad którymi nie panuje, i które każą mu porzucić własne przekonanie o poczuciu bezpieczeństwa, stałości, własnej sile i wartości.
Na koniec wraca do zony, zajętej własnym wnętrzem, swoja relacją do siebie samej, swymi snami, która zdaje się nie zauważać, że w międzyczasie jej samej, jej małżonkowi i ich dziecku grożono śmiercią. Ona wie: to był tylko sen. realne jest tylko to co zaspokaja jej potrzeby. Ani na moment zona bohatera nie wychodzi poza krąg własnych doznać, odczuć, przemyśleń. Bohater filmu kończy swoje perypetie pomniejszony, w strachu i zależny emocjonalnie od tej silnej kobiety. Im dłużej o tym myślę tym bardziej widzę w tym filmie opowieść o samotności i bezsensownych usiłowaniach poszukiwania bliskości poza własnym związkiem, który okazał się nagle fikcją.
Nie umiem zrozumieć dlaczego Kubrick trzyma się jedności miejsca, czasu i akcji, wszystkie postacie odgrywają swoja rolę, i strzelba widoczna w pierwszym akcie wypala w ostatnim, a jednak brak pointy. Za skromnie na surrealizm, za bogato na kryminał, za taktownie na pornos, za bajecznie na filozofie. Oniryczne obrazy, powolne wystudiowane sceny, niespieszny tryb narracji.
Zostaje mi wrażenie że współczesny Odys jak go nam przedstawiono w filmie, nie powraca do Itaki by rozprawić się z uzurpatorami i odebrać należna mu cześć, ale ginie gdzieś w połowie drogi, może ma szczęście, przygarnęła go Calypso. A może nie, może to Kirke? Kim jest jego partnerka?
W centrum handlowym, pełnym błyskotek, odzyskujemy spokój, będzie dobrze. Trzeba tylko się pieprzyć – mówi zjawiskowa kobieta.
O tym mowa: “Eyes Wide Shut”
Jakoś mi się te dwa filmy łączą nie wiedzieć czemu: “The night of the Iguana”.
