qn.jpg

 

Jest taki portal, The MIT Technology Review. Organ prasowy MIT wydawany w internecie, a w nim dużo ciekawych rzeczy, a zwłaszcza omówienia artykułów z portalu preprintów arxiv.  Dwa lata temu, w Polsce w czasie dyskusji o ACTA i niezdrowym rozwoju korporacji ( oligopole, monopole itp) trafiło sie tam omówienie bardzo na czasie. Jeśli ktoś nie ma czasu na czytanie oryginalnej pracy powinien je przeczytać. Jeśli to co tam piszą jest prawda – sytuacja jest bardzo ciekawa i skomplikowana.  Tytuł oryginalnej pracy to „No Need For Conspiracy: Self-Organized Cartel Formation In A Modified Trust Game” zaś autorami są Tiago P. Peixoto, Stefan Bornholdt, z Uniwersytetu Fizyki teoretycznej w Bremen, Niemcy.

Kartel uznajemy za zły gdyż jego działanie prowadzi do utraty przez rynek efektywności. Tym samy pojawienie sie na rynku kartelu niszczy dobrą ekonomię i uniemożliwia osiągnięcie stanów optymalnych. Tak można by skrócić mantrę neo-klasycznej ekonomii (Friedman, Hayek itp).

Tymczasem podlinkowana praca pokazuje – coś co dla osób zajmujących się zjawiskami nieliniowymi jest dosyć oczywiste – że rynek nie jest żadnym automatem optymalizacyjnym. W określonych i bardzo ogólnych, a nawet można by dowodzić ze realistycznych warunkach, Wolny Rynek powoduje powstanie struktur identycznych jak te które powstają podczas istnienia kartelu. Tyle że bez niego.  Chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka – kaczka? Czy Wolny Rynek z natury osiąga równowagę w oligopolach? Dobrym pytaniem jest czy to co widzimy w koło, od wielu już lat, jest wystarczającym dowodem by zachwiać naiwną wiarą neoliberałów, czy jeszcze trzeba większych nieszczęść? Warto także pamiętać, poruszając kwestie ekonomii jako dziedziny naukowej, że ekonomiści zwykle kłamią ( lub są niekompetentni) co do swojej wiedzy. W zasadzie nie posiadamy narzędzi pozwalających analizować tak skomplikowane układy – więc wszelkie wypowiedzi w atmosferze dogmatu i pewności ( Balcerowicz, Friedman itp.) na temat ekonomii wolnego rynku – to ledwie mniemania, pół biedy jeśli oparte na doświadczeniu powiedzmy pokoleń.

Zjawisko emergentne jakie opisują w pracy o której moa to kartelizacja rynku przy zachowaniu wszelkich zasad friedmanizmu (wolny rynek, wiele podmiotów, nieprzymuszeni racjonalni konsumenci, brak interwencjonizmu) Jeśli ta praca zostanie rozwinięta, a moce komputerów wystarczą – możemy za naszego życia doczekać się *dowodów że neoliberalizm to czcza utopia* i że połowę wieku organizowano ekonomie państw satelickich USA ( a później samego USA ) w myśl dyrdymałów podtrzymywanych wyłącznie z powodu silnych związków biznesu z politykami w USA.

Nie jestem wierzącym neoliberałem – uważam friedmanizm za niewiele warte machanie rękami ( w istocie mniej niż marksizm, który jako ekonomia jest bzdurny ale ma swoja wartość socjologiczną i historyczną – jeśli chodzi o poglądy – na tyle na ile je znam i rozumiem – akurat znacznie bliżej mi do weberyzmu ).

Co więcej – ci którzy sie interesują – znają spór między Hayekiem a Oskarem Langem ( polskim wybitnym ekonomistą)  „[..]simulation of the market mechanism, which Lange thought would be capable of effectively managing supply and demand. Proponents of this idea argue that it combines the advantages of a market economy with those of socialist economics” na temat optymalizacji w gospodarce – być może Lange nie miał racji ( komputery nie mogą optymalizować procesów gospodarczych bo to problem NP-zupełny – czekamy na dowód…) ale być może Hayek także jej nie miał – bo chyba z wolna mamy dowody że tzw. wolny rynek niczego nie optymalizuje. Całkiem podobnie jak inny system „przeszukiwania” osiągający „stany optymalne” – ewolucja – co jest poglądem równie nieprawdziwym. Ewolucja wcale nie optymalizuje niczego – a przykładów na to jest bardzo wiele na przykład patrz nieoptymalna budowa oka ludzkiego – czy ssaków w ogóle. Ewolucja co prawda promuje pewne cechy które zwiększają szanse na wydanie potomstwa – ale czyni to zaledwie spośród cech dostępnych i istniejących, oraz działa w sposób przypadkowy i nieefektywny. Spytajcie dowolnego wybranego biologa.

Wygląda na to że zyskujemy dowody że wolnorynkowe systemy ekonomiczne działają całkowicie podobnie i że ledwie znajduje stan stacjonarny w ramach pewnej ograniczonej dostępnością przestrzeni stanów.

Zdecydowałem sie opublikować ten tekst na blogu, jest to odgrzewana wersja wpisu z Google+, na marginesie dyskusji na blogu Tomasza Heroka ( polecam)

Żyjemy w ciekawych czasach…

 

PS. cóż alzheimer się zbliża?

qn.jpg

    Jakiś czas temu miałem pewną wymianę  – ( nie doszliśmy oczywiście do porozumienia) z panem Tomaszem Herokiem, na jego arcyciekawym blogu Utylitymon. Dyskusja ta dotyczyła patriotyzmu. Autor, filozof, etyk, stoi na stanowisku iż patriotyzm stoi w konflikcie z etyką uniwersalną ( nie wiem co to jest ale dla ustalenia tematu dyskusji, możemy przyjąć ze chodzi o jakąś część wspólną wyznawanych, przez pewne grono ludzi, poglądów moralnych).

    Schemat rozumowania T.Heroka jest taki, że zestawia się dwie konfliktujące ze sobą postawy ( tu uniwersalizm etyczny i patriotyzm rozumiany jako swoisty egoizm grupowy) i z owego konfliktu wyciąga wniosek, że nie jest możliwe czy też celowe ich pogodzenie. Kochasz ludzi co mówią takim samym językiem co ty? To nie miłość, to dyskretna emanacja nienawiści do tych co mówią innymi językami. Bo ich nie kochasz. Kochasz swój kraj? To nie miłość, to ukryta forma nienawiści bo nie kochasz innych krajów. Oczywiście bardzo upraszam, może nawet w prostacki sposób, to co T.Herok na ten temat napisał.  No ale w istocie, sprowadzając rzecz do absurdu – jakoś tak, lub blisko, sprawy sie mają. To że czegos nie kochasz niesie konsekwencje, zgoła inne, niż gdybyś nie kochał niczego, albo jednakowo wszystko było by ci obojętne. W oryginalnej wypowiedzi Heroka padają argumenty o wojnie, przemocy, zabijaniu niewinnych, znane doskonale z historii. Tak, wszystkie te działania bywają motywowane patriotyzmem. Ludzie są gotowi w imię miłości do ojczyzny zabijać, palić i gwałcić. Są gotowi na ludobójstwo i kłamstwa. Nienawiść i poniżanie innych.

    Zatem skoro patriotyzm rodzi przemoc – czyż nie należy uznać ze patriotyzm to przeżytek, źródło nieszczęść i pogląd niemoralny? Z mojego doświadczenia wynika że całkiem spora grupa ludzi w Polsce, zwłaszcza inteligencji z dużych miast – tak właśnie uważa. „Urodziłem sie w Polsce przez przypadek, gdybym urodził sie w Niemczech, byłbym Niemcem. Czy nie jest głupotą uważać że taki przypadek ma jakieś głębsze znaczenie?” Czasami pada deklaracja: „Dla mnie nie jest ważne czy ktoś uważa sie za Polaka czy Holendra, tylko to czy uczciwie płaci podatki”. Czasem sie dodaje: „I to jest prawdziwy patriotyzm”.

    Wszakże taki sposób rozumowania, co do zasady zapewne poprawny, jest rażąco niekompletny. Jest to dokładnie taki pogląd na patriotyzm, jakiego by sobie życzyli ci którzy w jego imieniu wywołują przemoc i konflikty. Czy to jedyna opcja? Człowiek podejmując na co dzień decyzje staje przed wieloma kryteriami wyboru właściwego postępowania, zaś kryteria etyczne są zaledwie jednymi z wielu – być może najważniejsze, ale zarazem często najłatwiejsze. Po pierwsze na co dzień nasze postępowania poddane są rutynie. Wybieramy markę produktu, wybieramy sposób dojazdu do pracy, wybieramy język jakiego będziemy uczyć nasze dzieci i szkołę do której będą chodzić. Wybieramy tysiące rzeczy, i większość z nich jest całkowicie obojętna pod względem kryteriów etycznych, gdyż nie wykracza poza rutynowe czynności poprawne etyczne z założenia. Wybór szamponu do włosów na ogól nie ma wielkiego ciężaru  moralnego. Podobnie wybór miejsca w którym spędzamy wakacje. Nie każdy wybór codzienny ma aspekty egzystencjalny czy aksjologiczny. Cokolwiek jednak wybieramy, nawet jeśli czynimy to nieuważnie i bez większych dla siebie konsekwencji – coś wybrać musimy. Nie każdy z tych wyborów jest patriotycznie obojętny. Choćby wybór języka w jakim będziemy mówić z dziećmi w domu rodzinnym. Kwestia czy będzie to język polski czy angielski jest etycznie obojętna, jednak wyboru czasami należy dokonać. Nie jest także możliwe jego odroczenie do czasu aż dzieci same zadecydują. Wybór ten – trzymajmy sie przykładu z uczeniem języka dzieci – ma daleko idące konsekwencje. Mowa ojczysta jest czymś co potrafi ludziom którzy dawno jej nie słyszeli – wyciskać łzy z oczu. Można nie czuć sie obywatelem kraju, można nie być z narodowości Polakiem, można nawet nienawidzić miejsca z którego sie uciekło w obliczu jakiejś traumy i krzywdy. Z rzadka jednak nienawidzi sie mowy własnego dzieciństwa ( choć oczywiście i takie przypadki zapewne sie zdarzają). Na tym przykładzie ( i na setce innych by wspomnieć tylko kupowanie książek i marchewki) widać, ze wybory podyktowane patriotyzmem mogą być istotne, a etycznie całkowicie neutralne.

    Widać także, że problem nie polega na tym że człowiek wyborów owych nie dokonuje bo uważa że są niewłaściwe ( ten blog jest w j. polskim, czemu nie serbsko-chorwackim? Czyż nie powinno być nam obojętne w jakim języku piszemy i czytamy? Czegóż nie zmieniać go kilka razy tygodniowo? Co za różnica? Można tłumaczyć google translate. Absurd? Dlaczego? Najbardziej skutecznie byłoby pisać po chińsku – trafi sie do największego grona odbiorców. ) ale na tym, że coś wybrać musi, choćby sie dwoił i troił. Ludzie gdzieś mieszkają, a mało kto mieszka „wszędzie”. Ludzie żyją w jakiejś wspólnocie, a jest ona na ogół dosyć zlokalizowana. W którymś ze swoich dzienników Józef Hen opisuje co sądzi na temat pisarzy Polskich którzy wyemigrowali na zachód. Zwykle nie osiągali żadnej popularności za granicą, bo i nic nie mieli do powiedzenia ludziom w krajach w których mieszkali. Nie byli w stanie tworzyć inaczej niż np. dla Paryskiej Kultury gdzie mogli pisać o Polsce i być kolportowani jako bibuła do kraju. Wielu z nich deklarowało sie jako obywatele świata. Właściwie żaden z nich, będąc obywatelem świata z musu lub z wyboru, nie wniósł nic w owego świata kulturę…
     Wybory sa konieczne bo tak wygląda życie. Dokonuje się ich. Czy chcemy przyjąć to do wiadomości czy lepiej ukrywać, jak sądzę, głównie przed sobą, faktu ich istnienia? Nadając im walor incydentalności  – „przypadek sprawił że urodziłem sie Polakiem”. Unika w ten sposób pytań o znaczenie owego zdarzenia i jego konsekwencji do postawy życiowej i postępowania. Mieszkając w Warszawie, to możliwe. Pewnie podobnie w Paryżu. Pewnie podobnie w wielu miejscach świata. To nie jest odosobniona postawa. I każdy ma prawo do takiego oglądu rzeczywistości – kosmopolityzm uprawiany saute jest postawą, wyborem, jak każda inna. Czasami to snobizm, czasami poza. A czasami wybór. Czasami –  są ludzie którym łatwiej wierzyć że większość rzeczy w życiu jest przypadkiem który dla nie ma znaczenia, niż uznać wagę i zdeterminowanie swojego postępowania właśnie owymi przypadkami. Przyjąć ich znaczenie takimi jakim ono jest – skoroś sie urodził tu, to jesteś stąd. Przypadkiem – ale jesteś. Tak samo jak przypadkiem jest się Polakiem, tak samo przypadkiem nie jest się delfinem. Czy to znaczy że cierpimy genetycznie na nienawiść do delfinów?

    Pewne sprawy w życiu, jak przynależność do kultury, wychowanie, język, sposób myślenia są zdeterminowane przez kody kulturowe środowisk w jakich sie przybywa. Zaprzeczanie patriotyzmowi w Polsce jest całkowicie powszechnym snobizmem, jest bardzo smutnym objawem, że całkiem spora cześć Polaków, po przemianach w 89 roku, przestała identyfikować się kultura i kodami kraju z jakiego wyrośli. A kraj ów, jest niebywałym w historii przypadkiem – zmarnowanych szans, wielkich osiągnięć ( wystarczy sobie uświadomić stan intelektualny tego kraju – o którego obywatelach pisał Montaigne że z całej Europy jedynie Polaka mógłby do serca przytulić – a co zmarnowano wraz z upadkiem państwa z winy elit i kontrreformacją z winy kościoła katolickiego). Wszyscy chorujemy – bo chore jest nasze społeczeństwo. A choroba owa ma postać fastfooda z makdonaldyzacją wspólnej świadomości. W ramach owej plastikowej kultury coraz większej liczbie ludzi wydaje się że nowoczesność jest bezkulturowa – podczas gdy jest to ledwie jeden z objawów ich własnego wykluczenia z kultury. Rodzaj bezdomności. I pomyłki, która miesza konsumpcje produktów przygotowanych w globalnym fastfoodzie z twórczym uczestnictwem w kulturze. Pomysłem wg. którego jedzenie pieczonych kurczaków z frytkami jest typowym daniem amerykańskim, a bagietka z hipermarketu jest iskierką Francji w Polsce. Oczywiście marketing tych produktów, całkiem podobnie jak marketing postaw obywatelskich w szalenie konsumpcyjnym społeczeństwie w jakim żyjemy, używa symboli narodowych. Używa ich nie dlatego że to czym kupczy – restaurator i polityk – jest eksportem lokalnych potraw czy sensownych postaw – ale dlatego że taki produkt – wymieszanie z poplątaniem plastikowego jedzenia i plastikowych idei – jest zyskowne dla każdego z nich. Człowiek który odczuwa francuską ekscytację spoczywając croissanta z plastikowej torebki kupionego w Żabce nie jest obieżyświatem kultur tylko ( żałosnym) konsumentem taniego i niezdrowego produktu. A gdzie są te prawdziwe francuskie smaki? Tam gdzie są pielęgnujący je Francuzi. Skoro pierogi ruskie mojej żony są tak odległe od swojej restauracyjnej wersji jak prawdziwe mięso od hamburgera z fastfooda, mam prawo przypuszczać, że podobnie jest z całą resztą produktów w stosunku do prawdziwych wytworów kultury. Fakt że ktoś wpina w stek chorągiewkę z amerykańską flaga, nie oznacza że jem prawdziwy świeży stek z normalnej krowy. Całkiem podobnie jest z patriotyzmem.

    Polska od wieków jest wyzywana pawiem i papugą narodów. Lubujemy sie w importowaniu obcych kulturowo wzorów, i samo w sobie nie stanowi to problemu. Łatwo jednak spostrzec, ze w Polsce najłatwiej wypromować muzykę w obcym języku, a fakt że ludzie nie rozumieją ( często miałkiego) tekstu piosenek które nucą, ma ważne w marketingu znaczenie. Tymczasem polska kultura ludowa może być nie mniej ciekawym, na wpół transowym, obszarem inspiracji jak powiedzmy muzyka irlandzka. Nie znam właściwie żadnego zespołu lansowanego  w mediach głównego nurtu ( czyli  Warszawskich) grającej muzykę inspirowaną polską kulturą ludową ( choć zarazem Harnasie Szymanowskiego były małą światową sensacją muzyczną, a w nurcie popu Grzegorz z Ciechowa, byl małym szokiem dla Warszawskich elit, podany strawnie dotarł na salony),  choć są takie które uparcie naśladują bliskich im Celtów ;-) czyli wymyślone wyobrażenie nikogo…

    Wielu współczesnych intelektualistów w Polsce, bo takich znam z mediów czy z autopsji, zwyczajnie nie wie po co jest patriotyzm. Nie czują go. Starają sie tak głęboko być wszechświatowi, Europejscy, Amerykańscy, jak na pawia i papugę narodów przystało, że nie mają pojęcia już kim są.Często utożsamiają patriotyzm wyłącznie z manipulacją polityczną, rodzajem działań podejmowanych w celu uzyskania wzwodu by wyrządzać przemoc.  Zarazem gdyby wrócili na wieś skąd w 75% pochodzą, zawdzięczając swoje awanse komunie, starowinki wytykałyby ich palcami i szeptały: „a kto to?”„a dy to Józek od Śliwków!” -„nie może to być, on”” – „on!”„patrzcie jaki pon sie zrobił”. I to jest koszmar który im sie chyba sni po nocach. U ludzi z miasta, jakoś tak sie porobiło, muzyka ludowa to strasznie obciachowa cepelia. Jak to sie mówi – nie ma większego wieśniactwa. Łatwiej być kosmopolitą niż „Józkiem od Śliwków” którego ojciec orał boso o polu, a dziadek nie miał dworku. W tym dramacie – nie można być stąd – bo to oznacza – Siedlce, Orzechówkę, Świlczę, Świtałówkę, małe wsie, gdzie nic nigdy się nie stało. Trzeba być silnym i niezależnym człowiekiem w Polsce, by móc znieść z podniesionym czołem, że pochodzi sie z zapyziałej biedy w 2-gim pokoleniu, a awans społeczny zawdzięcza sie procesom które dziś są opisywane jako największa zbrodnia w dziejach Polski.

    Tymczasem patriotyzm jak sądzę, nie jest rozumową zgodą na przynależność do pewnej grupy, ale uczuciem. Stąd nie ma wielkiego sensu podejście rozumowe – jeśli nie dysponujesz stosowną ilością złudzeń wpojonych w dzieciństwie czy to na skutek wychowania, czy może ( co bardziej prawdopodobne i znacznie bardziej powszechne) na skutek przemyśleń i przeżyć owe złudzenia utraciłeś ( modne – przepracowałeś) – to obecnie na nic rachunki symboliczne – patriotyzmu nie znajdziesz. Całkiem podobnie jak w wypadku żony – małżeństwo z rozsądku może być bardzo, bardzo szczęśliwe – ja jednak preferuję namiętne katastrofy z miłości. Rzecz gustu. Można kochać i można nie kochać. Ileż to razy – jak nie można zdobyć obiektu westchnień, to sie go po czasie – nienawidzi. Brak zrozumienia tych, chyba prostych, spraw, widzę zwyczajnie – jako rozkład społeczeństwa Polskiego po 89 roku. To tak jakby spora grupa ludzi, ważnych społecznie bo wykształconych, przestała rozumieć co znaczy czuć. Inteligencja w Polsce zwyczajnie nie wie kim i skąd jest – bo i nie jest nikomu do niczego potrzebna, jest wyalienowana. Ani klasa średnia – tą stanowią na ogół prymitywy co sie dorobili – ani biedota, ani elity – bo tu brylują chamscy politycy i prymitywni celebryci. Wykorzeniona i po części wzgardzona, szuka swojego miejsca, a przez krótką chwilę wydawało sie jej że jej miejsce jest w Europie. Tak ogólnie. I faktycznie – niektórym udało sie znaleźć pracę na zmywaku w UK… Owszem – czasami jakaś zagraniczna firma dostrzega że powiedzmy można w Polsce kupić tanio inżynierów na kilogramy ( np. w Dell pracują na taśmie, co jest ewenementem na skalę światowa, zważywszy że za ich wykształcenie płaci reszta obywateli). Ale inżynierowie mają krótki termin przydatności do spożycia. Zastosowań dla humanistów zaś nie ma zbyt wielu. W sumie – nie dziwię sie minister Kudryckiej ( i ona o tym mówi tylko nikt jej nie rozumie! A ona to mówi wprost!) że robi co może by szkoły wyższe przyjęły profil zawodówek…

    W tym miejscu dyskusji pan T.Herok zasadnie zauważył że obok górnolotnych cech które przypisuję patriotyzmowi (uczucie, porównanie do miłości do kobiety) istnieje całkiem dolnolotna praktyka. Praktyka przemocy i niemoralnych poglądów, czasami niemal rasistowskich. Kto zresztą tego nie widział, zwłaszcza w Polsce, gdzie hasła anty-murzyńskie i antysemickie są wszędzie, chociaż ci co je piszą na ogół nie znają żadnego żyda, a z murzynów widzieli jedyne jakichś aktorów lub sportowców. Owszem, tak jest. Czy nie stawia to patriotyzmu dokładnie w tej samej pozycji jak: religii, racjonalizmu, filozofii, nauki, medycyny, polityki, wolnego rynku, handlu, produkcji rolnej, ekologii, walki z globalnym ociepleniem a nawet walki o prawa LGBT? W imię każdej z tych idei można ludzi wzburzyć do walki, i popełniano w historii w imię każdej z nich mordy, przemoc, szykany.

    Są ludzie którzy zarabiają na tym że inni lubią alkohol, na tym że sie modlą i na tym ze kochają ( tzw. walentynki to chyba jedno z najbardziej komercyjnych świąt). Nie oznacza to wszakże że miłość, lubienie wina i modlitwa są źródłem zła w człowieku. I tak samo z patriotyzmem – jeśli ktoś ma jego pozytywną wizję skupia sie nie na nienawiści i izolowaniu sie od innych, ale na wiedzy skąd pochodzi, szukaniu miejsc dokąd zmierza, na pielęgnowaniu rodzimych tradycji i języka ojczystego. Na rozumieniu swojej i swojego narodu historii. Na uznawaniu że inni mają prawo do swoich wyborów i swoich doświadczeń życiowych – jako członkowie innych zbiorowości, o innej kulturze i dziejach. Co roku w Żywcu dobywają się w ramach Tygodnia Kultury Beskidzkiej, Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne. W tym roku były to 51 spotkania, a ja chyba od 20 lat nie opuściłem żadnego z koncertów finałowych. Widziałem tancerzy z Rapa Nui, Turcji, Trynidadu Tobago, Ukrainy, Meksyku, Mongolii, Chin, Korei, Chorwacji, Serbii, Kosowa, Włoch, Hiszpanii, Rosji, Węgier, Finlandii, Francji, Holandii, Kraju Basków, Sycylii i wielu wielu innych regionów, bo zespoły owe prezentują na ogół nie państwa ale regiony. Kulturę w której sie wychowali i którą niosą w świat. Gdyby ci wszyscy którzy wycierają sobie gębę patriotyzmem, byli patriotami, umieliby tak tańczyć i śpiewać. Umieliby nieść to co dobre i wartościowe w kulturze Polski w świat. Bo patriotyzm to uczycie miłości do miejsca w którym żyjesz i do ludzi z którymi tam mieszkasz. A kochać kogoś lub coś, nie znaczy nienawidzić innych miejsc i ludzi.

   Fajnie się pisało, niestety polska Wikipedia stwierdza że: Patriotyzm (łac. patria,-ae = ojczyzna, gr. patriates) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia za nią ofiar; pełna gotowość do jej obrony, w każdej chwili. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a także gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka. Patriotyzm oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnoty kulturowej oraz solidarności z własnym narodem i społecznością.” Jak widać dbanie o tradycję, język i kulturę to tylko „również” a nie główna treść definicji tego słowa dla, jeśli by wierzyć że Wikipedię tworzy reprezentatywna grupa, Polaków. Co najśmieszniejsze na tej karcie Wikipedii są u góry dwie ilustracje. Obie bzdurne w kontekście definicji słowa…Jak widać w wielu, wielu wypadkach Tomasz Herok ma rację…

felicjan.jpg

 

    A tak wyglądały nielegalne podsłuchy kelnerów w czasach przed rewolucją we Francji.

    „Na dwa tygodnie przed zamachem Damiensa[*] kupiec prowansalski, przejeżdżając przez małe miasteczko o sześć mil od Lionu i zatrzymawszy się w gospodzie, usłyszał, z rozmowy w sąsiednim pokoju, który od jego pokoju dzieliło tylko przepierzenie, że niejaki Damiens ma zamordować króla. Kupiec przybył do Paryża, udał się do pana Berryer, nie zastał go, doniósł mu piśmiennie o tym, co usłyszał, wrócił jeszcze raz i zostawił swoje nazwisko. Wyjechał z powrotem na prowincję; gdy był w drodze, zamach Damiensa stał się faktem. Berryer, obawiając się, że kupiec rozpowie swoją przygodę i że tym samym wyjdzie na jaw jego niedbalstwo, wysyła żandarmów na gościniec lioński; chwytają kupca, kneblują, sprowadzają do Paryża, wtrącają do Bastylii, gdzie przesiedział osiemnaście lat. Pan de Malesherbes, który oswobodził wielu więźniów w r. 1775, opowiedział tę historię w przystępie oburzenia.”

[*] zamach Damiensa — 5 stycznia 1757 służący Robert Damiens (1715–1757) próbował zabić króla Ludwika XV.

 

Sébastien-Roch Nicolas de Chamfort Charaktery i anegdoty  tłum. Tadeusz Boy-Żeleński

 

 

Sopot.jpg

 

    „So forget all that rhetoric about how America is great because of people like you and me and Steve Jobs. You know the truth even if you won’t admit it: If any of us had been born in Somalia or the Congo, all we’d be is some guy standing barefoot next to a dirt road selling fruit. It’s not that Somalia and Congo don’t have good entrepreneurs. It’s just that the best ones are selling their wares off crates by the side of the road because that’s all their customers can afford.

 

The Pitchforks are coming…for us plutocrats

Nick Hanauer

 

 

drewno-pasek.jpg

    Zgodnie z typowymi scenariuszami jakie powtarzają się w każdym kryzysie tego typu – winny jest nie ten kto popełnił przestępstwo, ale ten kto zgorszył prostaczków i wyciągnął knowania  polityków na jaw. Zagrożeniem dla Polski i demokracji jest nie umowa między NBP a PO by drukować pieniądze i w ten sposób kupić zwycięstwo dla Tuska w wyborach, ale fakt nagrania emisariusza Tuska jak rozmawia z prezesem NBP. Potem następuje socjotechniczna manipulacja zaradzania kryzysowego, a potem ABW zastrasza dziennikarzy w redakcji tygodnika który ujawnił nagrania ( zresztą robiąc to rozsądnie, to znaczy wybierając istotne fragmenty, a nie „jak leci” zapewne ujawniając wówczas np. jakieś szczegóły osobiste powiedzmy choroby podsłuchanych osób czy ich problemy rodzinne. Choć Wprost nie jest moim faworytem, zawsze miałem niskie zdanie o tej gazecie, w tym wypadku zachowali sie nad wyraz profesjonalnie. Podobno mają 900 godzin(!!) nagrań. )

    Działania ABW ( Sienkiewicza czyli Tuska. Panowie ci ponoszą winę za zaistniałą sytuację, gdyż sprawują nadal urząd. ) w redakcji Wprost można wyjaśniać na kilka sposobów ( kolejność od najbardziej prawdopodobnych scenariuszy):

  1. panowie agenci są żałośnie niekompetentni i zostawiają swoje rzeczy gdzie popadnie. Trzeba przyznać, że teza ta znajduje odzwierciedlenie w kompetencjach ich szefa. Co prawda trochę się to kłóci z faktem że przecież chyba pracują tam nie sami niespełnieni modele, kombinatorzy, łapówkarze, prymitywy i chamy, no ale kto wie? Gdyby była to prawda, to chyba mielibyśmy do czynienia z najgorszą z możliwych sytuacji, bo teza ministra Sienkiewicza że Polska istnieje tylko teoretycznie byłaby nie tylko lapsusem, ale prawdą. niestety jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz…
  2. panowie z ABW grają na prowokację. Gdyby „Wprost” nie odniosło teczki natychmiast, być może jutro dowiedzielibyśmy sie że okradziono funkcjonariuszy państwowych. Są to metody rodem z Białorusi, ale zdaje sie że całkiem nieźle pasujące do metod polskich organów ( areszty wydobywcze, Brunon K. jako jedyny członek 12 osobowej terrorystycznej organizacji który nie pobiera pensji z ministerstwa, sprawa Blidy która zdołała sie zastrzelić nie pozostawiając odcisków palców na broni, ośrodki szkoleniowe w których amerykanie uczą polskich agentów jak torturować ludzi itp. Przecież w ABW i innych służbach pracują stale ci sami ludzie. Ich najważniejszą cechą jest karność i dyspozycyjność. )
  3. panowie z ABW zostawili coś więcej niż teczkę. Być może rzecz się nie udała, być może rzecz się udała. W sumie nie wiemy. Zakładając że są to profesjonaliści, to co przychodzi na myśl to przenośna stacja sieci komórkowej. O ile wiem zestaw taki ( zgodnie z przeciekami Snowdena)ma właśnie wielkość walizki, i w pobliskiej okolicy przejmuje rolę masztu telefonii komórkowej, nie zakłócając komunikacji, ale stanowiąc węzeł man-in-the-middle umożliwiając podsłuch.
  4. nie mieliśmy do czynienia z panami z ABW. Do redakcji Wprost weszło kilku ludzi legitymujących sie dokumentami ABW w istocie nie byli to jednak funkcjonariusze ale jacyś koledzy Sienkiewicza czy Tuska, być może ze świadka przestępczego, jacyś detektywi prywatni, bo ja wiem? Udawali tylko gości z ABW a w istocie chcieli ukraść to i owo. Teczka wtedy stanowi element uwiarygodnienia zajścia, Wprost miało ją otworzyć i nie sprawdzać dalej tożsamości gości którzy ich napadli. Teza ta z pozoru mało prawdopodobna, jest całkiem realna. Gdyby prawdziwa była teza o niezależności prokuratury od polityków, całe zajście wyglądałoby przecież zupełnie inaczej. Profesjonalne i niezależne od polityków służby raczej zorganizowałyby sprawne i tajemnicze włamanie ( być może nawet tylko zdalnie do komputera!) i wykradłyby dane „sposobem” zaś oficjalnie współpracowano by z gazetą po to by mieć pewność że rozmowy ujawnią tylko przestępcze zachowania premiera i ministrów a nie np. tajemnice państwowe. Tak robią o za granicą w bardziej demokratycznym świecie.

    Żaden z powyższych scenariuszy nie napada optymizmem. Dymisja rządu oznacza katastrofę. Brak dymisji – kultywowanie dziadostwa i rządzenie państwem przez kliki i koterie kolesi. Rządy PiS które niestety mogłyby nadejść nie będą żadnym ozdrowieniem, do władzy dojdą ludzie jak Ziobro którzy w metodach działania nie cofają się przed łamaniem prawa. Rządy PO gdyby po ewentualnej rekonstrukcji miały miejsce – nie gwarantują ani praworządności ani nawet bezpieczeństwa państwa ( patrz pt.1 powyżej).

Jedną z zagadek jest to kto dokonał nagrania. Właśnie słyszę w radio i czytam w necie, że mieli być to ludzie z redakcji Wprost, zapewne we współpracy z pracownikami restauracji. Mamy zatem do czynienia właściwie z obywatelskim działaniem, doniesieniem o popełnieniu ciężkiego przestępstwa przez najważniejsze osoby w państwie, całkowicie typowm dla niezależnej prasy. Nie ruscy agenci, nie mafia która usiłuje szantażować premiera, ale redaktorzy niezależnej od rządu prasy. Z pobudek biznesowych i zapewne ( czemu nie?)  patriotycznych. To najczarniejszy scenariusz dla władzy. Nagrali ich knowania, ujawnili ich machinacje, ludzie którzy nie atakują państwa Polskiego, tylko republikę kolesi jaka się wytworzyła w Warszawie i rządzi Polską. Zwrócę uwagę, że choć teza ta jeszcze nie jest dowiedziona, poniekąd znajduje potwierdzenie w terminie ujawnienia nagrań. Jest jeszcze dosyć czasu by PO wywaliła na zbity pysk kombinatorów, co z tego że pełnią najwyższe urzędy w kraju, jest już po wyborach do parlamentu UE, a więc nie można redakcji tygodnika oskarżyć o działania zmierzające w zmianę wyników wyborów. Niejako od początku było dla mnie jasne że za sprawą nie stoi raczej ruski wywiad itp. bzdety. Jeśli miałbym sie doszukiwać innych możliwości to już prędzej podejrzewałbym środowisko Balcerowicza, śmiertelnie nienawistne ekipie Tuska – klika bowiem zwykle mści się za odebranie mu miliardowych zarobków ( sprawa OFE), a Balcerowicz w myśl zasady – uderz w stój – nożyce sie odezwą – już zabrał głos kierując sprawę właśnie na te tory. Jak to mówią – pożyjemy – zobaczymy.

Najgorsze że działania elit, całe to środowisko układu ( proszę nie szukać sie tu poparcia dla tez pani Staniszkis, pisząc układ mam bardziej  na myśli te same gęby umaczane w sprawowanie władzy przez ostatnie 25 lat) buduje przyjazną atmosferę dla działań w rodzaju sanacji. Dla zawieszenia praworządności i demokracji, dla zwycięstw jakichś ruchów radykalnych i opartych na przemocy. Nam sie dziś wydaje to niemożliwe, ale prawda jest taka, że do realizacji takiego scenariusza wystarczy współcześnie tylko kryzys ekonomiczny. Kiedy ludzie przestaną mieć pracę i nieco popsuje sie ekonomią – po 2-3 latach czeka nas faszyzm. I to jest właśnie to co zawdzięczamy elitom z warszawki.

Po 25 latach niepodległości okazuje sie że król jest nie tylko nagi, ale ma jeszcze obsraną dupę.

woda.jpg

My

 

Śmierć drobnymi krokami,
bosych stóp jak klawesynu klawisze,
zabija nasze marzenia, dusze i opętanie.
Płacz bierze się z oczu i łez.
Złość bierze się z wątroby,
żółci i złego trawienia.
Miłość bierze się z uśmiechu.
A my rodzimy się z miłości.
Jak świetliste komety.
Gaśnie po nas ślad.
I już nas nie ma.

Zima+slonce.jpg

Zima

 

Jak imię wielkiego nieszczęścia
wybrzmiał nasz czas.
Jak złamane nogi sarny.
Poza sobą trwanie.
Grzechot słów jak kamyki.
Gimnastyką wymijających spojrzeń.
Cicho jak płatki śniegu
odkładają sie wspomnienia.
Piękna byłaś zimą tego roku…

 

Brzeg.jpg

    Na wschodzie Ukrainy – referendum. Rząd Ukrainy – rozpacza. UE, USA, a zwłaszcza Polska – nie uznają legalności tych działań. Przypomina mi się taka scena z jakiegoś (amerykańskiego) dramatu sądowego – bodaj z „Ludzi honoru” z Tomem Cruise, w której Demi Moore, grająca mniej doświadczonego adwokata wojskowego, zrywa sie przed sądem ze słowami: „Wysoki sądzie, zgłaszam Stanowczy Protest”. Cruise ją uspokaja, a potem w zaciszu gabinetu napieprza sie z zwrotu „Stanowczy Protest!” Albo się protestuje albo nie. Albo protest jest skuteczny, albo jest pustym gestem. Stanowczość niewiele ma tu do rzeczy – a wobec działań UE i USA jest ów przysłówek bodaj najstraszliwszym elementem podjętych działań. Doprawdy, zwykły protest Putin mógłby zignorować, ale Stanowczy Protest z pewnością nim wstrząśnie.

    Abstrahując od kwestii „legalne, czy nie” oceniam że mamy do czynienia z jakimś procesem demokratycznym, o być może ograniczonych prawnie prerogatywach, zapewne animowanym z zewnątrz. Zbuntowane obszary odwołują sie do mocarstwa ( Rosja), obszary niezbuntowane starają sie utrzymać kraj w całości, co jak widać wyraźnie – jest dla nich w zasadzie niewykonalne. Historia zna pewnie wiele przypadków takiego separatyzmu, wiadomo też mniej więcej kto jest pionkiem a kto grającym, gdzie szachownica leży i jaki jest cel gry. Ci którzy są doświadczeni w polityce i realizują politykę własnych interesów – czekają kto na Ukrainie zagarnie władze – Rosja czy Oligarchowie. Brak natychmiastowej interwencji atomowej świadczy po prostu o wyczekiwaniu na ostateczny rozwój sytuacji, zaś brak jednoznacznej pomocy np. militarnej dla rządu Ukrainy wskazuje tylko na jego niską wiarygodność w oczach świata. Nikt  ( oczywiście poza Radkiem Sikorskim! ) nie chce mieć wspólnej fotografii z Jaceniukiem, bo trudno ocenić kim się on okaże za kilka miesięcy – mężem opatrznościowym Ukrainy, agentem CIA, akwizytorem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, więźniem Putina, akolita jakiegoś faszysty o nieczystym sumieniu? Nawet USA dbają o to by wymiana opinii rozgrywała się na poziomie kamerdynerów. Ot, kto ma własne zdanie – ten milczy. Kto gardłuje – najpewniej robi to w imieniu milczących….

    Problemy jakie widzę sa dwa, sposób ich rozwiązania może mieć wielkie znaczenie dla dynamiki wydarzeń:

  1. Z punktu widzenia Ukrainy/Rosji – Należy zadać sobie pytanie: jaki jest pomysł na życie tych „separatystów”? Sprawowanie władzy we współczesnym świecie, u bram Europy, wymaga jakiegoś kompromisu, konsensusu. czy Ukraina może być państwem niedemokratycznym? Wiadomo że przynależąc do Rosji, dzisiejsi separatyści będą uczestniczyli w jej losie. Może być to współdzielenie upadku Rosji, co bardzo mało prawdopodobne, przynajmniej w skali kilku dziesięcioleci. Może być to zwykłe dzielenie losu olbrzymiego organizmu gospodarczego, terytorialnego i politycznego. Z wszystkimi jego wadami ( autorytaryzm) i zaletami ( znane otoczenie w którym czują się bezpiecznie). Trudno sie dziwić ludziom zamieszkującym te obszary że woleliby sentymentalnie trwanie układu z Rosją niż niewiadomą pojawiającą sie w razie wejścia do UE. Złodzieje sa wszędzie tacy sami, prości ludzie widać mają sentyment do dawnych czasów. Co ma do zaproponowania Ukraina? Ustawy o ograniczeniu użycia języka rosyjskiego? Będzie mieli na Ukrainie równoprawną mniejszość rosyjską? Czy będą prześladowania i deportacje? Czy jest jakaś rosyjska/ukraińska nazwa na apartheid? Jaceniuk mówi ostatnio o jakiejś formie samodzielności, samorządności, specjalnych przywilejach. Mówi w czyim imieniu? Parlamentu? Czy może już Ukraina jest zarządzana dekretami? Jak legalnie Jaceniuk zamierza owe obietnice zrealizować? Separatyści jakoś nie podrażają za tymi propozycjami – prawdę mówiąc świadczy to o ich zdrowym rozsądku, bowiem według mnie wiarygodność tego człowieka, a zarazem całego rządu Ukrainy – jest zerowa. W polskich mediach pojawia się oczywiście zalew komentarzy. Wiem co chcą powiedzieć na temat temat ludzie nastawieni anty rosyjsko, wiem co mówi Obama ustami Radka, wiem co by chcieli polscy kibole, wiem co by chciał Korwin-Mikke. Nie wiem co chce zrobić rząd Ukrainy. Wyrażanie poparcia w takiej sytuacji, niejako carte blanche,  to jest szalenie niebezpieczna sytuacja. Ten rząd właśnie wybrany i utrzymywany przez oligarchów uczestniczy w tym konflikcie, ma w ręce karty którymi usiłuje grać, ale z dotychczasowej gry wynika że nie ma zamiaru reformować Ukrainy, nie zadaje sobie trudu by zyskiwać poparcie wśród Ukraińców – przecież Rosjanie mieszkający na Ukrainie sa obywatelami Ukrainy! Czyżby Ukraińcem zostawało sie jedynie w wypadku posiadania udokumentowanego pochodzenia etnicznego do kilku pokoleń wstecz? Czy na pewno właśnie taką wizję Ukrainy zamierza popierać Radek Sikorski w imieniu moim i reszty Polaków? Wszystko to tonie w niedopowiedzeniach. Jasne jest natomiast że nowy rząd Ukrainy dosyć dobrze i szybko – wypróbował i adaptuje coraz to nowe metody wielkoskalowego, medialnego oszukiwania opinii publicznej na całym świecie, rozmaite zagrywki pijarowe, pokazywanie filmików, ukrywanie własnego politycznego stanowiska i koneksji.
  1. Z punktu widzenia Polski. Wojna to straszna rzecz. Nie będę przytaczał truizmów na ten temat. Podstawa polityki zagranicznej *każdego* kraju powinno być założenie o stabilizacji regionu w którym sie mieszka, oraz, jeśli rzecz jest nie do uniknięcia, o eksporcie konfliktów tak daleko jak to tylko możliwe. Jeśli amerykanie koniecznie muszą wywoływać konflikty z Rosją, koniecznie muszą stawiać wojsko w odległości mniejszej niż kilkadziesiąt kilometrów, koniecznie muszą instalować swoje wynalazki w rodzaju rakiet „obronnych” o znaczeniu ofensywnym, prosiłbym by postawili je gdzieś daleko. Popierajmy to USA jak tylko mocno sie da – niechże jednak prowadzi swoje wojenki na koszt polityczny i w sensie bezpieczeństwa – własny. Bardzo podoba mi sie deklaracja rządu Czech, który stwierdził że nie chce obcych wojsk NATO na swoim terenie ( zabawnym elementem newsa jest to, ze zdaniem TVN deklarację  taką wypowiedział zaledwie minister obrony, podczas gdy portal Chiński relacjonuje że jest to wypowiedź premiera). Skoro kraje jak USA chcą koniecznie wojsk NATO na granicy z Ukrainą – jest na to prosty sposób. Niech oni zapłacą a Polska wystawi swoje wojsko na ich koszt. Polacy to nie Francuzi, Brytole czy Jankesi, wojsko, nawet jeśli niekoniecznie nowoczesne – mamy bitne i zaangażowane. Wartość bojowa Amerykanina przeciw rosyjskiemu żołnierzowi jest zerowa, bowiem Rosjanie nie uznają przerwy na lunch podczas wojny. Podobnie jak Polacy. Skoro mamy wojskiem stabilizować sytuację – niechże będzie to Polskie wojsko – przecież to jest wojsko NATO. Czy jednak wojsko jest naprawdę potrzebne? Konflikt wcale nie ma przebiegu wojny gorącej z czołgami i ostrzałem, a jest to konflikt nowego rodzaju, brudny w którym zaangażowana jest ludność cywilna. Kto chce taki konflikt wygrać – musi dbać o wyborców. ja wiem że Polska ma tu bardzo niski potencjał – 3 miliony ludzi już wyjechało z tego kraju a pewnie kolejne 3 miliony od obecnej *zbankrutowanej* klasy politycznej o zerowej wiarygodności wolałoby nawet JKM co jest znakiem kompletnego rozkładu kraju. Panowie politycy – trzeba było myśleć 10 – 20 lat temu. Teraz macie już prawie te same problemy z Ukraińcy. Nikt Wam nie wierzy, a mniejszości ( jak śląska) wcale nie patrzą na Polskę jak na „dom nas wszystkich”. Bo i on nie jest już „nasz wszystkich” odkąd stał sie waszym folwarkiem… Dla Polski problem konfliktu na Ukrainie jest szalenie palący, a pomysł na jego „rozwiązanie” by dolać oliwy do ognia instalując atomówki w Zamościu i Lublinie jest śmieszny i żałosny zarazem. Polska, aby coś tu ugrać i utrzymać swoją pozycję, musi jak nigdy grać unisono z UE. To właśnie interes UE jest tu kluczowy i kluczowa jest perspektywa UE, a nie naszych pożal się boże „środowisk patriotycznych” które chętnie by wywoływały następne Powstania Warszawskie byle sie pokazać. Powinniśmy zabiegać by na Ukrainie dokonano demokratyzacji, by rozpisano i dotrzymując terminu i przeprowadzono wybory powszechne. I powinniśmy sie zmierzyć z myślą, że być może podział Ukrainy jest nie do uniknięcia. Nie wolno walczyć z faktami dokonanymi. Trzeba wyprzedzać posunięcia przeciwnika, przewidywać je. Rosja ma atuty w ręce, Polska nigdy ich nie przebije, a wypuszczenie jankeskiego ducha w naszych okolicach Europy skończy się ludobójstwem z niesłychanym okrucieństwem, bo Słowianie nie prowadzą wojny na niby, a Rosja ma silne poparcie na zachodzie wynikające z powiązań finansowych i gospodarczych. Z wolna przyjmujemy na siebie rolę pożytecznego głupka który w oczach świat udowodni – swoim zbitym tyłkiem – że dano Rosji srogi odpór. Pamiętajmy że np 97% sil okupacyjnych w Iraku stanowią najemnicy firm komercyjnych zarabiających na prowadzeniu wojny! To wielki biznes, który szuka okazji do zarobku. Działania elit politycznych w kraju sa takie, że zbliża sie chwila kiedy nie dosyć że będziemy mieli kontyngenty obcych wojsk na naszym terytorium, to jeszcze będziemy za to płacić! Cytat: „[Rasmussen]. Przypominał, że rosyjskie wydatki obronne rosły o ponad 10 procent każdego roku przez ostatnie 5 lat. W przeciwieństwie do tego wiele krajów europejskich należących do NATO zredukowało swoje wydatki obronne przez ostatnie 5 lat o ponad 20 procent, a niektóre nawet o 40 proc. – Cięcia były szczególnie głębokie tu w Europie Środkowo-Wschodniej. To nie do utrzymania. Teraz czas, by skończyć z cięciami i odwrócić trend – powiedział Rasmussen.”  To zdumiewająca sytuacja! Wygląda na to, że wołanie Polski o gwarancje bezpieczeństwa jest przez szefostwo NATO rozpatrywane jak kapryszenie gówniarza który nie oszczędza kieszonkowego a teraz chce lody! Czyli Polska, w sensie strategicznym, jest potrzebna NATO czy nie? Bo może nam sie nie opłaca ponosić tych kosztów? Będziemy Was bronić ale to wasz interes a nie nasz? A może ten kryzys juz dawno zażegnano a Radek uprawia po prostu działania propagandowe by te wojska NATO sie u nas znalazły? Bo taka jest geopolityka, fakty są już dokonane, nic się nie zmieni, tyle że trzeba tworzyć preteksty?

galeryjlka.jpg

 

    Dzisiaj w PR2 PR w audycji „W stronę sztuki” pani dr. Bożena Fabiani mówiła o staropolskim artyście Marcinie Koberze. Wikipedia bardzo oszczędna w fakty, bo tez i niewiele wiadomo o życiu malarza. Poniżej portret Batorego – jeśli prawidłowo zidentyfikowałem dzieło na podstawie opisu słownego pani doktor, to jest to portret trumienny władcy. Namalowany na blasze ma bardzo niewielkie rozmiary, zaś jego realizm jest wstrząsający. Mamy do czynienia z portretem psychologicznym, warto wiedzieć że jest to pierwszy portret trumienny w Polsce W latach następnych pojawiły się ich setki tysięcy, każdy szlachcic i bogatszy mieszczanin sobie taki na trumnie przyczepiał – być może wzorując się na poniżej pokazanej pracy Kobera. Z tym, ze autorstwo nie jest jasne – choć forma podobna do oficjalnego i większego w rozmiarach portretu koronacyjnego władcy – brak sygnatury artysty. Kober miał malującego brata – może to jego dzieło?

 

Batory.PNG
Batory” autorstwa Marcin Koberbilddatenbank.khm.at. Licencja Public domain na podstawie Wikimedia Commons.

 

    Ciekawym aspektem sprawy jest niewielka ilość informacji o życiu artysty. Właściwie to idąc z duchem czasu pani Bożena Fabiani – jak wyjaśniała – chciała przedstawić postać jakiejś kobiety, malarki. Natrafiła w życiorysie Kobera właśnie na informację że poślubił on niejaką Dorotę, która malowała obrazy. Ale to już wszystko co o niej wiemy, oczywiście poza tym, ze rodziła mu dzieci. Co ciekawe i o samym Koberze nie wiadomo wiele – bo i w tamtych czasach w Polsce malarz był ledwie rzemieślnikiem. A że pracę wykonywał „atomowo” czyli w całości sam, to i po całym jego życiu najczęściej pozostawała informacja związana z zapłatą wydawaną ze skarbca władcy czy mecenasa. „Marcinowi Koberowi dukatów 60 za malowany portret” – mniej więcej tyle poświęcano uwagi artyście. Inne rzemiosła miały znacznie lepiej bo np. budowa wychodka – a był to przykład podany przez panią doktor – często wymaga najęcia nie tylko „wykonawcy”, ale i pomocników co daje okazję do znacznie bardziej rozbudowanych i bogatych w przypisy rachunków. Malarz tworzący obrazy – pracował sam, po cichu i bez zainteresowania ze strony szlachty i władców. Stąd o ludziach tworzących to co nas otacza wiemy prawie nic. Bo i nikt – żaden kronikarz, dziejopis itp. – nie uważali za właściwe zajmować się nimi. Stąd historycy sztuki w Polsce, mają szalenie trudne zadanie – nie dosyć że dzieł zachowało się mało, bo takich miłujących sztukę mamy sąsiadów, to jeszcze o twórcach pisano niewiele lub zgoła nic. Właściwie najwięcej wiedzy o ich życiu czerpiemy z dzieł spisanych kiedy np. uczyli sie za granicą, czy pracowali dla obcych władców. Proszę sobie zdać sprawę z paradoksu – o malarzu pisano więcej gdy czeladnikował w Niemczech, niż kiedy jako mistrz pracował w Polsce dla królów.

    Trochę jak w starożytnym Rzymie gdzie wykonawcą akweduktów czy mostów byli zawsze bogaci patrycjusze, którzy być może jedynie finansowali je z daleka, a tylko wyjątkowo zajmowali sie administracja – zwykle finansową – budowy. Prace, projekt, nadzór nad wykonawstwem – to wiemy – tradycyjnie prowadzili wykształceni Grecy, często niewolnicy. Niewiele o nich wiemy, bo ni zaledwie „wykonywali prace”, tworzyli projekty, nadzorowali i organizowali prace ludzi. To tak jak w Apple – Steve Jobbs – jako twórca iPhone – a cała reszta w tym Wozniak – to ludzie tonący w cieniu.  Najśmieszniejszym elementem sprawy jest w to że ci w świetle reflektorów zdają sie sądzić ze to prawda…

    Dyskusja o tym, ze w naszym kraju nie mamy zwyczaju zapisywać i szanować informacji o prostych sprawach spycha nasza kulturę w pozycję wiecznego naśladowcy. Każda informacja, zwłaszcza jeśli ma być ceniona, musi być cytowana, najlepiej z francuskiego, albo angielskiego czasopisma. Każdy ogląd musi być na tyle uniwersalny by spodobał sie francuzowi czy anglikowi. Broń boże żeby był Polski, żeby przedstawiał stanowisko ludzi żyjących w tym miejscu, tu lokujących swoje pomysły i życie. To nie przystoi, intelektualiście, to wstydliwe, to sa poglądy jakie wydobywa z siebie plebs – i faktycznie we Francji byłoby to nie do pomyślenia…. Pisałem już kiedyś o czymś podobnym…

blismy-mlodzi-pasek.jpg




Wieczory


   
   
Ostry zakręt i było po wszystkim.
Nawet krzyku nie dobyłeś z siebie.
Mnie została ta pustka i ściany,
kredyty, ból i anioły w niebie.

Panie Jezu tyś wszelkie żałości
w swoim sercu jest pomieścić skory,
czy żeś ty kiedyś sobie winszował
takiej pustki w samotne wieczory?

Rano obudź, nakarm, poubieraj.
Dniem zaprowadź, odbierz, i zarabiaj.
Przed zaśnięciem śpiewaj, tul i całuj,
nocą wstawaj, opatul. I nie łkaj.

Jakbym w końcu o coś prosić miała,
to już przecież nie ma wiele o co.
Żeby te choroby lekkie były,
i niech mała śpi spokojnie nocą.

I jej zdrowie i szczęście. I zdrowie
dla mnie Ojcze, co jesteś na niebie.
Daj mi siłę, to wszystko przetrzymać
i pięć minut wieczorem dla siebie.

Enter your email address to follow this blog and receive notifications of new posts by email.

Dołącz do 904 obserwujących.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 904 obserwujących.

%d bloggers like this: